Reklama

Młodzi dla środowiska

Wołanie o pojednanie

2018-08-08 10:23

Tadeusz Boniecki
Edycja lubelska 32/2018, str. IV

Tadeusz Boniecki
Uroczystości przy Pomniku Wołyńskim w Chełmie

Chełmskie uroczystości upamiętniające 75. rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu odbyły się z inspiracji Stowarzyszenia „Pamięć i Nadzieja”

Na skwer 27. Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej, na którym od 9 lat stoi Pomnik Wołyński, przyszło kilkaset osób, aby oddać hołd ofiarom ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Uroczystość z udziałem kompanii honorowej Wojska Polskiego rozpoczęła Msza św. pod przewodnictwem bp. Mieczysława Cisło. Na wstępie Stanisław Senkowski, prezes Stowarzyszenia „Pamięć i Nadzieja”, nawiązał do tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Krwawa niedziela w lipcu 1943 r. była apogeum ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów i eksterminacji ludności polskiej na terenach wschodnich województw dawnej Rzeczypospolitej.

Zbrodnia Kainowa

W okolicznościowej homilii bp Mieczysław Cisło podkreślił, że z Golgotą Chrystusa łączymy Golgotę Polaków na Kresach, gdzie dokonywało się ludobójstwo. – Kolejny raz składamy ich ofiarę na ołtarzu, ku zmartwychwstaniu. Tak jak Golgota Jezusa zakończyła się zmartwychwstaniem, modlimy się, aby ofiara pomordowanych rodaków miała swój finał w zwycięstwie, w zmartwychwstaniu, w wydobyciu z mogił ich imion i nazwisk. Modlimy się także, aby ta ofiara zaowocowała pojednaniem w duchu prawdy z bratnim narodem ukraińskim – mówił Ksiądz Biskup. W refleksji nt. człowieczeństwa Pasterz podkreślał, że człowiek jest istotą zawieszoną pomiędzy heroizmem a bestialstwem. – Człowieka stać na heroizm i najwyższe poświęcenie w ratowaniu życia drugiego, w obronie prawdy. Jednak kiedy zadziałają siły grzechu i zwyciężają skłonności, które zniewalają człowieka aż do zezwierzęcenia, łatwo zostać bestią – mówił. W odniesieniu do rzezi wołyńskiej Ksiądz Biskup podkreślał, że pamięć o tamtych wydarzeniach pielęgnowana jest nie dla zemsty i odwetu, lecz ku przestrodze. – Zbrodnia wołyńska to zbrodnia Kainowa przeciw sąsiedzkiemu bratu. Ofiary Wołynia wołają o pamięć, ale też o pojednanie między naszymi bratnimi narodami, o budowanie wzajemnych relacji poprzez prawdę, przebaczenie i pojednanie – podkreślał.

Dęby pamięci

Podczas uroczystości bp Mieczysław Cisło poświęcił dwa dęby, zasadzone na skwerze. Jedno drzewo upamiętnia Polaków na Kresach Wschodnich zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów i nosi imię Dębu Wołyńskiego. Drugie drzewko dedykowane jest pamięci Zygmunta Rumla, komendanta 8. Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich, który próbował podjąć rozmowy z UPA, aby zaprzestali mordowania Polaków. Jednak sam został przez banderowców brutalnie zamordowany w trakcie spotkania.

Reklama

Kolejnym punktem uroczystości było wręczenie medalu Pro Patria. Jest to odznaczenie przyznawane przez kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Medal otrzymała Teodora Zgliniecka, chełmska pielęgniarka, która uratowała się z rzezi, jakiej dokonano na Polakach w kościele w Kisielinie 11 lipca 1943 r. Drugą osobą odznaczoną była Helena Ciszak, której udało się przeżyć mordy w Ihrowicy w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 r.

Bolesne wspomnienia

Teodora Zgliniecka: – Miałam wtedy 6 lat. Razem z ojcem i dziadkami pojechaliśmy na Mszę św. do Kisielina. Nagle ukraińscy banderowcy okrążyli kościół, zrobiło się zamieszanie, ludzie rzucili się do ucieczki. Ojciec, ze mną na rękach, spojrzał przez okno. Wtedy padł strzał i tata leżał w kałuży krwi. Mnie ktoś wziął na ręce i zaniósł na górę kościoła. Tam spotkałam babcię. Wszystko w okolicy się paliło. Do budynku, w którym się ukryliśmy, wlatywały granaty. Odrzucaliśmy je, zanim zdążyły wybuchnąć. Niektórzy z atakujących podstawiali też drabiny, więc zrzucaliśmy cegły, modląc się, żeby to się już skończyło. Dopiero nad ranem grupa ocalałych zaczęła opuszczać schronienie. Na tym jednak ataki się nie skończyły. Kiedy moja babcia została zamordowana, uciekałyśmy wraz z matką. Pomoc otrzymałyśmy w Kowlu. Do dziś pamiętam smak chleba, który dostałyśmy w Polskim Czerwonym Krzyżu. Stamtąd uciekłyśmy ukryte w pociągu przez kolejarzy. Wciąż trudno mi pogodzić się z tym, że spokojne życie mojej rodziny i moje dzieciństwo zostało stracone. To były dla mnie tragiczne czasy, które pamiętam do dziś. Dzięki temu że przeżyłam, mogę świadczyć o tej dramatycznej historii.

Helena Ciszak: – W 1944 r. miałam zaledwie 7 lat, ale dokładnie pamiętam przebieg tamtej Wigilii. Jedliśmy już wigilijną kolację w naszym domu w Ihrowicy, gdy za oknem pojawiła się łuna. Mama powiedziała, że pewnie gdzieś się pali. Nagle przyszła do nas ukraińska sąsiadka. – Paulina, uciekajcie! Mordują Polaków! – krzyknęła. Mama zaczęła płakać. Ukrainka natychmiast przeprowadziła naszą całą rodzinę: mamę Paulinę, mnie i mojego 2-letniego braciszka do siebie do domu. Mamę ukryła za piecem, a nas ułożyła między własnymi dziećmi. W taki sposób przetrwaliśmy. Po nocy mama wyszła z ukrycia, szła przez wieś i widziała spalone domy, ciała zamordowanych, płacz ludzi. Poszła też do proboszcza w Ihrowicy ks. Stanisława Szczepankiewicza, bo myślała, że żyje i poradzi, co robić. A tam straszny widok. Ksiądz ma głowę odrąbaną siekierą, jego matka, brat i siostra też zabici. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia wyjechaliśmy do Tarnopola. Stamtąd w towarowym pociągu przyjechaliśmy z mamą na Lubelszczyznę. Ten tragiczny czas mam dzisiaj przed oczyma. Dopiero po 60 latach od mordu, na cmentarzu w Ihrowicy został postawiony pomnik upamiętniający 92 osoby zamordowane przez Ukraińców. W każdym narodzie są ludzie źli i dobrzy. O tym świadczy moja historia. Ukraińcy spalili mi wieś, zamordowali krewnych i sąsiadów, ale jednocześnie to Ukrainka uratowała mnie przed straszliwą śmiercią.

Tagi:
rzeź wołyńska

Wołyń woła o pamięć

2018-07-25 11:42

Aleksandra Wojdyło
Edycja toruńska 30/2018, str. 5

Troska o pamięć stała się motywem przewodnim grudziądzkich obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu

Aleksandra Wojdyło
Poświęcenia obelisku i krzyża dokonał ks. kan. Witold Szumiato, kapelan Kresowiaków

Ten dzień obchodzony jest w rocznicę Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r., która była punktem kulminacyjnym Rzezi Wołyńskiej, masowej eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińską Powstańczą Armię oraz ukraińską ludność cywilną. Tego dnia zaatakowanych zostało 99 miejscowości. W następnych dniach masakry były kontynuowane.

Przypuszczalne dane o liczbie ofiar, które zostały w sposób niezwykle brutalny zamordowane tylko dlatego, że były Polakami, oscylują wokół liczby stu tysięcy. W ciągu jednego dnia zniknęło z powierzchni ziemi kilkadziesiąt wsi polskich, w blisko stu miejscach dokonano niewyobrażalnych zbrodni. To jest zbrodnia, której zapomnieć nie możemy. Ofiary wołają o pamięć, która jest obowiązkiem żyjących.

Trzeba pamiętać

W 75. rocznicę Krwawej Niedzieli w Grudziądzu odbyły się obchody upamiętniające ofiary ludobójstwa. Współorganizatorami byli: Towarzystwo Przyjaciół Kresów Wschodnich, Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku, Delegatura w Bydgoszczy i Urząd Miasta Grudziądza.

W uroczystości wzięli udział m.in. Iwona Michałek, poseł na Sejm RP, Mirosław Golon, dyrektor IPN oddział w Gdańsku, Edyta Cisewska, naczelnik Delegatury IPN w Bydgoszczy, Katarzyna Lisiecka, naczelnik Okręgowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Gdańsku, Marek Czepek, wiceprzewodniczący Rady Miasta, przedstawiciele władz samorządowych, członkowie Towarzystwa Miłośników Kresów Wschodnich na czele z przewodniczącą Ireną Tyszkiewicz, członkowie komitetu budowy pomnika na czele z Zygmuntem Krzemieniem oraz mieszkańcy miasta.

Obchody rozpoczęły się Mszą św. w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą sprawował ks. kan. Witold Szumiato, kapelan Kresowiaków i proboszcz parafii w Piecach (diecezja pelplińska), oraz ks. kan. Krzysztof Zalewski, miejscowy proboszcz. W homilii ks. kan. Szumiato wspominając rodzinną historię z Kresów, z zadowoleniem mówił o powstaniu w Grudziądzu pomnika, który będzie przypominał o tragicznych, ale jednocześnie ważnych dla Polaków i Polski wydarzeniach. – Dziś trzeba mówić o tym młodemu pokoleniu! Trzeba mówić prawdę! Trzeba pamiętać! – podkreślał. Wyraził również gotowość katolickiego przebaczenia oprawcom.

Pomnik

U zbiegu ulic Królewskiej i Rapackiego odbyła się druga część uroczystości. Odsłonięta została tablica edukacyjna „Genocidium Atrox. Ludobójstwo na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej”, przygotowana przez Oddziałowe Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa. – Im się należy nasza pamięć, bo zginęli za wartości najświętsze, zginęli za to, że byli dobrymi Polakami, zginęli za to, że byli katolikami, zginęli za to, że byli dobrymi ludźmi. Mordowano ich nie w odwecie, ale po to, żeby obłąkaną ideę czystej etnicznie Ukrainy dla Ukraińców wcielić w rzeczywistość – mówił prof. Mirosław Golon, podkreślając, że pamięć o ofiarach Wołynia i Małopolski Wschodniej to obowiązek współczesnego pokolenia.

Wyraził także zapewnienie o ustaleniu imion i nazwisk wszystkich ofiar oraz wezwał władze Ukrainy do wyrażenia zgody na prowadzenie badań ekshumacyjnych i godne pochowanie ich szczątków. – Nie jest czymś dopuszczalnym i zrozumiałym, że nam dzisiaj blokuje się nie tylko poszukiwania i ekshumacje, ale nawet budowanie zwykłych nagrobków na miejscach pamięci. Te 100 tys. ofiar woła z grobów, których nie ma. Pozwólcie nam zbudować groby naszym najbliższym, bo one im się należą. To jest nasz chrześcijański i ludzki obowiązek – mówił dyrektor IPN w Gdańsku. Poseł Iwona Michałek zaapelowała do nauczycieli i rodzin. – Przychodźcie tu, abyśmy młodemu pokoleniu przekazywali pamięć o tych wydarzeniach, ponieważ na naszym pokoleniu spoczywa odpowiedzialność pamięci – mówiła.

Irena Tyszkiewicz podziękowała komitetowi budowy pomnika, podkreślając, że środowisko Kresowian w Grudziądzu to jedni z ostatnich świadków tamtych czasów. Następnie ks. kan. Szumiato dokonał poświęcenia krzyża i obelisku. Posterunek honorowy wystawili strzelcy z JS 3301 w Grudziądzu. Uroczystościom towarzyszyła wystawa IPN pt. „Wołyń 1943. Wołają z grobów, których nie ma”.

Po zakończeniu uroczystości pojawił się jeszcze jeden symbol – niebo zapłakało nad tymi, którzy wciąż wołają o pamięć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Panama: abp Jędraszewski przywiózł relikwie św. Jana Pawła II

2019-01-19 09:33

azr (KAI) / Panama City

W piątek po południu do Panamy przybył abp Marek Jędraszewski, jeden z 12 biskupów z Polski, biorących udział w ŚDM. Przywiózł ze sobą relikwie św.Jana Pawła II, które spoczną w ołtarzu panamskiej katedry.

Archidiecezja Krakowska

Abp. Marka Jędraszewskiego powitali na Panamskim lotnisku m.in. arcybiskup Panamy José Ulloa Mendieta, bp Marek Solarczyk, dyrektor KBO ŚDM w Polsce ks. Emil Parafiniuk i Bartek Placak, wolontariusz z Polski, który od 10 miesięcy pracuje w Komitecie Organizacyjnym ŚDM w Panamie.

Relikwie krwi św. Jana Pawła II podarowane przez kard. Stanisława Dziwisza, spoczną w ołtarzu panamskiej katedry, która 26 stycznia konsekruje papież Franciszek. Ołtarz w katedrze mariackiej poświęcony będzie czterem świętym: św. Marcinowi de Porres, św. Róży z Limy, św. Oskarowi Romero i św. Janowi Pawłowi II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem