Reklama

Niedziela Kielecka

Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego dom w Szczekocinach

W Szczekocinach są u siebie

Cokolwiek dobrego pani napisze o siostrach i tak będzie mało - uważa ks. prał. Jerzy Miernik, dziekan i proboszcz w Szczekocinach, gdzie przy parafii św. Bartłomieja Apostoła Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego posługuje z przerwą od 1935 roku. - To łaska od Boga, że siostry do nas wróciły i duża zasługa księży, którzy im w tym pomogli - dodaje Ksiądz Proboszcz.

Praca u podstaw, w wolnej Polsce

Cztery siostry przybyły do Szczekocin 6 grudnia 1935 r. na zaproszenie ks. dziekana Piotra Noszczyka i państwa Ciechanowskich, którzy pomogli im zorganizować placówkę zakonną i miejsce do pracy, przekazując na te cele 12-pokojowy dom. Kroniki zgromadzenia podają informację o ówczesnym stanie zaniedbania materialnego i moralnego ubogiej ludności, z którym to wyzwaniem, w zgodzie z charyzmatem, próbowały zmierzyć się zmartwychwstanki. Powstało wówczas przedszkole dla 120 maluchów, dziewczęta garnęły się w szeregi Sodalicji Mariańskiej, na kursy kroju i szycia, do kółek teatralnych, a nawet… do kółka tzw. sztuki kulinarnej. Pod kierunkiem pierwszej przełożonej s. Laury Grudzińskiej, organizowane były obchody dnia chorego, bale, jasełka, rozgrywki sportowe, a także rekolekcje, w tym zamknięte.

W 1939 r. do Szczekocin przyjechał 10-osobowy nowicjat sióstr, które tutaj miały odbyć formację, ale wybuch II wojny światowej i bombardowania spowodowały wyjazd nowicjuszek z miasteczka. Podczas okupacji zmartwychwstanki doświadczały wszelkich niewygód i trosk czasów wojny, organizując jednak w miarę możliwości pomoc ludności cywilnej, korepetycje dla różnych grup wiekowych, robótki ręczne. W 1943 r. siostry zmuszone były przenieść się do 4- pokojowego mieszkania przy ul. Lelowskiej, gdzie m.in. założyły niewielką hodowlę królików angora i nauczyły się prząść wełnę. W 1945 r. zmartwychwstanki reaktywowały przedszkole, ale w znacznie skromniejszych warunkach. Z kolei pomieszczenia przy ul. Lelowskiej zabrano im z przeznaczeniem na szkołę. Pomimo starań, siostry nie odzyskały swojej własności i w zasadzie pozostały bez dachu nad głową i środków do życia. 31 lipca 1946 r. opuściły Szczekociny.

Reklama

Powrót

Wróciły na zaproszenie ks. proboszcza Stefana Stanka i ks. Tadeusza Jarmundowicza, który bardzo o to zabiegał. Powrót zmartwychwstanek nastąpił 12 września 1974 r. Siostry zamieszkały tymczasowo w rodzinnym domu ks. Jarmundowicza. Trudności ze stałym meldunkiem spowodowały problemy lokalowe i brak tzw. przydziału opału. W długie zimy straszliwie marzły, ale życzliwość szczekocinian była osłodą tamtych trudnych lat. Ludzie przynosili sery, jaja, wędlinę, ktoś przerzucił przez płot worek ziemniaków, ktoś przyniósł wiadro węgla. Siostry odwdzięczały się troską o chorych i starszych, usługami pielęgnacyjnymi i opiekuńczymi w domach parafian. W kaplicy św. Antoniego na Zarzeczu prowadziły katechizację, potem w organistówce. Ta trudna sytuacja skutkowała negatywnie na stan zdrowia sióstr i ich kondycję, stąd dość duża rotacja zmartwychwstanek w tamtym okresie.

W czerwcu 1982 r. ówczesny wikary ks. Kazimierz Bogdał rozpoczął starania o pozwolenie na budowę domu parafialnego i zarazem domu dla sióstr. Z kolei s. Maria Adolfina Szymczak - wieloletnia przełożona szczekocińskiego Domu doprowadziła do uregulowania spraw meldunkowych i poprawy warunków życia zakonnej wspólnoty. 23 września 1985 r. oddano do użytku dom parafialny, w którym siostry otrzymały piętro z czterema pokojami mieszkalnymi, dwoma rozmównicami, kuchnią, kaplicą. Od 1990 r., gdy religia wróciła do szkół, trzy katechetki - zmartwychwstanki rozpoczęły regularną katechizację w Szkole Podstawowej nr 1, Szkole Podstawowej nr 2 oraz w przedszkolu.

Na miarę współczesności

Wzorują się na Matce Założycielce - Celinie Borzęckiej, wczytują w jej słowa. Zalecała m.in., aby siostry spełniały takie funkcje w Kościele, jakie są możliwe i potrzebne w danych czasach, i na które Kościół zezwala kobiecie.

Reklama

W Szczekocinach są obecnie cztery siostry zakonne i jedna apostołka świecka. Najdłużej jest tutaj, bo 37 lat, siostra emerytka Paula Momot. Zna Szczekociny, świetnie zna mentalność i potrzeby ludzi i wciąż równie świetnie gotuje. Przełożoną szczekocińskiej wspólnoty jest s. Damiana Kijańska. Katechizuje w dwóch szkołach: Szkole Podstawowej nr 1 oraz w Szkole Społecznej (wszystkie poziomy), prowadzi także koło biblijne. S. Maria Goretti Wróbel - zakrystianka, studentka teologii w Częstochowie, zajmuje się także Ruchem Światło-Życie. Z kolei s. Magdalena Bilska, ucząca religii 104 przedszkolaczków, to przede wszystkim uosobienie tego wszystkiego, co określa się mianem „muzyk kościelny”. Pod jej opieką funkcjonuje ok. 30-osobowy Cecyliański Chór Mieszany przy parafii św. Bartłomieja, śpiewający na 3 głosy (w repertuarze m.in. responsoria według ks. Gruberskiego). Schola młodzieżowa „Vox Cantates” dba o oprawę liturgiczną Mszy św., szczególnie tych „młodzieżowych”, a ostatnio jej członkinie uczestniczyły w Małopolskich Warsztatach Muzycznych w Krakowie. Kilkakrotnie prezentowała się także będąca w fazie tworzenia scholka dziecięca „Calineczki”. W animowaniu pięknego śpiewu kościelnego pomagają 17-głosowe organy piszczałkowe w kościele parafialnym. I jest jeszcze apostołka świecka - Maria Krawczyńska, urodzona wolontariuszka, związana m.in. z Kręgiem Biblijnym, Caritas, opiekunka sześciu róż różańcowych. - Jestem wdową i w tej chwili na obecnym etapie życia mogę realizować moje marzenie - powołanie do bycia blisko Boga we wspólnocie - w stowarzyszeniu kobiet świeckich, zjednoczonych ze zgromadzeniem - uważa.

Tym sposobem i w tego rodzaju dziełach realizuje się myśl Matki Założycielki, o której z pasją opowiada s. Damiana.

Matka i córka - założycielki

Niezwykłe, niczym scenariusz filmowy, są losy dwóch kobiet, którym Zgromadzenie zawdzięcza swe istnienie i regułę. To matka i córka - Celina Borzęcka i Jadwiga Borzęcka. To fenomen w historii Kościoła - założenie zgromadzenia przez matkę i córkę, kobiety złączone najmocniejszym z możliwych węzłem rodzinnym i wspólnym celem duchowym.

Założycielka zgromadzenia, Celina z Chludzińskich Borzęcka przyszła na świat w szlacheckiej rodzinie na Kresach dawnej Rzeczpospolitej w Antowilu k. Orszy (obecnie Białoruś). Choć wcześnie odkryła w sobie powołanie zakonne, posłuszna rodzicom, poślubiła Józefa Borzęckiego i zamieszkała w majątku męża k. Grodna. Przeżyła wszelkie radości, smutki, tragedie matki, żony, pani domu. Urodziła czworo dzieci, z których dwoje zmarło w wieku dziecięcym. Przez kilka lat, przebywając m.in. w Wiedniu, opiekowała się sparaliżowanym mężem. Została wdową w wieku 40 lat.

Dzielnie stawiała czoło nowym wyzwaniom, wychowując córki, zajmując się majątkiem. Po śmierci męża wyjechała z córkami: Celiną i Jadwigą do Rzymu. Spotkała tam o. Piotra Semenkę, współzałożyciela Zmartwychwstańców, który stał się jej oraz Jadwigi - spowiednikiem i kierownikiem duchowym. O. Semenko przygotowywał także Jadwigę do Pierwszej Komunii św., do której przystąpiła w Rzymie w 1876 r. W 1882 r. Celina z córką Jadwigą i kilkoma kandydatkami rozpoczęła w Rzymie próbę życia wspólnotowego (druga z córek - o imieniu także Celina, wyszła za mąż). Po 9 latach 6 stycznia 1891 r. Celina i Jadwiga złożyły śluby wieczyste. Datę tę traktuje się jako historyczny moment powstania Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek w Kościele. - Ich wzajemne relacje nie należały do łatwych, Jadwiga była osobą zdecydowaną, starannie wykształconą i dość twardą. Celina była bardzo kreatywna i wrażliwa. Jadwiga zmarła nagle w nocy w wieku 43 lat, a dla Celiny był to kolejny cios i nowe doświadczenie krzyża - opowiada s. Damiana, przełożona w Szczekocinach. Celina zmarła 27 września 1906 r. w Kętach, w pierwszym domu otworzonym w1891 r. na ziemiach polskich. Wcześniej - jako przełożona, mistrzyni, matka towarzyszyła swej rodzonej matce w zakładaniu nowych domów Częstochowie i w Warszawie, a w1900 r. - w Stanach Zjednoczonych. Po śmierci Jadwigi, mimo podeszłego wieku, Celina pełniła obowiązki przełożonej generalnej. Zmarła w wieku 80 lat w Krakowie, 26 października 1913 r. Proces beatyfikacyjny Matki Celiny rozpoczęto z inicjatywy Piusa XII w Rzymie w 1944 r. Dekret o heroiczności cnót podpisał Jan Paweł II w 1982 r. W 2002 r. w Krakowie przeprowadzono proces dotyczący uzdrowienia Andrzeja Mecherzyńskiego - Wiktora, prawnuka Matki Celiny w piątym pokoleniu, zatwierdzony dekretem przez Benedykta XVI. Beatyfikacja odbyła się w 2007 r. w papieskiej bazylice św. Jana na Lateranie.

Z kolei proces Matki Jadwigi rozpoczęto w 1950 r., a dekret o heroiczności jej cnót podpisał w 1982 r. Jan Paweł II. Zmartwychwstanki modlą się o cud za jej wstawiennictwem.

W 1937 r. doczesne szczątki Matek: Celiny i Jadwigi zostały przeniesione do krypty pod kaplicą klasztoru w Kętach, a w 2001 r. do sarkofagu w kościele św. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach.

Śladem Matek Celiny i Jadwigi

podążają już kolejne pokolenia sióstr zmartwychwstanek. Wierzą, że charyzmat zgromadzenia jest darem Ducha Świętego danym Matkom Założycielkom.

Obecnie domy Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego znajdują się w Polsce, na Białorusi, we Włoszech, Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie, w Argentynie, Australii i Tanzanii. Siłę do pełnienia swego posłannictwa siostry czerpią z adoracji i z Eucharystii.

Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstanek stara się być i realizować zbawczą działalność całego Kościoła wszędzie tam, gdzie Zmartwychwstały Chrystus potrzebuje ich serc i rąk. Siostry podejmują więc pracę katechetyczną, w parafiach, szkołach, przedszkolach, szpitalach, placówkach dla niepełnosprawnych - zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Szczególną troską otaczają ludzi chorych, cierpiących oraz młodych poszukujących sensu życia i drogi własnego powołania. W swoich domach siostry organizują także dni skupienia dla dziewcząt.

Zgromadzenie podejmuje pracę apostolską w kilku krajach, dzieląc się na cztery prowincje i pięć regionów (czyli prowincji w rozwoju). Są to prowincje w Polsce: poznańska i warszawska, w Stanach Zjednoczonych: chicagowska i nowojorska oraz regiony: angielski, argentyński, australijski, kanadyjski, włoski. Zmartwychwstanki prowadzą także pracę apostolską w Nowopołocku na Białorusi oraz dom kontemplacyjny k. Rzymu.

Obecnie zgromadzenie liczy 423 siostry oraz 217 apostołek zmartwychwstania.

Swój charyzmat siostry realizują dając świadectwo czynem i słowem, że On - Jezus Chrystus - Zmartwychwstał. I że każdego z nas zaprasza do udziału w dziele Jego Zmartwychwstania.

W następnym numerze zaprezentujemy Dom Sióstr Służebniczek Śląskich w Książnicach Wielkich

2013-06-26 14:09

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskupi wenezuelscy wsparli Juana Guaidó

[ TEMATY ]

prezydent

episkopat

zgromadzenie

wenezuela

źródło: pixabay.com

Flaga Wenezueli

Wenezuelscy biskupi wsparli wybranego ponownie przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, a zarazem tymczasowego prezydenta Juana Guaidó. Spotkali się z nim 8 stycznia podczas obrad 113. zgromadzenia plenarnego konferencji episkopatu Wenezueli. Guaidó towarzyszyli dwaj wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego, jego sekretarz i podsekretarz - nowo wybrane władze parlamentu.

Po spotkaniu konferencja episkopatu oświadczyła, że odrzuca wydarzenia z 5 stycznia, gdy Gwardia Narodowa i zwolennicy obalonego prezydenta Nicolasa Maduro nie dopuścili do sali obrad Zgromadzenia Narodowego deputowanych opozycji. Pod ich nieobecność, bez wymaganego kworum, wybrano paralelne władze na czele z Luisem Parrą. Hierarchowie napisali, że był to „haniebny czyn”, który stał się dla Wenezuelczyków powodem do pogłębienia braku nadziei i poczucia bezsilności.

Niewpuszczeni na obrady deputowani, którzy posiadali kworum, zebrali się w jednym z hoteli, gdzie w głosowaniu przedłużyli Guaidó mandat przewodniczącego.

Biskupi wspomnieli także o wydarzeniach z 7 stycznia, gdy te same grupy próbowały nie dopuścić do wejścia „prawomocnie wybranych deputowanych” do gmachu Zgromadzenia na zaprzysiężenie Guaidó na drugą kadencję, co się im jednak nie udało.

Zdaniem biskupów wydarzenia te są „nowymi przejawami totalitarnej ideologii”, a zarazem zamachem na instytucje państwa. Skrytykowali oni także akty przemocy ze strony wojska wobec niektórych deputowanych i wezwali je „w imię Boga”, by stanęło „po stronie konstytucji i ludu, których przysięgało bronić”.

Episkopat zaapelował o respektowanie legalności Zgromadzenia Narodowego, wybranego przez naród w 2015 r., gdyż jako „jedyna instytucja polityczna i władzy publicznej” cieszy się ono legitymizacją.

CZYTAJ DALEJ

Ordo Iuris: pacjenci umierają w szpitalach bez sakramentów

2020-08-11 12:03

[ TEMATY ]

koronawirus

Daan Stevens / unsplash.com

Problemem wielu polskich szpitali jest ograniczanie prawa pacjentów do korzystania z opieki duszpasterskiej. Utrudnienie to stanowi naruszenie art. 53 Konstytucji RP gwarantującego każdemu wolność sumienia i religii - alarmuje instytua Ordo Iuris.

Wprowadzony stan epidemii stał się dla dyrekcji wielu placówek medycznych i domów opieki społecznej pretekstem do zaostrzania tych ograniczeń. Dochodziło do sytuacji, że rodzin zmarłych pacjentów nie informowano o tym, że przed śmiercią bliskiej im osoby uniemożliwiono jej przyjęcie sakramentów. Do Instytutu Ordo Iuris spływają zawiadomienia z całej Polski dotyczące utrudniania pacjentom możliwości skorzystania z posługi duchownego.

Pierwsze interwencje w obronie wolności religijnej w placówkach medycznych Instytut Ordo Iuris podjął na przełomie 2019 i 2020 r. Wtedy to pacjentka Szpitala im. Św. Rodziny w Warszawie alarmowała, że w placówce zakazano obchodu kapelana po oddziałach szpitalnych, a posługa duszpasterska może odbywać się tylko po indywidualnym wezwaniu księdza przez pacjenta.

Powodem zmiany zasad pracy duchownego w szpitalu był artykuł, jaki ukazał się w jednej z gazet po donosie pacjentki oburzonej widokiem księdza na oddziale. Instytut wykazał wówczas w analizie przesłanej do dyrekcji szpitala oraz Rzecznika Praw Pacjenta, że tego rodzaju ograniczenie posługi duszpasterskiej jest sprzeczne z art. 53 Konstytucji RP.

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 dała dyrekcjom szpitali pretekst do dalej idącego naruszania praw pacjentów. Prawnicy Ordo Iuris udowadniali wówczas, że prawo do kontaktu pacjenta z osobami bliskimi może być ograniczane ze względów sanitarnych, ale nie można tego kontaktu całkowicie zakazać. Tym bardziej, zakaz taki nie może obowiązywać w kontaktach pacjentów z kapelanem, który jest pracownikiem szpitala.

W kolejnych miesiącach napływały do Instytutu Ordo Iuris liczne zgłoszenia z województw pomorskiego, mazowieckiego czy podkarpackiego, w których wskazywano na coraz większe ograniczenia nakładane przez dyrekcje szpitali na kapelanów. W niektórych placówkach kapelani otrzymali nawet kategoryczny zakaz wstępu na teren szpitala czy domu pomocy społecznej.

Dyrekcji tych placówek nie interesowało, że pacjenci umierają bez dostępu do sakramentów. Fakt ten był niekiedy wręcz ukrywany przed rodziną zmarłego. W rozmowach z pacjentami dyrekcja wskazywała, że mogą oni obejrzeć Mszę św. w telewizji albo wysłuchać jej w radiu i to miała być odpowiednia realizacja przez szpital ich wolności religijnej. W niektórych sytuacjach osoby wstawiające się za pacjentami umierającymi bez sakramentów doświadczały szykan ze strony dyrekcji.

Tego rodzaju stanowisko władz placówek jest niezgodne z przepisami, bowiem w sytuacji pogorszenia się stanu zdrowia tak dalece, że powoduje ono odczucie zagrożenia życia, pacjent ma prawo, aby to szpital niezwłocznie zawiadomił duchownego wyznawanej przez pacjenta religii i umożliwił z nim kontakt. Uprawnienie to rodzi obowiązek szpitala do podjęcia aktywnych działań w celu stworzenia możliwości spotkania pacjenta z duchownym jego wyznania.

W związku z coraz powszechniejszą praktyką naruszania przepisów w zakresie posługi duszpasterskiej w szpitalach, Instytut Ordo Iuris podjął regularne działania na rzecz ochrony konstytucyjnych praw pacjentów. Prawnicy interweniują w każdej placówce, w której dochodzi do łamania prawa. O sprzecznych z przepisami praktykach informują Rzecznika Praw Pacjenta, który prowadzi własne dochodzenie we wskazanych szpitalach.

Tam, gdzie sytuacja tego wymaga, Instytut oferuje też pacjentom bezpłatną pomoc prawną, aby nad ochroną interesu prawnego pacjenta czuwał adwokat z Centrum Interwencji Procesowej. Ordo Iuris przygotowuje także raport o naruszeniach prawa do opieki duszpasterskiej w szpitalach oraz instrukcję dla kapelanów, która dostarczy kapłanom argumentów prawnych do walki o realizację praw pacjentów.

„Instytut Ordo Iuris podejmuje liczne interwencje na rzecz ochrony praw pacjentów, w tym przede wszystkim prawa do opieki duszpasterskiej oraz należytej realizacji przez szpital wolności sumienia i religii pacjenta. Okazujemy wsparcie każdej osobie, która zgłosi się do Instytutu. Jednocześnie podjęcie działań na ogólnopolską skalę, w tym przeprowadzenie odpowiednich zmian legislacyjnych, wymaga zebrania ogromnego materiału faktograficznego. Dlatego prosimy o zgłaszanie naruszeń praw pacjentów, abyśmy wspólnie przeciwstawili się łamaniu prawa w placówkach medycznych” – zaznacza Łukasz Bernaciński z Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Minister Dmowska-Andrzejuk: sport musi się nauczyć żyć z koronawirusem

2020-08-13 08:27

[ TEMATY ]

sport

koronawirus

gov.pl

"Jako środowisko musimy nauczyć się żyć z koronawirusem i odnaleźć się w nowej rzeczywistości" - przyznała w wywiadzie dla PAP minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk, która zapowiedziała, że od września obiekty COS znowu będą do wyłącznej dyspozycji zawodników kadr narodowych.

Polska Agencja Prasowa: Coraz więcej zakażeń COVID-19 w polskim sporcie. Hokeiści, siatkarze, lekkoatleci, piłkarze, a ostatnio koszykarz. Czy ta sytuacja nie budzi pani niepokoju?

Danuta Dmowska-Andrzejuk: O tym, że ryzyko zarażenia się przez sportowców COVID-19 istnieje wiadomo było od samego początku wybuchu pandemii. Dlatego, wspólnie z Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej i polskimi związkami sportowymi, podjęliśmy szereg działań, które miały chronić sportowców i to ryzyko minimalizować. W ostatnich dniach mamy jednak do czynienia ze znacznym wzrostem zakażeń w całym kraju. Niestety, nie udało się go uniknąć także w przypadku sportowców. Na szczęście liczba osób zakażonych nie jest długa, co bardzo mnie cieszy. Ministerstwo Sportu na bieżąco monitoruje sytuację. O każdym nowym przypadku wśród sportowców jestem informowana.

PAP: Czy z analizy dotychczasowych przypadków wynika, że w którejś sytuacji zawiodły procedury bądź zawinił człowiek?

D.D-A.: Procedury zdały egzamin. To widać już po tym, że mamy do czynienia z niewielką liczbą zakażonych sportowców. Procedury zadziałały także w przypadku postępowania, kiedy taki przypadek się pojawił. Natychmiastowa izolacja osoby, która ma pozytywny wynik testu lub nawet źle się poczuje, powoduje, że są to jednostkowe przypadki. Myślę, że sportowcy są świadomi celów, wyzwań, dlatego w większości przestrzegają obowiązujących obostrzeń. Ja oczywiście po raz kolejny apeluję, żeby stosować się do wszystkich wytycznych.

PAP: Dlaczego nie udało się utrzymać zamknięcia ośrodków COS dla gości prywatnych? To miał być azyl sportowców wyczynowych, tam mieli się czuć bezpiecznie...

D.D-A.: Ośrodki Przygotowań Olimpijskich były odizolowane na początku pandemii po to, by zapewnić zawodnikom jak najbezpieczniejsze warunki do trenowania. W miarę odmrażania wszystkich gałęzi gospodarki i znoszenia obostrzeń, poluzowane zostały także restrykcje w COS-ach. Wielu sportowców chciało mieć możliwość opuszczenia ośrodka chociażby po to, aby zrobić zakupy w sklepie. Nie jest jednak tak, że przez bramy COS-u wchodzi każdy, kto chce i kiedy chce. Przykładem może być ośrodek w Cetniewie, gdzie w trakcie wakacji spaceruje mnóstwo turystów. W tym roku ich nie ma. Wyjątkiem są osoby, które chcą skorzystać z infrastruktury sportowej, jak baseny czy korty tenisowe. Zazwyczaj szeroko więc otwarte bramy ośrodka w tym roku są zamknięte.

PAP: Czy sportowców przebywających w ośrodkach COS, ale i innych, w których odbywają się obozy i zgrupowania, nie powinna obowiązywać zasada izolacji i ograniczenia kontaktów ze "światem zewnętrznym"? W mediach społecznościowych bez trudu można znaleźć zdjęcia zawodników np. z plaży we Władysławowie...

D.D-A.: Myślę, że to, czy sportowiec opuszcza ośrodek i idzie np. na plażę, jest jego indywidualną decyzją. Jako środowisko musimy nauczyć się żyć z koronawirusem i odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Mogę jednak zdradzić, że z początkiem września powrócimy do bardziej restrykcyjnych zasad w COS-ach. Znowu będą one dostępne jedynie dla zawodników kadr narodowych, by zapewnić im tak dużo bezpieczeństwa, jak to tylko możliwe. Proszę jednak pamiętać, że sportowcy to normalni ludzie. Kiedy nie przybywają na zgrupowaniach kontaktują się z innymi ludźmi, robią zakupy, wychodzą do restauracji czy korzystają z komunikacji miejskiej.

PAP: Jak pani skomentuje sytuację, że zawodniczka, wobec której istniało duże ryzyko zakażenia koronawirusem po pierwszym przypadku w Cetniewie, wracała do domu pociągiem, a dopiero później przeszła testy na obecność wirusa? Czy nie można było skoszarować zawodników w ośrodku przez tydzień i tam wszystkich masowo przebadać? Coś takiego udało się zrobić w Zakopanem po przypadku zakażenia młodej zawodniczki szermierki...

D.D-A.: Decyzję o tym, jakie działania należy podjąć w danej sytuacji podejmuje każdorazowo lekarz kadry, który konsultuje się z Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej. Z moich informacji wynika, że te dwie sytuacje były zupełnie inne. W przypadku Cetniewa zawodniczka, u której stwierdzono koronawiursa, była już wtedy poza ośrodkiem. W przypadku Zakopanego zawodniczka miała objawy na zgrupowaniu, stąd decyzja o izolacji w ośrodku i przeprowadzeniu testu.

PAP: Niedługo w Wiśle odbędą się konkursy Letniej Grand Prix w skokach narciarskich, z których organizacji zrezygnowała większość krajów. Tymczasem w Polsce na trybunach mają pojawić się kibice. Jakie procedury i obostrzenia będą tam obowiązywać? Czy ryzyko nie jest zbyt duże?

D.D-A.: Przypomnę, że w Polsce - jako jedni z pierwszych w Europie – przy okazji wznowienia rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy na trybuny wrócili kibice. Nic złego się nie wydarzyło, nie było ognisk zakażeń wśród nich. Tak jak już wspominałam, mamy nową rzeczywistość, z którą musimy nauczyć się żyć. To od zachowania kibiców i przestrzegania wszystkich wytycznych będzie zależeć, czy na tego typu imprezach będzie bezpiecznie.

- Obecnie na imprezach sportowych organizowanych na otwartym powietrzu kibice mogą zajmować maksymalnie do 50 procent miejsc na widowni. Oczywiście trzeba też przestrzegać zasad takich, jak zasłanianie ust i nosa czy zachowywanie odstępu. Organizator imprezy musi wystąpić do władz samorządowych o zgodę na jej przeprowadzenie, bo mówimy tu o imprezach masowych. Nawet jeśli uzyska taką zgodę, kiedy tylko pojawi się jakiekolwiek zagrożenie, zgodę może cofnąć wojewoda. Jeszcze bardziej restrykcyjne zasady są nakładane w tzw. strefach żółtych i czerwonych, czyli w regionach, w których występuje największa liczba zakażeń koronawirusem. Jeśli dana impreza będzie odbywać się w strefie żółtej, kibice będą mogli zajmować nie więcej niż 25 proc. miejsc dla nich przewidzianych. Jeśli będzie to strefa czerwona, impreza sportowa może się odbyć, ale bez udziału publiczności.

PAP: Ruszyły rozgrywki piłkarskie w niższych ligach, niedługo wystartuje Ekstraklasa, a zaraz po niej zmagania ligowe w koszykówce, piłce ręcznej, hokeju czy siatkówce. Czy nie boi się pani, że wobec wzrostu liczby zakażeń, a także ostrzeżeń, iż jesienią może być jeszcze gorzej, rozgrywki zostaną storpedowane przez koronawirusa?

D.D-A.: Myślę, że wszystkim zależy na tym, aby rozgrywki - czy to w piłce nożnej, siatkówce, koszykówce czy innej dyscyplinie - odbywały się normalnie. Ekstraklasa przeszła już próbę przy wznawianiu poprzedniego sezonu i pokazała, że da się grać w bezpieczny sposób. Wiem, że przedstawiciele poszczególnych lig są przygotowani na różne scenariusze, które będą wdrażane w zależności od sytuacji. Miejmy jednak nadzieję, że wszystko będzie przebiegać pomyślnie. W końcu wszyscy kibice są spragnieni sportowych emocji.

PAP: Coraz głośniej słychać niezadowolenie organizatorów imprez masowych, głównie biegowych, które – chyba jako ostatnie - nadal nie zostały "odmrożone". Jakie są powody takiej decyzji? Czy październikowe mistrzostwa świata w półmaratonie w Gdyni są zagrożone?

D.D-A.: Jeżeli chodzi o MŚ w półmaratonie na ten moment nie są one zagrożone i elita będzie mogła pobiec ulicami Gdyni. Inaczej wygląda kwestia biegu towarzyszącego, dla amatorów, w którym miałoby pobiec około 25 tys. osób. Na tak duże liczby zgody nie wyraża Ministerstwo Zdrowia. W przypadku sportowców wyczynowych nie dość, że mówimy o znacznie mniejszej liczbie uczestników, to przed zawodami mają oni robione testy na koronawirusa, co sprawia, że ryzyko zakażenia jest nieporównywalnie mniejsze.

- Inna sprawa, że sportu nie da się uprawiać w maseczkach, a przy aktywności fizycznej, jak twierdzą lekarze, wydech człowieka ma zasięg nawet do 10 metrów. Wystarczy, że zakażona będzie jedna osoba i mamy efekt kuli śnieżnej. Co innego kiedy mówimy o kibicach, którzy zajmują swoje miejsce i zachowują dystans, a co innego kiedy osoba jest w ruchu i do tego mija się z setkami innych, do tego również bez maseczek. Proszę też pamiętać, że dla sportowców wyczynowych startowanie w zawodach to źródło utrzymania i tak naprawdę praca, a najważniejsza impreza, czyli igrzyska olimpijskie, została przeniesiona na przyszły rok. Nie odbywa się także wiele innych imprez mistrzowskich. Cieszy mnie, jako ministra sportu i sportowca, tak duże zainteresowanie biegami amatorskimi. Musimy jednak zachować zdrowy rozsądek, dlatego zachęcam wszystkich do ruchu na świeżym powietrzu z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Póki co biegajmy po lasach i parkach. Na rywalizację przyjdzie na pewno czas.

PAP: Czy resort we współpracy ze związkami sportowymi myśli już o zimie? Wtedy większość zawodników powinna budować formę na sezon olimpijski, a spora grupa sportowców wyjeżdżała w tym czasie trenować do ciepłych krajów. Teraz może to być niemożliwe...

D.D-A.: Oczywiście Ministerstwo Sportu - poza monitorowaniem bieżącej sytuacji - patrzy też w przyszłość. To jednak polskie związki sportowe i szkoleniowcy układają plan przygotowań i to od nich zależy, w jakim miejscu będą trenować ich zawodnicy zimą. Należy jednak pamiętać, że cały świat jest w takiej samej sytuacji. Mogą pojawić się oczywiście problemy z wyjazdem w te miejsca, do których nie będzie lotów. Być może trzeba będzie zrewidować plany ze względu na zmianę sytuacji w innym kraju. Ja oczywiście zrobię wszystko aby zapewnić polskim sportowcom maksimum komfortu w trakcie przygotowań do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Sport pokazał, że potrafi dynamicznie dostosować się do zmieniającej się sytuacji.(PAP)

Autor: Marta Pietrewicz, Paweł Puchalski

mar/ pp/ sab/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję