Reklama

Gospodarka

Oszukiwanie budżetu

Niedziela Ogólnopolska 31/2013, str. 40-41

[ TEMATY ]

podatki

finanse

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Minister finansów Jacek Rostowski zapewniał nas nieustannie, że polskie finanse publiczne dzięki rządowi PO są tak wiarygodne, jak nigdy dotąd w całym okresie transformacji. A o budżecie na 2013 rok jeszcze niedawno mówił, że relacja wydatków publicznych do PKB utrzymuje się na historycznie niskim poziomie. Tymczasem...

ZBIGNIEW KUŹMIUK: - Niestety, pan minister od dawna już manipuluje statystykami i uprawia kreatywną księgowość. Stan finansów publicznych w połowie 2013 r. jest fatalny, fatalna jest również sytuacja budżetu w tym roku. Najdobitniejszym tego dowodem jest fakt, że po 5 miesiącach tego roku deficyt jest wykorzystany w 87 proc. i nowelizacja tego „znakomitego” budżetu - w celu załatania dziury, która okazuje się znacznie większa niż zakładano - jest nieuchronna.

- A Pan w dodatku alarmuje, że na naszych oczach rozpada się system podatkowy. Co to znaczy?

- Jeżeli wpływy podatkowe z najważniejszych podatków są bardzo wyraźnie niższe - o kilkanaście procent - od analogicznego okresu roku ubiegłego, to mamy do czynienia z rozpadaniem się systemu podatkowego. Zwłaszcza że to jest już drugi rok z rzędu, gdy minister Rostowski tak bardzo rozmija się z prognozami wpływów podatkowych. W 2012 r. zabrakło 12 mld zł samych tylko wpływów z VAT w stosunku do tego, co zaplanowano. I gdyby nie trick z rozporządzeniem, aby zwroty VAT z grudnia zaliczać już w ciężar następnego roku, to ta różnica wynosiłaby 14 mld zł. Sumarycznie wpływy podatkowe w 2012 r. były niższe od planowanych o ponad 16 mld zł. Sytuacja ta zaczyna się powtarzać w 2013 r.: już w jego połowie wpływy z VAT są o ponad 12 proc. niższe (w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego), z CIT o ponad 14 proc., nawet wpływy z akcyzy są o blisko 5 proc. niższe.

- Rząd pociesza siebie i nas wszystkich, że mimo kryzysu w Europie utrzymaliśmy większą niż inne kraje dynamikę wzrostu gospodarczego.

- To dość kiepskie pocieszenie. W ubiegłym roku był blisko 2-procentowy wzrost, w tym roku pewnie też jakiś symboliczny wzrost będzie, co by oznaczało, że przynajmniej wpływy z VAT i akcyzy powinny delikatnie rosnąć, a nie spadać tak samo, jak w roku poprzednim.

- To dziwne, że spadają?

- Dziwi mnie przede wszystkim to, że minister toleruje ten spadek dochodów z VAT przy nieznacznie, ale jednak wzrastającej gospodarce. Przyznając otwarcie, że istnieją tzw. przestępstwa karuzelowe na ogromną skalę, już od kilkunastu miesięcy nie robi nic w tej sprawie. Ciągle nie ma obiecywanego przez rząd projektu ustawy uszczelniającej system podatkowy, mimo że jest przygotowywany od wiosny 2012 r. A nie byłoby nawet i tego projektu, gdyby nie naciski ze strony właścicieli hut, którzy grożą wygaszeniem pieców i masowym zwalnianiem pracowników, jeśli Polska nie zlikwiduje bezpodatkowego importu prętów metalowych (to są właśnie tzw. wyłudzenia karuzelowe VAT); proceder ten nie tylko prowadzi do bankructwa hut, ale i wpływy z VAT są z tego tylko powodu mniejsze o kilkaset mln zł rocznie! A minister finansów się nie spieszy.

- W Polsce nigdy chyba nie przywiązywano szczególnej wagi do szczelności systemu podatkowego; może dlatego, że istnieje przyzwolenie społeczne na różne formy podatkowej nieuczciwości. Uważa Pan Poseł, że zjawisko to może dziś znacząco niszczyć system podatkowy?

- Sprawa dotyczy nie drobnych oszustw i naciągaczy podatkowych, lecz „przekrętów” w wielkiej skali, które cieszą się specyficznym politycznym tolerowaniem ekipy rządzącej. Dlaczego np., przy wzroście liczby samochodów w Polsce nie wzrasta ilość sprzedawanego paliwa? Gołym okiem widać, że coś tu się nie zgadza, a rząd jednak zdaje się tego nie dostrzegać. Prokurator, który prowadził postępowanie przeciwko mafii paliwowej w 2005-06 r., żali się dziś, że to jego jedno postępowanie rozbito na 196 spraw, rozesłano do kilkudziesięciu prokuratur rejonowych, nie przesyłając zebranego materiału dowodowego, a one następnie większość z nich umorzyły! Już w 2006 r. te paliwowe wyłudzenia VAT i akcyzy dotyczyły kilkunastu mld zł rocznie. Mamy więc do czynienia, jak to nazywa prof. Witold Modzelewski, z procesem prywatyzacji podatków. Dziś już na masową skalę. Podatki, które powinny płynąć do budżetu państwa, płyną szerokim strumieniem do prywatnych kieszeni. Nikt nikogo nie złapał za rękę, ale brak reakcji ministerstwa finansów na to zjawisko pokazuje, że istnieje jakaś dziwna blokada na poziomie centralnym. To bardzo zastanawiające, bo przecież proceder dotyczy miliardów złotych rocznie!

- Samo, nawet najbardziej skuteczne uszczelnienie systemu podatkowego to chyba jednak za mało. PiS - tak przynajmniej wynika z debat programowych - planuje rewolucję podatkową?

- Rewolucje rzadko przynoszą dobre skutki, a już w podatkach na pewno nie byłby to dobry pomysł. Ale naprawdę konieczne jest wprowadzenie nowych ustaw: o podatku VAT i wspólnej o obydwu podatkach dochodowych (PIT i CIT), co, moim zdaniem, znacząco uprościłoby przepisy podatkowe. Dlatego, że w tej chwili tylko najbieglejsi doradcy podatkowi są w stanie ogarnąć ten gąszcz wciąż zmieniających się przepisów podatkowych.

- Ten gąszcz z tzw. furtkami jest właśnie po to, by umożliwić przestępstwa podatkowe, prywatyzacje podatków?

- Nie sposób myśleć inaczej. Od miesięcy pojawiają się publicznie ogłoszenia biur oferujących tzw. optymalizację podatków. Trudno w demokratycznym kraju tego zabronić, ale minister finansów, czytając takie ogłoszenie, powinien już dawno na to zareagować.

- Nie powie Pan jednak, że minister Rostowski przymyka oczy na wszelkie nadużycia podatkowe i działa w ten sposób na szkodę budżetu państwa?

- Nie twierdzę, że nic w tej sprawie nie robi, bo np. podpisuje porozumienia z kolejnymi krajami - tzw. rajami podatkowymi i stara się w ten sposób hamować wypływ nieopodatkowanych pieniędzy z Polski. Ale twierdzę, że to uszczelnianie podatków idzie jak krew z nosa! W końcu przez 6 lat można było naprawdę zrobić to skutecznie.

- Pieniądze niefrasobliwie przeciekają przez system podatkowy, omijając budżet, za to minister intensywnie szuka ich gdzie indziej. Ostatnio wywołał burzę - nie tylko w kręgach opozycji - próbując sięgać po pieniądze z OFE. Tłumaczył, że to „pseudokapitałowy system OFE jest sprawcą aż 40 proc. długu publicznego”. Pana zdaniem, to zbyt desperacki skok na kasę?

- To obecne podejście pana ministra do OFE wydaje się co najmniej zaskakujące, bo przecież wtedy, kiedy wprowadzano ten system, Rostowski był - jako ówczesny doradca wicepremiera Leszka Balcerowicza - zwolennikiem tego rozwiązania. Osobiście uważam, że ten system był i jest dla naszego kraju absolutnie nie do przyjęcia, a może się sprawdzać jedynie w krajach bardzo zamożnych, gdzie ludzi stać na oszczędzanie i odkładanie na emeryturę. Ponad 90 proc. Polaków na to nie stać, tymczasem wprowadzono ten system obligatoryjnie dla wszystkich.

- A więc rząd wychodzi teraz naprzeciw oczekiwaniom Polaków?

- Może to tak uzasadniać, ale przecież jasne jest, że celem jest łatanie dziury budżetowej i zmniejszanie długu publicznego właśnie pieniędzmi z OFE, a chodzi o sumę blisko 280 mld zł. Dzięki nim można by zmniejszać coroczną budżetową dotację do ZUS, a w konsekwencji mieć mniejszy deficyt budżetowy i mniejszy przyrost długu publicznego. Bez względu na to, jakie będą ostateczne decyzje rządu w tej sprawie, jasne jest, że nie idzie tu o zapewnienie Polakom godziwych emerytur.

- Rząd Donalda Tuska - mimo niedawnego ujawnienia wielkiej dziury budżetowej - jest wciąż pełen optymizmu, minister finansów zapowiada przyspieszenie gospodarcze po trudnym roku 2013. Gruszki na wierzbie?

- Jesteśmy za tym, żeby polska gospodarka przyspieszała, tyle tylko, że zwiększenie wzrostu gospodarczego do 2-3 proc. PKB nie postawi jej na nogi, nie zapewni Polakom dobrej przyszłości. Nowe miejsca pracy powstają dopiero przy wzroście minimum 4 proc. PKB, a takiego wzrostu nie przewidują nawet najwięksi optymiści, ani w roku 2015, ani nawet w latach następnych. Powrót na ścieżkę szybkiego wzrostu w dającej się przewidzieć perspektywie czasu jest co najmniej wątpliwy. A zatem - sytuacja naszych finansów publicznych będzie się, niestety, raczej pogarszać.

- Jakim więc cudem dług publiczny osiąga właśnie teraz ten „historycznie niski poziom”?

- Takim, że pan minister przedstawia nam statystykę wg metodologii polskiej polegającej na księgowym ukrywaniu długu. W samym tylko Krajowym Funduszu Drogowym kryje się np. zobowiązania wobec Skarbu Państwa na przynajmniej 3 proc. PKB, czyli ok. 45 mld zł. - nie ma tych zobowiązań przy liczeniu długu metodą krajową, natomiast musi on być uwzględniony w rachunkach unijnych, z których wynika, że dług publiczny naszego kraju na koniec 2012 r. wyniósł już ponad 56 proc. czyli blisko 890 mld zł, a więc jest najwyższy w historii.

- Czemu służy i jakie skutki przynosi to doraźne chowanie długu?

- Ministrowi chodzi o pokazanie, że Polska ma swój dług pod kontrolą (bo jest wyraźnie niższy od unijnych tzw. progów ostrożnościowych - nie tylko od 60 proc., ale nawet od 55 proc.), co prawdopodobnie pozwala Polsce ciągle tanio się dalej zadłużać... Gdyby w krajowej księgowości użyto metody unijnej już teraz, to zostałby przekroczony ten pierwszy próg ostrożnościowy, czyli 55 proc., a zatem trzeba by na następny rok uchwalić zrównoważony budżet, zaś przy tak księgowo zmniejszonym długu minister może proponować na następny rok budżet z „kontrolowanym” deficytem - rząd nie musi się zatem narażać społeczeństwu zbyt drastycznym cięciem wydatków publicznych...

-...i może sobie trwać przez kolejne lata spokojnie, zastawiając jednak pułapki na swych następców?

- Przede wszystkim na przyszłych podatników. A podobnych „pułapek” finansowych jest wiele, np. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych - do końca 2012 r. miał zaciągniętych 19 mld zł kredytów budżetowych, a w rok 2013 minister chce pożyczyć FUS-owi jeszcze aż 12 mld zł! A więc razem prawie 2 proc. PKB dodatkowo zostanie zamiecione pod dywan. Wiadomo, że Fundusz nigdy nie zwróci tych pieniędzy do budżetu państwa (bo przecież ciągle wypłaca więcej świadczeń niż zbiera pieniędzy ze składek) i kiedyś trzeba będzie te zobowiązania umorzyć, a wtedy dług publiczny o te ponad 30 mld zł się powiększy. Takie zamiatanie pod dywan dobrze służy tylko przetrwaniu rządu, a finanse publiczne w podstępny sposób prowadzi do ruiny.

- Minister lubi się chwalić, że wydatki publiczne - dzięki dobremu rządzeniu - znacząco maleją. Naprawdę jest się czym chwalić?

- Raczej wprost przeciwnie. Jeżeli deficyt sektora finansów publicznych w roku 2008 przy prawie 5-procentowym wzroście PKB wynosił 80 mld zł, w 2009 - 100 mld zł, a w 2010 już 120 mld zł, a teraz ten oficjalny wynosi ok. 60 mld zł, to znaczy, że rzeczywiście wydatki publiczne zostały ograniczone. Tyle że to ograniczanie przypadło na okres największego spadku aktywności gospodarczej. Można więc powiedzieć, że minister Rostowski przyczynia się do zwijania gospodarki, gdy przydałoby się jej pobudzanie, choćby inwestycjami publicznymi.

- W 2009 r. odrzuciliśmy podpowiedzi PiS-u - odpiera minister Rostowski - aby wprowadzić „pakiet stymulacyjny”, a dzisiaj odrzucamy propozycję rozdawnictwa na wielką skalę.

- Pan minister, niestety, rozmija się z prawdą. Publicznie ogłaszał, że będzie przeprowadzał tzw. zacieśnienie fiskalne, czyli ograniczanie wydatków, a faktycznie deficyt sektora finansów publicznych w latach 2009-10 wyniósł blisko 8 proc. PKB rocznie, a więc wydatki publiczne zostały powiększone! My nie proponujemy rozdawnictwa, lecz selektywne pobudzenie gospodarki, w tym w szczególności poprawę sytuacji na rynku pracy.

- PiS nie kryje, że jest gotowe przejąć władzę. Macie jakąś cudowną receptę na uzdrowienie finansów kraju?

- Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, bo w tej chwili problemy są potężne, a za rok przy polityce obecnego rządu będą jeszcze potężniejsze. Jedną z naszych recept jest natychmiastowe uszczelnienie systemu podatkowego. Wpływy z podatków od razu mogą wzrosnąć o kilkanaście mld zł pod warunkiem, że uda się doprowadzić do tego, by wielcy tego świata wreszcie zaczęli je płacić (sektor paliwowy, bankowy, supermarkety). Chcielibyśmy też zaproponować inny sposób wydawania europejskich pieniędzy.

- Nie zaproponujecie budowy kolejnych aquaparków, stadionów?

- Nie! Takie nieprzemyślane wydawanie pieniędzy europejskich w latach 2007-13 przysporzy nam teraz znaczących problemów w finansach publicznych. Warto by też zbadać, dlaczego np., mając 40 mld zł na program innowacyjności, po sześciu latach wydawania tych pieniędzy w rankingach innowacyjności spadamy, przegrywamy nie tylko w stosunku do Niemiec czy Francji, ale wyprzedzają nas także Rumunia, Bułgaria i kraje nadbałtyckie. Potrzebne jest przygotowanie nowej strategii wydawania unijnych pieniędzy. Jednym z kryteriów ubiegania się o nie powinien być ich pozytywny wpływ (bezpośredni lub pośredni) na przyszłą bazę podatkową. Bez tego kolejne inwestycje finansowane z pieniędzy unijnych będą przede wszystkim obciążać przyszłe budżety dodatkowymi wydatkami na ich utrzymanie.

- Niełatwo chyba dziś prosto odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w Polsce wielkie pieniądze przeciekają przez palce, giną gdzieś, dlaczego omijają budżet państwa? Trzeba by przeprowadzić wielkie śledztwo?

- Nie potrzeba tu wielkiego śledztwa, wystarczyłoby zwykłe zainteresowanie instytucji rządowych (szczególnie ministra finansów) i ich rzetelna praca. Niestety, mamy tu do czynienia raczej z lekceważeniem różnego rodzaju patologii finansowych niż z wolą ich zwalczania.

* * *

Zbigniew Kuźmiuk - ekonomista, polityk, były marszałek województwa mazowieckiego, w latach 2004-09 deputowany do Parlamentu Europejskiego, poseł na Sejm IV i VII kadencji.

2013-07-30 09:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Hiszpania/ “La Vanguardia” przywołuje przykład Polski w sprawie walki z rajami podatkowymi

[ TEMATY ]

Polska

podatki

Unia Europejska

Polska

Hiszpania

Dania

PAP

Parlament Hiszpanii

Hiszpański dziennik “La Vanguardia” przywołuje w czwartek przykład Polski i Danii, jako krajów, które “odmówiły udzielenia pomocy finansowej związanej z pandemią" firmom z rajów podatkowych. Gazeta podkreśla, że raje takie istnieją w UE i trafiają tam środki, które powinny zostać w Hiszpanii.

Zdaniem "La Vanguardii" niektórzy członkowie Wspólnoty korzystają na transferowaniu zysków do krajów o niższym opodatkowaniu kosztem pozostałych państw unijnych.

“Wielkie firmy deklarują mniejsze zyski niż powinny, a pieniądze wyprowadzane są do rajów podatkowych w Europie, których UE nie chce uznać za takie, gdyż do tego potrzebowałaby jedności politycznej, co jest niemożliwe” - napisał dziennik.

Pozarządowa platforma ekonomistów Tax Justice Network wymieniła wśród państw będących rajami podatkowymi w Europie - niekoniecznie w UE - m.in. Luksemburg, Szwajcarię, Holandię i Wielką Brytanię (a właściwie niektóre jej terytoria zależne), które są “odpowiedzialne za połowę przypadków transgranicznego (transferu) w celu unikania płacenia podatków korporacyjnych".

Dziennik przypomniał, że Holandia odrzuciła w ostatnim czasie pomysł uwspólnotowienia długu w UE, by sfinansować program pomocowy dla krajów najbardziej dotkniętych pandemią Covid-19.

Tymczasem z Hiszpanii “co roku wyprowadzanych jest 10 mld euro do innych krajów wewnątrz UE, gdzie podatki są niższe, a najwięcej do Holandii” - twierdzi “La Vanguardia”. W ten sposób Hiszpania jest pozbawiana rocznie 2,3 mld euro z tytułu podatku dochodowego - podkreśla gazeta, zarzucając Holandii brak solidarności w walce z pandemią.

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2019 roku, cytowanych przez Oxfam, do rajów podatkowych wewnątrz UE wypływa z Hiszpanii około 80 proc. kapitału korporacyjnego.

Polska była pierwszym krajem, który wyłączył z programów wsparcia firmy zarejestrowane w rajach podatkowych. Premier Mateusz Morawiecki 8 kwietnia oświadczył, że duże firmy chcące skorzystać z rozwiązań zawartych w tarczy antykryzysowej muszą być zarejestrowane i płacić podatki w Polsce. W ślady Polski podążyła Dania.
CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Pomoc dla niepełnosprawnych

2020-07-10 21:02

Pomoc dla niepełnosprawnych

Dzięki wparciu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i innych instytucji udało się utrzymać wiele miejsc pracy. Podjęto ograniczenie ryzyka zakażenia m.in. w Domach Pomocy Społecznej.

Środowiskowe Domy Samopomocy, Warsztaty Terapii Zajęciowej, Centra Integracji Społecznej i inne placówki wsparcia dziennego, do których uczęszczają osoby z niepełnosprawnościami zostały zamknięte 11 marca, jednak mimo że nie prowadziły swojej standardowej działalności, otrzymywały stuprocentowe dofinansowanie do swoich działań. Jak informuje Ewa Kopolovets, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej i Zdrowia Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach, przed ponownym otwarciem placówek wojewoda dostarczył do nich środki ochrony osobistej, tj. maseczki, płyny do dezynfekcji, przyłbice i fartuchy.

– Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozstrzygnęło też konkurs na programy z Funduszu Solidarnościowego. W przyszłym tygodniu wojewoda podpisze umowy na dotacje z jednostkami, które otrzymają wsparcie w ramach programu "Opieka Wytchnieniowa" oraz na usługi opiekuńcze dla osób niepełnosprawnych. Łącznie przekazane zostanie wsparcie w wysokości prawie sześć milionów złotych – informuje Ewa Kopolovets.

Andrzej Michalski, dyrektor oddziału świętokrzyskiego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, podkreślił, że PFRON przez cały czas wspiera pracodawców, którzy zatrudniają osoby z niepełnosprawnościami. – Od 1 kwietnia zwiększyliśmy dofinansowanie do wynagrodzeń osób z niepełnosprawnościami, jak również dodatki za schorzenia specjalne. Wspieramy także zakłady aktywności zawodowej, które miały problemy w tym okresie. Mogą one uzyskiwać rekompensaty do wynagrodzeń dla osób niepełnosprawnych – wylicza dyrektor Michalski.

Do tej pory w całym kraju przyznano 49 takich rekompensat na kwotę 600 tysięcy złotych. Dzięki pomocy PFRON-u od początku pandemii udało się utrzymać 280 tysięcy miejsc pracy osób niepełnosprawnych.

– Żadne nie zostało zlikwidowane. Nie stracili pracy także pracownicy zatrudnieni w placówkach świadczących pomoc dla osób niepełnosprawnych, nawet gdy ich działanie zostało czasowo wyłączone lub ograniczone – uzupełnia senator Krzysztof Słoń.

Alina Rogula, dyrektor Domu Pomocy Społecznej im. św. Brata Alberta przy ul. Żeromskiego w Kielcach, podkreśla, że dzięki wsparciu finansowemu uczestnicy warsztatów terapii zajęciowej i ich rodziny mogli łatwiej przetrwać kryzys, który nadal trwa.

– Ta sytuacja najbardziej dotknęła Domy Pomocy Społecznej. W nich nie da pracować się zdalnie i ciężko jest zachować dystans, bo z człowiekiem trzeba być blisko. Nasze mieszkanki nie mogą korzystać z wyjść, a odwiedziny są tylko przez szybę i to jest dla nich dużym problemem – stwierdza.

Od początku pandemii, w województwie świętokrzyskim, przypadki zakażenia koronawirusem odnotowano w trzech Domach Pomocy Społecznej.

Oprac. A.D.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję