TOMASZ PIECHNIK: Inspiracją do tytułu tego wydarzenia była piosenka Nicka Vujcica „Something more”. Jest coś więcej niż życie od weekendu do weekendu, coś więcej niż święta czy urlop, inna perspektywa, szersza. Tym czymś jest życie wiarą, nadzieją i miłością, które daje nam Jezus. Osoby, które się zapisują, chcą czegoś więcej niż tylko spędzenia czasu w gronie rodzinnym na rekreacji. Ten wyjazd nie jest nazwany nawet rekolekcjami, które przeciętnemu człowiekowi kojarzą się tylko z modlitwą, Eucharystią i konferencją stanową. Najbliższy wyjazd jest pod hasłem: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię”.
Skąd pomysł na taką formę spędzania wolnego czasu?
Reklama
Chcemy zachęcić ludzi, którzy przyjadą, do odnowienia relacji z Nim, do życia z Panem w naszej codzienności. Dlatego program jest tak skonstruowany, aby był czas na wypoczynek i na budowanie relacji z Bogiem poprzez konferencje, Eucharystie i małe grupy dzielenia. Tematy mają być kerygmatyczne, osobne dla rodziców, osobne dla dzieci i dla młodzieży. Pomysł był spontaniczny wierzę, że z natchnienia Ducha. Wiemy, że dzisiaj przeżywamy kryzys rodziny i można narzekać, biadolić. Ale nie o to chodzi, warto zakasać rękawy i zacząć walczyć o rodziny, bo jak mówił JP2 „rodzina powinna być Bogiem silna”. Bardzo ważnym aspektem jest tworzenie więzi między ludźmi, choć na początku się nie znamy, to już po 24 h czujemy do siebie sympatię, taką normalną czysto ludzką.
„Coś więcej niż urlop” to także wypoczynek. Co konkretnie proponujecie?
Rano prócz wspólnego posiłku i modlitwy proponujemy, narty, sanki zabawy na powietrzu, wyjścia w góry, na basen. Wieczorem po modlitwie mamy czas wspólnych gier, zabaw czy oglądanie filmu. Tutaj nikt do niczego nie jest zmuszany a pomimo tego większość, przynajmniej w zeszłym roku, brała czynny udział w całym planie dnia.
Z utęsknieniem czekaliśmy na tegoroczne ferie, które w tym roku szkolnym w naszym województwie przypadły w ostatnim terminie. Szczególnie czekały na nie dzieci i młodzież, ale również i nauczyciele – mówi pani Agnieszka ze szkoły podstawowej.
Czujemy się bardzo zmęczeni codziennością nauczania i skalą problemów dotykających naszych uczniów, z którymi musimy się mierzyć. Wielki dyskomfort sprawia nam również to wszystko, co dzieje się wokół oświaty, np. zmiany w podstawach programowych czy też coraz większa niepewność dotycząca zatrudnienia. Dlatego chwila odpoczynku każdemu dobrze zrobi – podkreśla nauczycielka języka polskiego.
Cmentarz w Zagórzu należy do największych i najstarszych nekropolii w Sosnowcu. Spoczywa na nim wiele pokoleń mieszkańców zasłużonych dla rozwoju miasta oraz Zagłębia. Wśród wielu grobów sosnowieckich intelektualistów są groby znanych lekarzy. Wymienić tu należy grób rodziny Wrzosków, w którym spoczywa znany w całym kraju i na świecie prof. med. Adam Wrzosek. Niedaleko od podupadającej kapliczki - grobowca rodziny Wrzosków, przy tej samej alejce znajduje się grób innego lekarza - Aleksandra Widery.
Dziś postać ta nie byłaby znana, gdyby nie powieść Stefana Żeromskiego rozgrywająca się w Zagłębiu Dąbrowskim, a zatytułowana Ludzie bezdomni. Powieść ukazała się drukiem na rok przed śmiercią Widery, a losy głównego bohatera dr. Tomasza Judyma zbiegają się z działalnością i sytuacją życiową Aleksandra. Stąd powszechne mniemanie, iż dr Widera był pierwowzorem Judyma. Aleksander Widera znany był z tego, iż z wielkim oddaniem i gorącym sercem spieszył z pomocą chorym robotnikom i górnikom Sosnowca oraz biedakom z Zagórza. Zmarł w wieku 35 lat. Nie założył rodziny. Nie pozostawił po sobie najbliższych. Dlatego też grobowiec na zagórskim cmentarzu wybudowany został kilka lat po jego śmierci staraniem dyrekcji sosnowieckiego oddziału Towarzystwa Lekarskiego. Wydaje się, że wybudowanie grobowca było wynikiem ukazania się w roku 1900 powieści Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni. "Zmieniające się czasy, rewolucyjne utarczki z początku XX w., I wojna światowa, II wojna światowa, później odbudowa kraju sprawiły, że o doktorze Widerze i jego grobie prawie zapomniano. Wprawdzie starzy mieszkańcy Zagórza opowiadali, że na cmentarzu jest pochowany słynny doktor, to jednak po upływie prawie całego wieku nikt tym grobem się nie opiekował" - wyjaśnia dr Emilian Kocot.
Przełom nastąpił w roku 1996, kiedy w prasie ukazał się artykuł o tym, że wandale przewrócili okazały krzyż z czarnego marmuru na grobie doktora Aleksandra Widery. Wówczas Zarząd Sosnowieckiego Koła Polskiego Towarzystwa Lekarskiego z proboszczem parafii św. Joachima, ks. Stanisławem Kocotem, i Zarządem Cmentarza postanowili odrestaurować zniszczony działaniami atmosferycznymi i rękami wandali grobowiec.
W aktach parafialnych odnaleziono akt zgonu doktora Aleksandra Widery. Odbudowano rozsypujące się fundamenty grobowca, na nowo ustawiono na wysokim cokole przewrócony, lecz na szczęście nieuszkodzony krzyż. Na płycie nagrobkowej umieszczono granitową tablicę z napisem: "Dobro człowieka najwyższym prawem. Doktorowi Judymowi i ku pamięci potomnym Sosnowieckie Koło Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w 90. rocznicę powstania Towarzystwa Lekarskiego Zagłębia Dąbrowskiego 1997 r.". 20 listopada 1997 r. biskup sosnowiecki Adam Śmigielski SDB poświęcił odnowiony grobowiec. Uroczystość zgromadziła liczne grono lekarzy z całego Zagłębia oraz władze miasta.
Grobowiec doktora Widery znajduje się przy tej samej alei, co zbiorowa mogiła robotników poległych w 1905 r. podczas strajku w Hucie Katarzyna w Sosnowcu. Nieco dalej, w kierunku wschodnim, po prawej stronie z daleka widać wysoki, z czarnego marmuru krzyż spoczywający na granitowym bloku. Widnieje tam napis: "Śp. Aleksander Widera - lekarz zakładów Towarzystwa Sosnowieckiego. Zm. D. 29 maja 1901 r. w wieku lat 35. Śp. Janina Widera. Zm. D. 18 października 1897 r. przeżywszy lat 18". Dawniej na płycie nagrobnej znajdowały się w narożach cztery graniaste, wysokie cokoły z piaskowca połączone grubym, stalowym, ozdobnym łańcuchem. Dzisiaj grobowiec ten jest jednym z pomników kultury i przypomina o szczytnych hasłach zawodu lekarskiego. Oby znalazło się jak najwięcej naśladowców doktora Widery.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie nakazał wpisanie do rejestru stanu cywilnego aktu „ślubu” dwóch kobiet - informuje "Nasz Dziennik".
Rękami sędziów narzucana jest Polakom rewolucja obyczajowa. We wtorek zapadł czwarty już wyrok sądu – tym razem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie – który nakazał wpisanie do polskiego rejestru stanu cywilnego aktu „małżeństwa” dwóch kobiet, które zawarły jednopłciowy związek w Portugalii. – To działanie bezprawne, uderzające w Konstytucję. Sądy muszą działać na podstawie prawa i norm zawartych w Ustawie Zasadniczej. Teraz doszło do ich złamania – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Bartłomiej Wróblewski, konstytucjonalista, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.