Reklama

Róże dla Matki Bożej Chełmskiej

2018-09-10 08:28

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

W sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej 7 i 8 września odbyły się doroczne uroczystości odpustowe ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Przebiegały pod hasłem: „Zawitaj Ziemi Chełmskiej Władczyni”. Odpust był okazją do przypomnienia dwóch ważnych wydarzeń: 30-lecia nadania świątyni na Górze Chełmskiej tytułu bazyliki mniejszej oraz 100-lecia odzyskania niepodległości. Najważniejszym pielgrzymem na odpuście był abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski na Białorusi.

Zobacz zdjęcia: Uroczystości ku czci Matki Bożej Chełmskiej

Bezpośrednim przygotowaniem duchowym do odpustu było trzydniowe Triduum Maryjne przeprowadzone przez ks. Krystiana Malca, studenta biblistyki na KUL-u. Przygotowania duchowe były połączone z wieczorną Mszą św., procesją różańcową z ikoną Matki Bożej Chełmskiej po Rosarium oraz Apelem Maryjnym. Same uroczystości odpustowe na Górze Chełmskiej tradycyjnie już rozpoczęła 7 września wieczorna Msza św., odprawiona przez bp. Józefa Wróbla. Jednak wcześniej wszystkich pielgrzymów powitał proboszcz parafii Mariackiej ks. kan. Andrzej Sternik. - Zawitaj Chełmskiej Ziemi władczyni. Tyś Najpiękniejsza z tej ziemi cór. Te słowa stają się dla nas szczególnym mottem i przesłaniem, a jednocześnie zadaniem. Maryja jest Królową chełmskiej ziemi. To Jej święta góra gromadzi pielgrzymów nie tylko w dni powszednie, ale i uroczystości odpustowe jakie przeżywamy. Na tę górę przychodzimy do Matki Jedności. Jedność jest potrzebna szczególnie dzisiaj pomiędzy braćmi i siostrami. Dziękujemy Bogu również za stulecie niepodległości. Chcemy zawierzyć Matce Bożej historię naszego życia i małą Ojczyznę jaką jest Chełm - mówił Ksiądz Proboszcz. Obok bp. Józefa Wróbla, szczególne słowa powitania ks. Sternik skierował do obecnych na uroczystości kanoników Kapituły Chełmskiej z jej dziekanem i byłym proboszczem parafii Mariackiej ks. prał, Tadeuszem Kądziołką. W homilii bp Józef Wróbel wskazał przykłady opieki Matki Bożej nad Polakami w czasie zaborów. Przypomniał objawienia Matki Bożej w Licheniu, Gietrzwałdzie i Szczyrku. Wskazał na potrzebę wyrażania wdzięczności Matce Bożej za odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Na zakończenie Eucharystii Ksiądz Biskup pobłogosławił w dzwonnicy wołyńską tablicę pamiątkową, ufundowaną przez środowisko Kresowiaków z okazji 600-lecia istnienia miejscowości Jagodzin i Rymarze. W piątkowy wieczór na specjalnym czuwaniu na Górze Chełmskiej zgromadziła się licznie młodzież. Był Apel Jasnogórski, a po nim Droga Krzyżowa z lampionami po Kalwarii Chełmskiej i modlitwa uwielbienia z zespołem Good God. Całość zakończyła Maryjna Pasterka odprawiona przez księży pracujących w minionych latach w parafii Mariackiej. Modlitwa w bazylice trwała przez całą noc. Tradycyjnie już wypełnił ją Różaniec Fatimski z procesją z lampionami po Rosarium.

Reklama

Od rana 8 września do sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej przybywały piesze pielgrzymki z okolicznych parafii. Pątnicy szli, aby podziękować Matce Bożej za wszelkie łaski jakie za Jej wstawiennictwem otrzymali. - Mam ponad osiemdziesiąt lat. Ponad 70 lat temu po raz pierwszy szłam pieszo na Górę Chełmską do Matki Bożej z moją mamą. Ona była bardzo pobożna, dziękowała wówczas Maryi za ocalenie z wojny. A ja dzisiaj chcę podziękować za lata pokoju - mówiła Anna z parafii Sawin. - Chcę Maryi dziękować za wyzdrowienie z choroby duchowej, pewnego uzależnienia z którym nie mogłem sobie dąć rady sam bez wsparcia Pana Boga. To Matka Boża Chełmska wstawiła się za mną i wyprosiła tę łaskę - dzielił się Andrzej z Siedliszcza.

Swoją Mszę św. poranną, odprawioną tradycyjnie już przez bp. Mieczysława Cisło, miały rodziny. Na Górę Chełmską przybyły wraz z małymi dziećmi, aby uzyskać indywidualne błogosławieństwo dla dzieci. W homilii bp Mieczysław Cisło podkreślał, że w rodzinie chrześcijańskiej zawsze powinien być obecny Chrystus, który związek kobiety i mężczyzny wynosi do rangi sakramentu. Ksiądz Biskup przestrzegał przed zagrożeniami na jakie jest narażona współczesna rodzina. Zaliczył do nich m.in. próby tymczasowego traktowania związku małżeńskiego. Podkreślał też, że wzorem dla każdej rodziny powinna być Święta Rodzina z Nazaretu. Pasterz wskazał na potrzebę religijnego wychowania dzieci. - Przykład własnego życia jest najlepszą nauką. Dziecko jeżeli ma się rozwijać moralnie i duchowo, powinno widzieć rodziców klęczących na modlitwie przed Bogiem. Nie wystarczy dziecko posyłać na lekcje religii, ale rodzice powinni wspólnie z dziećmi iść na niedzielna Mszę św. do kościoła - podsumował bp Cisło.

Najważniejszym pielgrzymem tegorocznego odpustu na Górze Chełmskiej był abp Tadeusz Kondrusiewicz, ordynariusz archidiecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi. Przybył na zaproszenie abp. Stanisława Budzika. Gość z Białorusi odprawił Sumę pontyfikalną i wygłosił Słowo Boże. W koncelebrze uczestniczyli również lubelscy biskupi: abp Stanisław Budzik i bp Mieczysław Cisło. Słowo wstępu przed Liturgią i zarazem powitania wygłosił do pielgrzymów Metropolita Lubelski. - Od wieków nie słyszano, aby tu, na tym chełmskim wzgórzu, gdzie od wieków pielgrzymują do Maryi prawosławni, unici, katolicy rzymscy, Maryja nie słyszała głosu swojego ludu, aby odwróciła od ludu swoją twarz. Ona zawsze jest z nami, w każdy czas, i zawsze nam mówi to samo: Zróbcie wszystko, cokolwiek powie wam mój Syn. Wołamy do Niej w święto Narodzenia: Błogosławiona jesteś i pełna chwały Najświętsza Maryjo Dziewico, z Ciebie narodziło się Słońce Sprawiedliwości, nasz Pan Jezus Chrystus, który jest naszym Bogiem - mówił abp Stanisław Budzik.

W homilii abp Tadeusz Kondrusiewicz podkreślił, że dziś w szczególny sposób powinniśmy zwrócić uwagę na to, w jaki sposób otrzymaliśmy wolność. - W jaki sposób dzisiaj jesteśmy wolni, po tylu latach ciemiężenia przez komunistyczny reżim? Kiedy w Petersburgu groził wybuch rewolucji październikowej, na drugim krańcu Europy, w Fatimie, Matka Boża objawia się trzem pastuszkom. I tam nawołuje do modlitwy i nawrócenia. W końcu Matka Boża powiedziała, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje i Rosja się nawróci. Te słowa tam, za wschodnią granicą polski, były dla nas wielka nadzieją - podkreślił. Ksiądz Arcybiskup zwrócił uwagę, że Maryi zaufał i wszystko powierzył zarówno Prymas Tysiąclecia, jak i Jan Paweł II. Wspomniał o cudownej opiece Maryi nad Rosją. - Przywódcy Rosji, Białorusi i Ukrainy zebrali się pod Brześciem, w Puszczy Białowieskiej, i podpisali dokument o rozpadzie Związku Radzieckiego. Nikt by nie uwierzył, że oni to uczynili 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia; oni nie wiedzieli że to takie wielkie maryjne święto. Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało. Taki komunistyczny kolos, który miał trwać wiecznie, upadł. Okazał się kolosem na glinianych nogach - mówił abp Kondrusiewicz. Zaznaczył, że wolność jest wielkim darem, ale i zadaniem. - Dzisiaj w warunkach otrzymanej wolności człowiek żyje tak, jakby Boga nie było. Zamiast prawa Bożego, człowiek akceptuje prawa ustanowione przez siebie. Dzisiaj mówimy o wielu kryzysach. Jednak ich główną przyczyną jest kryzys moralny i rozpad rodzin - podkreślił. Metropolita mińsko- mohylewski z zaniepokojeniem mówił o tym, jak współczesna nauka ingeruje w życie ludzkie zmieniając jeszcze u nienarodzonych dzieci na życzenie rodziców kolor skóry, włosów, oczu. - W jakim kierunku idziemy? - pytał z troską. Wspomniał o zagrożeniu dla rodziny jakim jest teoria gender. - Wymyślili, że nie ma mężczyzny i kobiety. Nie wiadomo kto jest. Potem sam człowiek może się określić, czy on jest mężczyzną, czy kobietą. Według liberalnych środowisk płeć człowieka zależy od środowiska, w którym on żyje. Ale Pan Bóg stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę. Taki jest porządek świata - przypomniał abp Kondrusiewicz. Przyznał z niepokojem, że dzisiejsza Europa dechrystianizuje się. - Europa nie jest już chrześcijańską, ale postchrześcijańską. Sama pozbawia się wartości chrześcijańskich. Wolność bez odpowiedzialności prowadzi do anarchii. I tak jest dzisiaj w Europie. Mamy anarchię. A człowiek powinien czuć odpowiedzialność przed Bogiem - wskazał.

Abp Kondrusiewicz prosił, aby Polska świętująca 100-lecie odzyskania niepodległości właściwie wykorzystywała wolność. - Kościół wskazuje dzisiaj na Maryję, która powiedziała „tak” Bogu. I my współcześni ludzie XXI w., nie patrząc na różne trudności, masę duchowych zniewoleń, musimy znaleźć w sobie siły, aby powiedzieć: Bóg nie umarł! Bóg nie poszedł na emeryturę. Bóg działa i zawsze jest z nami. Musimy się wpatrywać w Matkę Bożą. Jej zawierzamy dziś w Chełmie, Polskę, Białoruś i cały świat. My na Wschodzie zawsze powtarzamy: Polonia Semper Fidelis. Polska zawsze wierna Bogu, wierna tradycji swoich przodków. Dzisiaj na falach tego wzburzonego oceanu XXI w. jest okręt, któremu na imię Polska, która zawsze była wierna Bogu. Maryjo, spójrz na ten Naród i zachowaj go w wierności, aby ten okręt bezpiecznie płynął po falach współczesnego świata - zakończył wzruszony abp Tadeusz Kondrusiewicz.

Na Górę Chełmską pielgrzymi przynieśli ze sobą kolorowe wieńce dożynkowe. Zostały one wykonane przeróżnymi technikami ze zbóż, kwiatów, ziół i owoców oraz warzyw. Wszystkie poświęcił abp Tadeusz Kondrusiewicz. Uroczystą Sumę zakończyła procesja eucharystyczna po parku parafialnym. Po południu na swoją specjalną Mszę św. przybyły również dzieci z chełmskich szkół. Podczas Eucharystii sprawowanej przez bp. Ryszarda Karpińskiego zostały pobłogosławione tornistry i przybory szkolne. Podsumowaniem całych uroczystości odpustowych była wieczorna Msza św.

Na prośbę proboszcza ks. Andrzeja Sternika wierni na wszystkie odpustowe Msze św. przynieśli ze sobą róże, będące szczególnym darem dla Maryi. Kwiaty te zostały pobłogosławione w specjalnej modlitwie. Następnie wszystkie róże wierni zostawili w sanktuarium. Po zasuszeniu będą dołączane do obrazków z modlitwą do Matki Bożej Chełmskiej jako Jej szczególny znak przypominający zapisane przed wiekami świadectwo cudownego uzdrowienia niewidomego dziecka za przyczyną Chełmskiej Pani, z nadzieją, że każdy kto z wiarą w orędownictwo Matki Bożej Chełmskiej będzie się uciekał, otrzyma zdrowie duszy i ciała.

Tagi:
Matka Boża odpust

Reklama

Kult Matki Bożej Bolesnej

2019-04-03 10:09

Ks. Mariusz Frukacz
Edycja częstochowska 14/2019, str. V

Szczególnym darem dla wiernych naszej archidiecezji są sanktuaria maryjne, pasyjne i pasyjno-maryjne. One również w pewien sposób określają charyzmat i duchowość archidiecezji częstochowskiej. Do tego szczególnego charyzmatu bardzo często w swoim nauczaniu nawiązuje abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który przypomina, że „od Matki Jezusa, stojącej pod krzyżem, uczymy się wciąż bezgranicznego zaufania wobec Boga i Jego niezmierzonych planów”. Pod krzyżem Chrystusa wraz z Matką Bożą Bolesną odkrywamy również tajemnicę własnej łaski – łaski naszego życia i łaski powołania do życia wiecznego. Dlatego przemierzając nasze codzienne drogi wielkopostne, warto przypomnieć sobie o miejscach, w których jest szczególny kult Matki Bożej Bolesnej

Jarosław Tarnowski
Rzeźba w głównym ołtarzu

Matka Boża Bolesna na Lisińcu

Jednym z ważnych miejsc kultu Matki Bożej Bolesnej jest kościół pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła – sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Lisińcu w Częstochowie, gdzie czczony jest obraz Matki Bożej Bolesnej z koroną cierniową na kolanach.

W otoczeniu świątyni znajdują się również Dróżki Boleści Matki Bożej z tajemnicami Siedmiu Boleści Matki Bożej: „Symeon zapowiada Maryi miecz boleści”, „Ucieczka do Egiptu”, „Szukanie 12-letniego Jezusa”, „Maryja na drodze krzyżowej”, „Maryja stojąca pod krzyżem Syna”, „Opłakiwanie Jezusa po śmierci krzyżowej”, „Maryja przy pogrzebie Jezusa”.

Pani Wielgomłyńska

Szczególny kult Matki Bożej Bolesnej obecny jest w parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Wielgomłynach, gdzie w świątyni czczona jest starożytna figura – pieta Matki Bożej Bolesnej (Pani Wielgomłyńskiej). Już w 1726 r. rodzina Moszyńskich ufundowała kaplicę, obecnie Matki Bożej Bolesnej. W murze przykościelnym znajdują się stacje Siedmiu Boleści Matki Bożej. Duszpasterstwo w parafii prowadzą ojcowie paulini. 14 czerwca 2010 r. ówczesny metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak wydał dekret uznający świątynię jako Sanktuarium Bolesnej Pani Wielgomłyńskiej. W 2011 r. sanktuarium otrzymało przywilej odpustu zupełnego dla wszystkich przybywających do tego miejsca w uroczystość Matki Bożej Bolesnej.

Kartuzy w Gidlach

W kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Bolesnej w Gidlach w głównym ołtarzu czczona jest pieta Matki Bożej Bolesnej wykonana w tradycji duchowości kartuzów.

Podczas jednej z homilii w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Bolesnej w Gidlach abp senior Stanisław Nowak, wskazując na pietę umieszczoną w głównym ołtarzu, podkreślił: „W pewnym sensie Matka Boża krzyżuje się z Synem. Ona nas wyobraża. Trzeba, abyśmy skrzyżowali nasze życie z ukrzyżowanym Jezusem”. Arcybiskup senior wskazał również na znak drabiny opartej o krzyż. – Przez ciało Chrystusa ukrzyżowanego pnie się drabina. Trzeba się wspinać do zmartwychwstania. Trzeba czasem iść pod prąd. Miejmy odwagę iść pod prąd światowości. Taką teologię krzyża mieli kartuzi” – mówił wówczas arcybiskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Ranjith: zamachowcy celowo wybrali Niedzielę Zmartwychwstania

2019-04-22 15:36

vaticannews / Kolombo (KAI)

Dzień zamachów na Sri Lance został doskonale wybrany. Zamachowcy-samobójcy weszli do kościołów w najważniejszym dla chrześcijan dniu, gdy świątynie były wypełnione po brzegi. Tak niedzielne zamachy, w których zginęło co najmniej 290 osób, a 500 zostało rannych komentuje arcybiskup Kolombo. Kard. Malcom Ranjith podkreśla, że w mieście panuje strach. Ludzie nie czują się bezpieczni.

wikipedia.org

Lankijski hierarcha odwiedził stołeczne kościoły, w których dokonano zamachów. Wyznaje, że jest zszokowany tym, co widział. „Ginęły całe rodziny – rodzice razem z małymi dziećmi. Przyszyli przecież wspólnie do kościoła, by świętować Niedzielę Zmartwychwstania i wspólnie się modlić” – podkreśla kard. Ranjith.

"Jesteśmy zaskoczeni zamachami, ponieważ przez ostatnie 10 lat sytuacja w kraju była w miarę spokojna. Zaczęli wracać turyści, ruszyła gospodarka. Były dobre relacje międzyreligijne – mówi Radiu Watykańskiemu kard. Ranjith. – Wśród ludzi, także wśród katolików panuje duży strach. Mówi się o możliwości kolejnych araków. Jako pierwszy odwiedziłem kościół, w którym zamachowiec-samobójca zabił ponad 50 osób. Ludzie mówili mi o smutku i lęku o przyszłość. W atakach zginęły całe rodziny – rodzice razem z dziećmi. To jest przerażające. Kolejny kościół praktycznie przestał istnieć. Zginęło w nim ponad 120 osób, które przyszły na modlitwę. Policja i służby bezpieczeństwa podjęły zdecydowane działania. Miejmy nadzieję, że prawdziwi sprawcy szybko zostaną zidentyfikowani".

Kard. Ranjith odwiedził również szpitale, w których przebywają ofiary. Ustawiają się przed nimi kolejki ludzi chcących oddać krew. Arcybiskup Kolombo wyznaje, że stan wielu ofiar jest ciężki i ostateczny bilans tragedii może jeszcze ulec zmianie. Hierarcha odwołał wszystkie wielkanocne Msze w dystrykcie Kolombo. Władze poinformowały, że w całym kraju do środy pozostaną zamknięte wszystkie szkoły.

W sumie dokonano ośmiu samobójczych ataków na kościoły i hotele. Do pierwszych sześciu eksplozji doszło w niedzielę rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach - Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach tego miasta.

Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale się nie powiódł. Policja poinformowała o zatrzymaniu 24 osób w związku z zamachami. Wiadomo, że stoją za nimi islamiści, jednak jak dotychczas żadna organizacja nie przyznała się do ich przeprowadzenia. Według doniesień medialnych 10 dni wcześniej lankijska policja ostrzegana była o możliwości tego typu ataków na kościoły.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, że od lat Wielkanoc szczególnie naznaczona jest antychrześcijańską przemocą, która przekracza wszelkie granice. W ubiegłym roku doszło do krwawych zamachów w Egipcie, a rok wcześniej w Pakistanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem