Reklama

„Parafia” świadków wiary

Niedziela przemyska 26/2009

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Każdego roku na ulice miast i drogi wiosek wyruszają „parafianie” szczególni - ludzie, którzy swoją obecnością i zamodleniem pragną wyrazić wdzięczność Bogu za dar Eucharystii i zamanifestować publicznie swoją wiarę. Moja droga procesyjna była w tym roku inspirowana uroczystością i słowami homilii Księdza Arcybiskupa, którą zainteresowani mogą odsłuchać korzystając ze stron internetowych Radia Fara.
„Zagrody nasze widzieć przychodzi…”. Z łaski Bożej po raz kolejny dane nam było śpiewać tę starodawną pieśń, świadectwo wiary naszych przodków. Każdego roku miejsca nawiedzane przez Jezusa zmieniają swój wygląd, zarówno ten materialny, jak i duchowy. Któryś raz z rzędu została nam dana szansa pochylenia się nad tajemnicą obecności Emmanuela ze swoim ludem. Cykliczność tej uroczystości sprawia wielu duszpasterzom niejakie trudności w doborze tematu, który należałoby poruszyć wobec tak licznie zebranych wiernych. Tradycja wypracowana przez lata sprawia, że homilia tej uroczystości traktowana jest jako pewien drogowskaz dla wiernych w ich trudzie duchowego pielgrzymowania. Tym większa odpowiedzialność za słowa i myśli, za poruszenia serca.
Wyruszmy zatem w tę drogę refleksji, prowadzeni przez samego Jezusa obecnego także w bogato rozdawanym Słowie tej uroczystości.
„Czas mój jest bliski”. Słyszymy jeszcze to westchnienie Jezusa, wydobywające się z Jego serca świadomego czekających Go godzin nocy cierpienia. Zwykle tak bywa, że w chwilach wielkiej radości, ale i wielkiego smutku człowiek pragnie być z kimś. I nie przeszkadza temu fakt, że tak naprawdę noc cierpienia i blask szczęścia przeżywane są w głębokiej samotności. Człowiek chce być w takich momentach z kimś. Dlatego Jezus postanawia przyśpieszyć czas Paschy i spożyć ją w gronie najbliższych. Wysyła zatem dwóch uczniów, celem przygotowania miejsca bliskości. Nie tylko wysyła, ale dokładnie opisuje, w jaki sposób nastąpi spotkanie z człowiekiem, który udostępni im mieszkanie. Jezus mówi: „Idźcie do miasta, a tam spotka was człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą usłaną i gotową” (Mk 14, 13-15).
Także i dzisiaj w ramach tego odwiedzania swoich dzieci Jezus pragnie zobaczyć naszą salę na górze, usłaną i gotową. Procesja Bożego Ciała, to nie tylko sentymentalna chwila wspomnień dzieciństwa, wracania myślą do czasów sypania kwiatków czy ministranckiego podniecenia faktem uczestniczenia w bliskości Monstrancji. To czasem trudny moment odpowiadania na pytanie o salę na górze, o wnętrze naszego serca, które nie zawsze usłane jest łaską uświęcającą i gotowe na przyjęcie Jezusa. Kiedyś, gdy planowo i, zgodnie z ideologią ateistyczną, odmawiano Chrystusowi miejsca w życiu publicznym, znajdował On wiele serc, które gotowe były na przyjęcie Go w swoje podwoje. Tysiące stron dokumentów ujawniają ludzi godnych, bohaterskich, o wielkich i gościnnych sercach, które cierpiały wielki ból właśnie z powodu tej gotowości. Dzisiaj w dobie wolności, a nawet pewnego mizdrzenia się władzy, trwa bardzo misternie ukrywana operacja eksmisji Jezusa z miejsc Mu należnych. Tym to groźniejsze, że ludzkie serca stają się mniej wrażliwe na te podstępne i sprytnie kamuflowane „procedury eksmisyjne”.
Kilka tygodni temu Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zarządził mocą rozporządzenia, iż dotychczas bezpłatne dwugodzinne szkolenie porządkowych pielgrzymek, procesji i konduktów pogrzebowych prowadzone przez policjantów, ma zastąpić 18-godzinny, zakończony egzaminem i płatny 500 zł od osoby kurs. Rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji buńczucznie motywował to troską o pątników. Nie zająknął się nawet, że koszt kursu to bagatela 500 złotych od osoby. Jeśli przemyska pielgrzymka pochłania 60 tysięcy, to w tej sytuacji musi doliczyć do tego kolejne 20 tysięcy na kurs. Kurs, który niczego nie zmienia w dotychczasowej procedurze. Porządkowi nadal są pozbawieni jakichkolwiek uprawnień wobec kierowców. Powie ktoś, że przecież minister odwołał zarządzenie. Tak, to prawda, ale ustnie. A to nie ma żadnego odniesienia i skutku prawnego. Tak naprawdę nadal obowiązuje przepis wydany na piśmie. Pytam, po co było to zarządzenie. Pielgrzymki to ludzie, którzy szukają sali na górze. Od lat porządkowi byli przygotowywani do tej funkcji, pełnili ją społecznie, kosztem własnych urlopów, wakacji. Zamiast docenić ten wysiłek, utrudnia się pielgrzymowanie. Dlaczego pan minister nie pomyślał o pomocy i zabezpieczeniu tych spokojnych przemarszów na sposób tak pieczołowicie chronionych burd wszczynanych przez pseudokibiców, czego doskonały przykład mieliśmy niestety w naszym mieście. Podejrzewam, że jedna trzecia kosztów tamtych godzin wystarczyłaby na opłacenie kursu dla tysiąca porządkowych. Tak, odwołano absurdalny nakaz, bo zbliżały się wybory do europarlamentu. Nie mam żadnej pewności, że teraz sprawa wróci, a ostatnie spotkanie dyrektorów pielgrzymek we Wrocławiu nie rozwiało wątpliwości, co do szczerości odwołania nakazu.
Przed chwilą wysłuchaliśmy słów Ewangelii o cudownym rozmnożeniu chleba. Tekst ujawnia mądrość Chrystusowej pedagogii, który ucząc spraw wzniosłych nie zaniedbuje prozaicznej troski o ludzkie ciało, więcej - domaga się od Apostołów partycypacji w tym zatroskaniu: „Zapytał ich - ile macie chlebów?”.
W dorocznej procesji będącej Chrystusową wizytacją domów naszych serc, zostajemy przez Niego zapytani o nasz materialny dostatek. W wielu przypadkach usłyszy nasz Mistrz słowa skargi, narzekania, czasem płaczu o sytuacji na granicy tracenia nadziei. Słuchając tych słów, Jezus z pewnością podniesie wzrok i spojrzy dociekliwie w serca ludzi zamożnych, ludzi, którzy dysponują nie tylko materialnymi, ale i prawnymi możliwościami służącymi woli wyborców, zaspokojeniu głodu ludzkich serc i zapyta bezgłośnie, ale wystarczająco dociekliwie - ile macie chlebów?”.
Odpowiedź statystyczna z pewnością Mistrza nie zadowoli. Będzie kontynuował dialog, pytając ile z nich dajemy potrzebującym? Trudne pytanie. Tak trudne dla wszystkich. Wśród medialnego nawału wiadomości, wczorajsze newsy umierają przytłoczone wielością tych, które przynosi prasa dnia bieżącego. A jednak trwają we mnie liczby niebotycznych łapówek, jakie bez cienia wstydu i poczucia godności przyjmowali lekarze, sędziowie, prokuratorzy i pośrednicy w wielkiej aferze łapówkowej. Dziwna sprawa, że szybko temat wyciszono. Tylko od czasu do czasu i to gdzieś na obrzeżach informuje się o tym fakcie. Wiadomo, że wstyd. Osądzono poprzedni rząd, jako skupisko czarownic czyhających na dobre imię Rywina i jemu podobnych. Dziś okazuje się, że nie było żadnej przesady. Po prostu tkwimy w bagnie korupcji, bezwstydu i bezideowości. Jak może rząd spojrzeć dziś w twarze biednych robotników, którzy nigdy nie zobaczą 700 tysięcy złotych, a nawet 30 tysięcy, a te łapówki dawano jak się to mówi „na wejście”. To złodziejstwo powinno zjednoczyć wszystkie siły społeczne i polityczne Skoro już nie umiemy tak rządzić, aby ludziom dać godne płace, to przynajmniej dajmy biednym poczucie godności poprzez sukcesywne ujawnianie tych, którzy ich okradają. Makro draństwo rodzi obojętność w perspektywie małych ojczyzn. W jednym z miast pięcioosobowa rodzina żyje na 27 metrach kwadratowych. Od kilku miesięcy oni sami i ludzie im życzliwi podejmują wysiłki pomocy. Jak dotąd żaden z urzędników miejskich nie pofatygował się zobaczyć, jak mieszkają, mimo, że już kilkakrotnie wymieniano pisma. Redagowane w cieniu spokojnych biurek.
Ta stacja to nie koniec naszej wędrówki z Chrystusem. Za chwilę przejdziemy most na Sanie, by spotkać Jezusa u boku uciekających do Emaus uczniów. Podobnie jak im, i nam zechce Chrystus tłumaczyć Pisma, zaprosić do stołu uczty, abyśmy potem opowiadali, jak oni to czynili, o tym, „co ich spotkało w drodze i jak Go poznali…”.
Niedaleko stąd, u bram miasta jest kaplica pw. św. Michała. Powoli, ale ku mojej radości coraz liczniej zapełniają ją ludzie pragnący w ciszy obcować ze Słowem Bożym. Może ten dzisiejszy dzień, dla wielu z Was, Drodzy Diecezjanie stanie się okazją do zainteresowania się Słowem Pana, wypowiadanym nie tylko w klimacie procesji, uroczystych spotkań, ale w ciszy przewracanych kart Biblii. Może i nam zostanie dana radość i zachwyt, jakie stały się udziałem bohatera Sienkiewiczowskiego opowiadania „Wspomnienia z Maripozy”, który zachwycił się językiem długoletniego emigranta spotkanego tam właśnie, w dalekiej Maripozie. Oto, jak to opisuje Sienkiewicz: „Posadziłem go z uszanowaniem na krześle i sam usiadłem koło niego. On wciąż patrzał na mnie. - Co słychać w ziemi naszej? - spytał.
Rozpuściłem język jak kołowrot, starając się tylko mówić głośno i jasno. W ten sposób gadałem z pół godziny, a w miarę słów moich szanowna jego głowa kiwała się smutno - lub uśmiech występował mu na usta. Wreszcie zapytałem o jego język, starodawny i już przez Polaków nieużywany.
- Powiedz mi, szanowny panie, skąd ci się wziął ten język? Język to nie dzisiejszy, ale stary, którym już nie mówią w Polsce. Uśmiechnął się.
- Jedną książkę mam w domu: Biblię Wujka, którą czytuję co dzień, abym nie zapomniał mowy mojej i nie stał się niemym w języku ojców moich... Teraz zrozumiałem. Przez kilkadziesiąt lat w zapadłej Maripozie nie widział ani jednego Polaka, nie mówił z nikim. Czytywał, więc Wujka, i nic dziwnego, że nie tylko jego słowa, ale i myśli ułożyły się do miary Biblii”.
I wreszcie już na zakończenie procesji w ostatniej stacji usłyszymy słowa prośby, „aby wszyscy stanowili jedno”.
Chrystus pragnie zajrzeć w zagrody naszych serc i znaleźć miejsce, wartości, idee, wokół których koncentruje się życie Narodu, jego jedność mimo codziennych podziałów i różnic myślowych.
Dzisiaj przyszliśmy z różnych miejsc miasta, aby stworzyć wspólnotę zgromadzoną na adoracji Najświętszej Eucharystii. Niech każda niedziela będzie takim dniem obfitującym w miejsca zjednoczenia. Z poczucia wspólnoty niech zrodzi się siła świadectwa.
Sporo wśród nas dzieci i to one są naszą radością, one wywołują uśmiech u pokoleniowo zróżnicowanych uczestników procesji. Niech ten obraz nie zakończy się w ostatnim dniu oktawy Bożego Ciała, ale przeniesie się w codzienność, bo jak to zaznaczył Rocco Buttiglione: „Dziecko to gwarancja przeżycia kultury, a jego spłodzenie to akt wiary w życie - akt, którego się nie czyni, kiedy nie ma się dziedzictwa wartości do przekazania następcom. Lobby antychrześcijańskie proponuje Europie dekadencję i samobójstwo. Kultura, cywilizacja, która nie umie motywować ludzi, by mieli dzieci, przechodzi do historii, jako samobójcza. Jeżeli więc obecne tendencje miałyby się utrzymać - cywilizacja europejska zniknie z powierzchni Ziemi”.
Dzieci są podmiotem, w ręce którego mamy złożyć nasze dziedzictwo przeszłości. Antoine de Saint-Exupery przestrzegał: „Jeśli wpuścisz na swoją ziemię cudze obyczaje - zaszczepisz zwątpienie, które jest jak gangrena. Masz, bowiem tysiące młodzieży, która musi się wyuczyć waszych modlitw, a nie modlitw innego ludu, ponieważ w przeciwnym razie zatraci własną tożsamość”.
Kiedy zatem zakończy się procesja, nie może zakończyć się nasze bycie z Jezusem w sali w górze, Ale dopiero wówczas w ciszy serc niech dokonuje się coraz radośniejsze i bardziej gościnne zapraszanie Jezusa do naszego życia, do życia naszych rodzin, wspólnot, do bycia z Nim we wspólnocie kościelnej i narodowej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święta od czyśćca

Niedziela Ogólnopolska 37/2025, str. 22

[ TEMATY ]

Święta Katarzyna Genueńska

pl.wikipedia.org

Św. Katarzyna Genueńska

Św. Katarzyna Genueńska

Jako pierwsza określiła cierpienia dusz czyśćcowych jako mękę i żar miłości.

Katarzyna Fieschi urodziła się w Genui. W dzieciństwie została osierocona przez ojca Giacoma. Matka – Francesca di Negro zapewniła dzieciom wychowanie religijne. W 16. roku życia Katarzyna została przymuszona do małżeństwa z Julianem Adoro. Związek nie był szczęśliwy. Przez kilka lat Katarzyna żyła w osamotnieniu, po czym podjęła życie towarzyskie właściwe jej sferze. W marcu 1473 r. doznała łaski nawrócenia i przemiany. Odprawiła spowiedź generalną i zaczęła się dużo modlić. Podjęła też działalność charytatywną. Miała częste objawienia Pana Jezusa, który pewnego dnia pozwolił jej nawet spocząć na swojej piersi. Kiedy indziej ujrzała Boskie Serce całe w płomieniach. Chrystus pozwolił jej przytknąć usta do Jego Serca. Spowiednik zgodził się, by przyjmowała codziennie Komunię św., co w tamtym czasie było nowością. W ostatnim okresie życia miała częste wizje, przeżywała dar uniesień i zachwytów, które trwały nieraz kilka godzin.
CZYTAJ DALEJ

Powstała pierwsza w Polsce aplikacja liturgiczna "Z pasji do liturgii"

2026-09-15 17:34

[ TEMATY ]

aplikacja

Z pasji do liturgii

formacja liturgiczna

facebook.com/Zpasjidoliturgii

Powstała pierwsza w Polsce aplikacja liturgiczna

Powstała pierwsza w Polsce aplikacja liturgiczna

Pierwsza w Polsce aplikacja liturgiczna to inicjatywa z okazji 6 lat powstałego 12 września 2020 r. projektu „Z pasji do liturgii”. Ma ona służyć do formacji liturgicznej w Internecie. Tworzą ją osoby z różnej części Polski i zza granicy. "Przez szeroką ofertę naszej aplikacji pragniemy przedstawić każdemu misterium liturgii, tak aby jeszcze świadomiej, pełnej i czynniej w niej uczestniczyć" - wyjaśnia Dawid Makowski, koordynator projektu.

Podziel się cytatem - wyjaśnia w rozmowie z KAI Dawid Makowski, koordynator projektu i student liturgiki Papieskiego Instytutu Liturgicznego Świętego Anzelma w Rzymie, pochodzący z Zielonej Góry.
CZYTAJ DALEJ

Unikatowa księga na Jasnej Górze. Tylko do 19 września zobaczysz oryginał Ślubów Narodu!

2026-09-15 20:46

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Jasnogórskie Śluby Narodu

Monika Książek

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Tylko do soboty 19 września, na Jasnej Górze można zobaczyć znaną z archiwalnych ujęć Księgę z tekstem Jasnogórskich Ślubów Narodu, które 26 sierpnia 1956 r. odczytał wobec rzeszy wiernych bp Michał Klepacz w zastępstwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego. Unikatowy dokument „Odnowienie Ślubów Narodu na Jasnej Górze 1956” ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie jest udostępniony na wystawie w Bastionie św. Rocha. O historii tej niezwykłej pamiątki oraz o tym, co Śluby mówią nam dzisiaj, w rozmowie z portalem niedziela.pl mówi przeor Jasnej Góry, o. dr Grzegorz Prus OSPPE.

Agata Kowalska: Ojcze, kiedy patrzymy na tę księgę, widzimy przedmiot, ale za tym przedmiotem kryje się konkretna historia, czyli internowany kardynał Wyszyński, biskup Michał Klepacz i setki tysięcy wiernych. Jakie myśli ma Ojciec jako przeor Jasnej Góry, kiedy patrzy na ten dokument?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję