Reklama

Jezus przewodnikiem

Chełmska grupa lubelskiej pielgrzymki już w drodze

2018-08-02 09:34

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

Sierpniowy czas pielgrzymowania, cała Polska od wchodu po zachód, od północy po południe, rusza pieszo na Jasną Górę, aby spotkać się z Matką. Na ojczystych drogach można spotkać wiele zorganizowanych grup pątników zmierzających do Częstochowskiej Mateńki. Jednak grupy te nie są już tak liczne jak przed laty, zmieniają się bowiem ludzie i ich nastawienie do kwestii duchowych. O ile jeszcze kilkanaście lat temu w grupach pielgrzymkowych dominowała młodość, większość stanowili bowiem uczniowie bądź też studenci, to teraz najczęściej dominuje wiek dojrzały i życiowe doświadczenie.

Zobacz zdjęcia: Chełmska grupa lubelskiej pielgrzymki już w drodze

Tradycyjnie najwcześniej w archidiecezji lubelskiej doroczną 40. pieszą wędrówkę do Częstochowy rozpoczęli 1 sierpnia pątnicy z Chełma. Przewodnikiem chełmskiej „siedemnastki” jest w tym roku (po raz pierwszy) ks. Jan Tadyniewicz. Duchową pomocą służy pielgrzymom - również po raz pierwszy - ks. Mariusz Kruk. Kapłanów wspomaga diakon Tomasz Sawicki. W chełmskiej grupie pielgrzymkowej najwięcej w tym roku jest emerytów. Ze względu na wcześniejsze obowiązki zawodowe, nie mieli czasu na dwutygodniowe pielgrzymowanie. Dopiero teraz odrabiają te wieloletnie zaległości i idą, wielbiąc Boga w trasie. Powierzają wszystkie swoje troski Matce Bożej, bo Ona zawsze wysłucha i pomoże znaleźć rozwiązanie nawet najtrudniejszych spraw, przedstawiając je swojemu Synowi. Przybywających na Górę Chełmską pielgrzymów można było rozpoznać nie tylko po radosnym uśmiechu, lecz i po wielkich bagażach, walizkach i plecakach. Na rekolekcje w drodze z chełmską grupą wybrało się w sumie prawie 100 osób, nieco więcej niż w ubiegłym roku.

Chełmską pieszą pielgrzymkę rozpoczęła Msza św. koncelebrowana w bazylice Mariackiej. Jubileuszowej Eucharystii pielgrzymkowej przewodniczył bp Mieczysław Cisło. Słowo powitania do pielgrzymów skierował ks. kan. Andrzej Sternik, proboszcz parafii Mariackiej. - W imię miłości Bożej gromadzimy się pod czułym okiem Matki Bożej Chełmskiej w Jej cudownym wizerunku na Górze Chełmskiej. Tutaj modlimy się o błogosławieństwo na tę niełatwą drogę dla wszystkich pątników - mówił ks. Sternik.

Czas Kościoła w drodze

Reklama

W słowie wstępnym bp Mieczysław Cisło podkreślił, że czas pielgrzymowania to czas Kościoła pielgrzymującego w drodze. Natomiast w Słowie Bożym bp Cisło, przytaczając słowa Władysława Reymonta, pytał: - Co za siła sprawia, że ludzie pozostawiają swoje gniazda i idą przed siebie, aby osiągnąć cel? To wiara. Taką odpowiedź daje pisarz. To wiara odnaleziona i poszukiwana sprawia, że człowiek odrywa się od codzienności i wyrusza do celu, którym jest sanktuarium. Miejsce wypróbowanej wiary - mówił. Pasterz podkreślił, że dopiero w oderwaniu od codzienności, oczami wiary widzi się lepiej pielgrzymkowy charakter całego naszego życia. Bp Mieczysław Cisło mówił też, czego uczy pielgrzymowanie. - Wędrowanie w grupie uczy odpowiedzialności za siebie i innych. Uczy cierpliwości, wytrwałości i wzajemnej pomocy. Postawy empatii wobec innych, hartu ducha a także przyjmowania niewygód. Czasami też trudnych charakterów pielgrzymujących z nami osób. Jednym słowem uczy zmagania się ze sobą - podkreślał. Przypomniał, że każdy inaczej przeżywa pielgrzymowanie, ale dla każdego najważniejsze jest wspólne spotkanie z Panem Jezusem i Jego Matką. Na pielgrzymkę nie idzie się wyłącznie dla siebie. Idzie się też dla innych; dla tych z którymi się wędruje, dla tych którzy odprowadzają pątników i pozdrawiają ich na drodze. - Pielgrzymi idą również dla tych, którzy ich goszczą i dzielą się z pątnikami kromką chleba i kubkiem wody. Idzie się dla świadectwa wobec wrogiego religii świata. Pięknem pielgrzymowania jest wspólnota wiary i solidarność ducha - dodał bp Cisło. Na zakończenie podkreślił, że podczas pielgrzymki doświadcza się ewangelicznego braterstwa. Pielgrzymi nie zwracają się do siebie pan, pani, lecz bracie i siostro. - Ci, którzy zasmakowali pielgrzymowania, przeżywają niezwykłą Paschę w drodze. To jest przerastanie siebie, swojego egoizmu i ograniczeń - zakończył Pasterz.

Pod koniec Eucharystii słowa skierował do chełmskich pielgrzymów dyrektor 40. Lubelskiej Pielgrzymki Pieszej ks. Mirosław Ładniak. Przypomniał, że w sposób szczególny pielgrzymi otaczają modlitwą wszystkich, którzy złożyli swoje intencje w ramach funduszu „Idę z tobą”. - Jest to wyjątkowe doświadczenie łączności duchowej tych, którzy nie mogli pójść z różnych powodów na pielgrzymkę, z pielgrzymami idącymi, którzy modlą się w zgłoszonych intencjach - mówił Ksiądz Dyrektor. Ostatnim punktem Liturgii było specjalne błogosławieństwo, jakiego udzielił na drogę pielgrzymom bp Mieczysław Cisło.

Nie boją się trudów pielgrzymowania

Punktualnie o godz. 9.30 chełmska „17” wyruszyła na drogę pątniczego trudu. Z radosnym śpiewem, przy akompaniamencie instrumentów muzycznych i młodzieżowej scholi, uczestnicy pielgrzymki szli ulicami miasta. W centrum Chełma, zarówno na pl. Łuczkowskiego jak i całej ulicy Lubelskiej, przechodzących pątników serdecznie pozdrawiali mieszkańcy. Na krótką chwilę cała kolumna zatrzymała się przed kościołem Rozesłania Św. Apostołów. Tradycyjnie na spotkanie wyszedł im ks. kan. Józef Piłat, proboszcz parafii, który również udzielił wyruszającym w drogę błogosławieństwa i pokropił ich święcona wodą. Pielgrzymi klęcząc przed bramą barokowej świątyni pozdrawiali Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Do granic miasta pątników odprowadzały rodziny, znajomi, przyjaciele.

Pątnicy wyruszyli na Jasną Górę z różnych powodów. Jedni aby dziękować, drudzy aby prosić o siły na dalsze życie, radę i wstawiennictwo u Pana w trudnych i zawiłych sprawach. Przed wyruszeniem w trasę chętnie dzielili się swoimi refleksjami. - Idę po raz pierwszy na pielgrzymkę. Zawsze chciałam pójść, od kiedy pamiętam, ale nie mogłam z różnych powodów. Teraz od niedawna jestem na emeryturze i właśnie idę podziękować Matce Bożej za to, że dopracowałam szczęśliwie do emerytury. Za wszystkie łaski jakimi mnie i najbliższych Maryja obdarzała przez tyle lat - dzieliła się Halina z Chełma. - Ja już będę pielgrzymował pieszo po raz ósmy z Chełma. Chcę Matce Bożej podziękować za moją rodzinę, żonę i dzieci, które tak bardzo kocham. Nie boję się trudów pielgrzymowania. Przez te siedem lat poprzednich pielgrzymek nie przejechałem samochodem ani jednego kilometra. Teraz też Matka Boża doprowadzi mnie szczęśliwie do siebie na Jasną Górę - mówił Zygmunt z Sawina. - Nie mam jednej najważniejszej intencji. Wszystkie jakie niosę w sercu do Matki Bożej są ważne - dzielił się Jonasz z Chełma. - Idę z synem po raz pierwszy. Chcę podziękować Bogu za całe swoje życie - mówiła Maria z Rudej Huty. - Ja się nie boje iść po raz pierwszy na pielgrzymkę i w dodatku z mamą. Sam chciałem iść, mama nie musiała mnie przekonywać - zapewnia nastolatek. - Chcę podziękować Matce Bożej za to, że cało wyszedłem z wypadku, jaki miałem na wiosnę tego roku. A groziła mi utrata palców u nogi. Jednak dzięki Bogu nic mi się nie stało. Tak więc mam za co dziękować Jezusowi i Jego Matce - mówił Michał z Rudej Huty.

W ciągu dwóch tygodni wędrówki bracia i siostry z chełmskiej pielgrzymki mają do pokonania 360 km. Cała trasa została podzielona na kilkanaście odcinków. Na pierwszy krótki odpoczynek pielgrzymi zatrzymali się tradycyjnie w miejscowości Rudka, tuż za rogatkami Chełma. Podobnie jak w poprzednich latach na dłuższy odpoczynek połączony z gorącym posiłkiem, pątnicy stanęli w Rejowcu Osadzie. Tam jak zwykle bardzo gościnnie całą pielgrzymkową wspólnotę przyjęła i nakarmiła parafia pw. św. Jozafata. Pierwszy 25 kilometrowy odcinek szlaku do Częstochowy pielgrzymi zakończyli wieczornym Apelem Jasnogórskim w miejscowości Krupe. 2 sierpnia z chełmskimi pątnikami połączyła się grupa krasnostawska. Po kilku dniach wędrowania obie grupy: chełmska i krasnostawska połączą się z innymi lubelskim grupami, by jako jedna kolumna wspólnie zmierzać ku Częstochowie.

Tagi:
pielgrzymka

XVIII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę

2018-10-18 12:49

Irmina Warmiak

Hasło tegorocznej XVIII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę – „Promieniowanie ojcostwa” – połączyło 11 października 2018 r. na jasnogórskich błoniach ponad 14 tysięcy pielgrzymów z ponad 300 szkół z Polski i z Białorusi. Modlono się w intencji ojczyzny, młodzieży oraz dziękowano za pontyfikat Jana Pawła II.

Irmina Warmiak

Tegoroczna pielgrzymka dla wielu pielgrzymów zaczęła się 10 października 2018 r. Przed cudownym obrazem Matki Boskiej już od 20.30 młodzież z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II w Radomiu wraz z opiekunami prowadziła rozważania pod hasłem „Cały zawierzam się Maryi”. Padły ważne słowa: o patronie Janie Pawle II, o patronie młodzieży świętym Stanisławie Kostce, o zawierzeniu młodzieży Maryi. Poważne zdania przeplatane były pieśniami Maryjnymi. O 21 czuwanie rozpoczął biskup radomski Henryk Tomasik – krajowy duszpasterz Rodziny Szkół im. Jana Pawła II. Pieśń „Bogurodzica” połączyła wszystkich obecnych w jasnogórskim sanktuarium.

Zobacz zdjęcia: Szkoły Jana Pawła na Jasnej Górze

Czwartkowa Msza św. o godz. 11 została odprawiona przez arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, biskupa radomskiego Henryka Tomasika oraz ks. Dariusza Kowalczyka. W jej trakcie uczniowie wypuścili w niebo białe i żółte balony ze swoimi intencjami, podziękowaniami i prośbami.

Abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, wieloletni sekretarz papieża Polaka przyznał w homilii, że Jan Paweł II był ojcem zwłaszcza dla młodych ludzi, o których bardzo się troszczył, ale którym stawiał też trudne zadania. „Uczył życia nie na skróty, ale według porządku i harmonii, jaka wyszła z zamysłu Stwórcy. Uczył życia w odpowiedzialności za siebie i za innych, a takie życie odrzuca postawę egoistycznego pragnienia i działania tylko po to, by zaspokoić swoje życiowe marzenia”. Arcybiskup podkreślał, że „nauka św. Jana Pawła II ma być zapisana nie tylko na sztandarach, ale przede wszystkim w naszych sercach, umysłach i postępowaniu. Życzmy sobie, by św. Jan Paweł II żył w nas i działał przez nas”.

Na koniec mszy został odczytany Akt zawierzenia Maryi oraz list do papieża Franciszka. Piękną oprawę muzyczną pielgrzymki zapewnili uczniowie, nauczyciele oraz rodzice z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II w Radomiu.

Tradycyjnie Rodzina Szkół im. Jana Pawła II włączyła się w organizację XVIII Dnia Papieskiego, który w tym roku odbywa się 14 października. Jego widocznym znakiem jest zbiórka na fundusz stypendialny Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Środki finansowe będące materialnym efektem pielgrzymki zostaną przekazane do dyspozycji abpa Mieczysława Mokrzyckiego oraz za pośrednictwem Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej na pomoc dla najbardziej potrzebujących powstańców warszawskich.

Pielgrzymka ma dla jej uczestników bardzo wielkie znaczenie duchowe. Dodatkowo jest to możliwość spotkania się uczniów, opiekunów, dyrektorów i rodziców z szkół mających imię Jana Pawła II w celu wymiany doświadczeń.

Nauczyciele, rodzice i uczniowie Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II Radomiu cieszą się, że mogli brać udział w tej wyjątkowej Ogólnopolskiej Pielgrzymce Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę. I że za rok będą tam znowu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak za 10 dolarów uratować życie?

2018-10-16 11:31

Z s. Marią Żywiec – misjonarką w Zambii – rozmawia Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2018, str. 40-42

S. Maria Żywiec ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny (starowiejskich), która od 1994 r. pracuje w Zambii, wyjaśnia, jak można za 10 dolarów uratować ludzkie życie, opowiada, jak doszło do tego, że siostry Afrykanki skutecznie zastępują Polki, i tłumaczy, dlaczego chciałaby zostać do końca życia w Zambii.

Maciej Syka
Sympatyczni podopieczni z ochronki sióstr służebniczek

Grzegorz Polak: – Czy można powiedzieć, że pracujecie w ekstremalnych warunkach? Przecież w Waszych szpitalach nieraz brakuje prądu czy nawet wody...

S. Maria Żywiec: – Kiedy pierwsze służebniczki 90 lat temu pojechały do Zambii, zastały tam rzeczywiście ekstremalne warunki. W jakiejś mierze tak jest do dziś. Mamy placówki w buszu, w miejscach bardzo odległych od miasta, czyli od cywilizacji. W porze letniej temperatury dochodzą do 50oC, a my nie mamy klimatyzacji, czasem nawet trudno o zwykły wiatraczek, żeby schłodził powietrze. Mamy placówki, gdzie siostry służą jako pielęgniarki, felczerki, lekarki. Prowadzimy także szpitale misyjne i przychodnie zdrowia. Nie jest to łatwe, ponieważ często brakuje nam podstawowych leków, środków opatrunkowych, przyrządów. Ekstremalne warunki są wtedy, kiedy nie ma prądu, a przywożą kogoś z wypadku. Trzeba uruchomić generator, żeby oświetlić salę operacyjną i laboratorium, aby przeprowadzić niezbędne badania. Na porządku dziennym są transfuzje krwi. Malaria nieustannie atakuje dzieci – aby ratować im życie, konieczna jest krew. Trzeba przywieźć ją z miasta odległego o 280 km, a drogi są niebezpieczne i niewygodne.

– Jak zdobywacie leki i sprzęt medyczny?

– Wszystko to, co jest potrzebne w szpitalu, przywozimy z miasta. W dużej mierze zakupów sprzętu i leków dokonujemy z własnych środków, ponieważ dofinansowanie ze strony zambijskiego rządu jest niewielkie. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczne tym, którzy wspierają nasze dzieła. Zachęcam do dalszej pomocy, bo ona – choć nieraz skromna – może uratować komuś życie. Nieraz wystarczy do tego zaledwie 10 dolarów.

– Tyle kosztuje zastrzyk przeciw malarii?

– Zastrzyk oraz wenflon, kroplówka i aparat potrzebny do przetaczania krwi. Więc to nie jest aż tak drogie, ale są jeszcze inne koszty, przede wszystkim transport. Żeby krew była zdatna do użytku, trzeba ją przewieźć z miasta w lodówce i potem przechowywać ją w bezpiecznym, chłodnym miejscu.

– Czy siostry przyjmują też porody?

– Oczywiście, bo w Zambii brakuje specjalistów. Dlatego my jako pielęgniarki często musimy wykonywać prace lekarskie, np. zastępować anestezjologa, radiologa, wykonywać małe zabiegi chirurgiczne. Wiąże się z tym spore ryzyko, jednak w takich sytuacjach ja i moje współsiostry zawsze bardzo czujemy Bożą opiekę. Często wzdychamy do naszego założyciela – bł. Edmunda Bojanowskiego, a także do naszych poprzedniczek sióstr, które są już „po tamtej stronie”. To jest nasze świętych obcowanie.

– Można chyba mówić o cudach bł. Edmunda Bojanowskiego, bo słyszałem, że nie było żadnego śmiertelnego przypadku podczas porodu czy w czasie operacji prowadzonej przez siostry.

– Tak. Wizerunek naszego ojca Edmunda wisi w każdej sali operacyjnej. W jego stronę kierowane są nasze westchnienia. Wiele cudów można przypisać jemu, zwłaszcza kiedy udało się wyprowadzić pacjenta z krytycznej sytuacji. Także na co dzień odczuwamy opiekę i pomoc nadprzyrodzoną, bo jako osoby słabe nie dałybyśmy rady stawić czoła temu wszystkiemu.

– Czy trudno zrobić zastrzyk afrykańskiemu dziecku?

– Ogromnie trudno, szczególnie ten dożylny, dlatego że ma ono ciemną skórę, jest bardzo często odwodnione i zanemizowane przez malarię. Bardzo trudno znaleźć maleńką żyłkę, cienką jak niteczka, w którą trzeba jeszcze wkłuć igłę i podłączyć kroplówkę czy zrobić zastrzyk. To bardzo często graniczy z cudem. To są chyba najbardziej stresujące sytuacje, kiedy ma się świadomość, że koniecznie trzeba wkłuć się do żyły, żeby uratować życie.

– Siostry muszą być w stanie gotowości przez całą dobę?

– Tak jak w każdym szpitalu są nocne dyżury. Gdy jednak dzieje się coś szczególnego, kiedy przyjęty jest pacjent w krytycznym stanie, to wszystkie siostry idą do szpitala, aby pomóc. Mogą to być skomplikowany poród czy operacja kogoś pogryzionego przez krokodyla. Często takiego nieszczęśnika niosą przez cały dzień i dopiero w nocy dostarczają do szpitala. Są też przypadki ukąszenia przez węża czy poranienia przez hipopotamy, a nawet słonie. Ogromnym problemem są choroby tropikalne, w tym szczególnie niebezpieczna malaria.

– Czy da się przed nią ustrzec?

– To szalenie trudne zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców wiosek. Nosicielami malarii są moskity, ale nawet zakładana na noc moskitiera nie zabezpiecza przed nimi w 100 proc. Pojawiają się one najczęściej wieczorem, a ludzie tak wcześnie nie chodzą spać, więc są narażeni na ukąszenie. Gdy pracuje się w szpitalu przez całą noc, szczególnie w porze deszczowej, bardzo trudno się uchronić od ukąszenia moskita.

– A dlaczego jest tak dużo porodów niepełnoletnich dziewcząt?

– Bardzo często kończą one edukację na szkole podstawowej. Ich rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie im nauki w szkole średniej albo jest ona położona bardzo daleko. W konsekwencji dziewczęta przedwcześnie wychodzą za mąż albo mają dzieci w bardzo młodym wieku. Takie porody są bardzo skomplikowane i ryzykowne, szczególnie przy pierwszym dziecku. W takich wypadkach mobilizujemy się maksymalnie, aby uratować i dziecko, i matkę. Bardzo często taki poród kończy się cesarskim cięciem, które jest jedynym wyjściem, choć nie najlepszym.

– Czy plaga AIDS została w Zambii zatrzymana?

– Nie, mimo dostępności leczenia. Najważniejsza jest profilaktyka, jednak skoro dziewczęta już w młodym wieku mają dzieci, to nie rokuje to dobrze. Będzie tych zachorowań więcej i we wcześniejszym wieku. To pociąga za sobą poważne problemy społeczne, ponieważ jest ogromna liczba osieroconych dzieci. Bardzo często obraz wioski jest następujący: starsi i małe dzieci. Średniego pokolenia za bardzo nie widać.

– A gdzie jest?

– To ci, którzy umarli na AIDS. Jest ogromna liczba sierot, którymi też się opiekujemy, bo jako służebniczki nie tylko zajmujemy się lecznictwem, ale też prowadzimy dużo szkół. Edukację zaczynamy od przedszkoli. Niemal każda nasza misja, a mamy ich ponad 30 w naszej afrykańskiej prowincji, prowadzi ochronkę, żeby użyć terminologii Edmunda Bojanowskiego. Pracują w nich także siostry Afrykanki. Prowadzimy też szkoły podstawowe i średnie. Zajmujemy się nie tylko sierotami, ale także dziećmi z rodzin ubogich i zaniedbanymi. Zależy nam, aby dać im wykształcenie. Zawsze jest lepiej dać komuś wędkę aniżeli rybę. Innymi słowy: ważne jest, żeby kształcić dzieci i młodzież. Doraźna pomoc nie da takich efektów, tak nie wychowuje się ludzi.
Rozpoczęłyśmy budowę szkoły średniej z internatem dla dziewcząt w Chamuce, gdyż sam przywódca plemienia ofiarował nam 45 ha ziemi na ten cel i bardzo o to prosił. Niestety, brak nam funduszy na kontynuowanie budowy. Jest to duży projekt, tak jak duże są potrzeby. Docelowo będzie się tam uczyło 500 dziewcząt. Ma to być ośrodek oświatowy na całą okolicę. Będą z niego mogły korzystać także młode kobiety, które chciałyby się nauczyć szycia, gotowania, uprawy ziemi czy hodowli zwierząt. Dla nas to także bardzo dobra możliwość ewangelizacji. Dlatego bardzo gorąco zachęcam czytelników „Niedzieli” do wsparcia tego projektu, przez datki.

– Wspomniała Siostra o służebniczkach afrykańskich. Ile ich jest w stosunku do Polek?

– To powód do ogromnej radości, że jest ich znacznie więcej niż nas, Polek. W Zambii i Republice Południowej Afryki pracuje ok. 170 sióstr tubylczych, a nas zostało 12. Ziarno zasiane 90 lat temu wydało plon. Siostry tubylcze są naszą radością, ponieważ pracują wśród swoich ludzi. One bardzo dobrze znają ich kulturę i obyczaje, znają ich słabe i mocne strony, wiedzą, jak do nich podejść, w jaki sposób ich do czegoś zachęcić, czego od nich wymagać. W samej Zambii jest ponad 70 różnych narzeczy, więc one mogą się z miejscową ludnością lepiej niż my porozumieć. Siostry Afrykanki bardzo pięknie ewangelizują. Wcale się nie martwimy, że nas jest tam coraz mniej, ponieważ mamy tę świadomość, że oddajemy dzieło w dobre ręce. Obecnie prowincja przeżywa rozkwit: otwieramy nowe domy, nowe placówki, gdzie siostry zajmują się dziećmi i młodzieżą. Wychowane przez nas dziecko będzie dobrym obywatelem, pracującym dla swego kraju, nie wyjedzie w poszukiwaniu lepszego bytu do Europy. Tak wychowujemy nasze dzieci.

– Czy Siostra wyobraża sobie sytuację, że polskich sióstr służebniczek nie będzie w Zambii?

– Oczywiście, że tak. Uważam, że taka jest kolej rzeczy. My po to tam pojechałyśmy – myślę tutaj o pierwszych siostrach służebniczkach – żeby przygotować siostry Afrykanki do przejęcia misji. To najlepsza pomoc w dziele ewangelizacji. Bardzo się cieszymy, że siostry przejmą po nas tę pracę, którą my zaczęłyśmy. Zresztą już przejmują, bo przecież znaczna większość domów jest prowadzona przez siostry Afrykanki. Robią to w sposób bardzo piękny i z wielką gorliwością. To już widać po owocach, ponieważ szkoły prowadzone przez nasze siostry Afrykanki znajdują się w czołówce wszystkich zambijskich szkół. Nasze uczennice, ponieważ prowadzimy szkoły przede wszystkim dla dziewcząt, zdają egzaminy maturalne w 100 proc. A przecież są to dzieci pochodzące w dużej mierze z ubogich rodzin. Jest to dla nas ogromna satysfakcja, że potrafimy przygotować do odpowiedzialnego, dorosłego życia dziewczęta ubogie, z buszu, dziewczęta, które – wydawać by się mogło – nie miały żadnych perspektyw w życiu.

– Czy Siostra mogłaby żyć bez Zambii?

– Pracuję w tym kraju 24 lata. Szczerze powiem: czuję, że należę do Zambii. Oczywiście, w sercu jestem Polką, ale moja druga ojczyzna to właśnie Zambia. Trudno byłoby mi sobie wyobrazić życie bez Zambii. Bardzo bym chciała zostać tam do końca mojego życia i tam być pochowana. Tam są moi ludzie, tam są moje dzieci, tam jest moja druga ojczyzna.

– Spotykam doświadczonych polskich misjonarzy, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop, ale nie mogą się doczekać powrotu na misje. Jak to się dzieje, że oni, choć nie zapominają o swojej pierwszej ojczyźnie, myślami są przy tej drugiej – przybranej?

– To trudno wytłumaczyć. Jest to na pewno tajemnica, która wiąże się z powołaniem. Źródło radości z tej służby tkwi właśnie w powołaniu. Jest to dar Boży, który ciągle się na nowo odkrywa. Jeśli się go w całości przyjęło, to są tego takie właśnie skutki: znajdujesz miejsce, do którego posyła cię Bóg. W Zambii jest mój dom, oczywiście ten doczesny. Tam się czuję u siebie, wśród ludzi, których znam, którym służę i którzy okazują mi wdzięczność i serdeczność. Każdy człowiek powinien mieć gdzieś swój dom, miejsce, do którego należy, gdzie chce pracować, za którym tęskni. Mój dom jest w Zambii. Jak przyjeżdżam do Polski, tęsknię za jak najszybszym powrotem na misje. W Polsce życie jest zupełnie inne, czuję się zagubiona, zwłaszcza przez pierwszy miesiąc pobytu; nie umiem załatwić wielu prostych spraw. Tam mam do czynienia z ludźmi prostymi, skromnymi, dobrze się czuję w ich obecności. Uczę się od nich prostoty, pokory i otwartości serca. Określam ich jako ludzi, którzy wyzwalają z egoizmu, z patrzenia na siebie i myślenia o sobie. Oni zawsze są zainteresowani kimś drugim. Zawsze znajdą czas na to, żeby pozdrowić, zapytać, co słychać, ofiarować się drugiemu człowiekowi. Zastanawiam się, który świat jest bardziej ludzki: ten zautomatyzowany, ucywilizowany, czy ich, gdzie żyje się biedniej, ale gdzie znajduję więcej człowieczeństwa.
Tam czuję ciepło, naturalność w kontaktach. Dla ludzi w Zambii każdy człowiek jest ważny. Zambijczycy mają ogromne pokłady cierpliwości, bardzo dużo czasu poświęcają jedni drugim. To ludzie niezwykle spokojni, żyjący bezstresowo. Ten inny styl życia powoduje, że nie ma tam chorób związanych w dużej mierze ze stresem, a więc zawałów serca, a wylewy należą do rzadkości.

– Czym się Siostra zajmuje?

– Po wielu latach pracy w szpitalu jestem w zarządzie prowincjalnym. Jestem jedyną Polką wśród sióstr Zambijek. Zajmuję się sprawami administracyjnymi, w tym zaopatrzeniem. Wiąże się to z częstymi wyjazdami do miasta, gdzie stoi się w ogromnych korkach, trzeba jeździć między ludźmi, bo wszędzie są przechodnie, i pilnować swego dobytku. Miasto jest męczące: pełne spalin, a w porze deszczowej zalane wodą. Gdybym mogła, uciekłabym do buszu.
Do tego dochodzi troska o siostry starsze i chore. Mamy już przecież siostry seniorki Afrykanki i ja się nimi zajmuję. We wspólnocie są także nowicjuszki i postulantki ze swoimi mistrzyniami. W sumie to duża, 23-osobowa wspólnota. Żeby to wszystko utrzymać, zaczęłam hodować przepiórki. Nasza ferma liczy blisko 4 tys. sztuk.

– Na jajeczka czy na mięsko?

– Na jedno i drugie. Odstawiamy przepiórki do zakładów mięsnych, także do różnych parafii, domów zakonnych. Zdrowe mięso przepiórek staje się popularną potrawą wśród miejscowego duchowieństwa.

– Jak się Siostrze współpracuje z afrykańskimi służebniczkami?

– Doznaję od nich wiele szacunku i miłości, szczególnie teraz, gdy jestem wśród nich jedyną Polką. Kiedy wracam z miasta z zakupami, zawsze się o mnie zatroszczą, przygotują kolację, usiądą ze mną przy stole. Z zawstydzeniem przyznam, że tego musiałam się uczyć od nich, bo zdawało mi się, że właśnie praca, obowiązki są na pierwszym miejscu. Natomiast one nauczyły mnie takiego podejścia, aby być do dyspozycji drugiej osoby. Cały czas dają mi lekcję siostrzanej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Arturo Mari w parafii pw. św. Jana Pawła II w Lublinie

2018-10-22 07:37

Arturo Mari, fotograf św. Jana Pawła II w środę, 17 października 2018 r. był gościem w parafii pw. św. Jana Pawła II w Lublinie. Organizatorem spotkania był proboszcz parafii ks. Grzegorz Trąbka.

Dagmara Borek

Arturo Mari wziął udział w modlitwie różańcowej i Mszy św. Podczas spotkania fotograf św. Jana Pawła II podzielił się swoim świadectwem.

Zobacz zdjęcia: Arturo Mari w parafii pw. św. Jana Pawła II

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem