Reklama

Polityka

Rosja nie poszła spać

O odbudowywaniu rosyjskiego imperium, uśpieniu Zachodu i europejskim marzeniu o czasach przed I wojną światową z Andrzejem Wilkiem rozmawia Wiesława Lewandowska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Rozmawiamy w chwili, gdy po konferencji prasowej prezydenta Rosji Władimira Putina świat zachodni zareagował wzmożoną akcją dyplomatyczną: w Brukseli odbył się nadzwyczajny szczyt Unii Europejskiej z udziałem premiera nowego rządu Ukrainy Arsienija Jaceniuka, a Unia zapowiada jakąś pomoc dla Ukrainy. USA podobnie. Misja OBWE nie została wpuszczona na Krym, rozszerza się rosyjskie oblężenie Krymu. Do Polski przylatuje 12 samolotów F-16. Rozważa się scenariusze konfliktu militarnego na skalę lokalną, ale pojawiły się także obawy, że być może jesteśmy o krok od III wojny światowej...

ANDRZEJ WILK: – O to jestem w miarę spokojny. Świat z poważnymi arsenałami broni jądrowej w dużej mierze gwarantuje nam pokój. Raczej nie będzie więc konfliktu globalnego. Mogłoby do niego dojść dopiero wtedy, gdyby któraś ze stron zdobyła jakąś realną przewagę pozwalającą zniwelować potencjał jądrowy drugiej strony. Jednak państwa położone na styku stref wpływów pomiędzy mocarstwami muszą się liczyć z takim iskrzeniem, które może prowadzić do lokalnych tragedii, nie wyłączając wojny. Globalnie biorąc, dopóki będzie istniała równowaga strachu, czyli gwarancja wzajemnego zniszczenia, dopóty konflikty na skalę światową będą mało możliwe.

Reklama

– Mimo że jedna z mocarstwowych stron zaczyna pokazywać rogi. Dlaczego Rosja właśnie teraz straszy świat?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Te rogi Rosji zaczęły rosnąć już 10 lat temu. Na początku poprzedniej dekady Rosjanie przez kilka lat musieli przede wszystkim powstrzymywać degradację armii, która trwała przez całe lata 90. ubiegłego wieku. Dzięki rosnącym wpływom z eksportu ropy możliwe stało się jej poważne reformowanie i unowocześnianie. W ostatnich latach wprowadzane są do służby całkiem spore porcje nowoczesnego uzbrojenia. Dziś Rosja już niewiele czerpie z Zachodu, ponieważ wcześniej zdążyła wchłonąć – ukraść lub kupić – bardzo dużo nowoczesnych rozwiązań technologicznych. A w niektórych dziedzinach w konkurencji z krajami europejskimi nawet wyraźnie przoduje. Armia rosyjska wciąż pozostaje wyraźnie w tyle za amerykańską, ale z pewnością jest jedną z najszybciej przezbrajających się armii świata.

– Czy armia rosyjska jest dziś zdolna bez większego wysiłku podbić Ukrainę i siłą utrzymać ją przy Rosji?

Reklama

– Moim zdaniem, przy całym szacunku dla dzisiejszej armii ukraińskiej, jej pobicie przez armię rosyjską – i to bez ruszania wielkiej machiny wojennej i straszenia bronią jądrową – jest tylko kwestią czasu. Armia ukraińska jest od wielu lat zabiedzona; nie przeprowadzała zbyt gruntownych ćwiczeń bojowych, jeśli nie liczyć kilku jej jednostek oddelegowanych do współdziałania z NATO. Rosjanie natomiast ćwiczą na bieżąco od wielu lat. Ponadto wojsko rosyjskie udowodniło swą bitność w wojnie gruzińskiej. Pojawia się tyko pytanie, czy Rosja udźwignęłaby ekonomicznie okupację Ukrainy, która w dodatku nie jest tak potulna, jak np. Białoruś. Koszty takiej okupacji, a więc i utrzymania wielkiego rosyjskiego imperium – które bez Ukrainy nie ma sensu – mogą być ogromne. Tak więc Rosja wolałaby raczej działać „po dobroci” i jednak nie stawiać swych relacji z Ukrainą na ostrzu noża.

– Ale chyba stawia?

– Spójrzmy tylko na Krym, gdzie z jednej strony wojskowe posterunki ukraińskie są w różny sposób blokowane przez wojsko rosyjskie i straszone, a z drugiej – słychać rosyjskie miękkie argumenty: no przecież jesteśmy braćmi, dogadajmy się, wszyscy chcemy pokoju, bądźmy razem. Dość charakterystycznym przejawem tej specyficznej schizofrenii jest dążenie do bratania się, a nawet przypadki wspólnego imprezowania w ogniu konfliktu...

– Podobnie mówi się o armii ukraińskiej, że ma w sobie sporo rosyjskości...

– Być może. Jednak ta armia od ponad dekady była oddelegowana – z naszej perspektywy jest to istotny element optymistyczny – jako forum współpracy Ukrainy z NATO. Są podstawy by uważać, że jest ona jednym z najbardziej prozachodnich podmiotów na Ukrainie (zwłaszcza wykształcona kadra dowódcza). Jest przy tym zdecydowanie apolityczna. Potwierdza to przebieg montowanej obecnie na wschodzie Ukrainy tzw. rosyjskiej wiosny. Rosja mogłaby liczyć na sukces tej operacji, gdyby miejscowym Rosjanom udało się przejąć jakieś ukraińskie jednostki wojskowe. A to się nie udaje, mimo że służy w nich przecież spora liczba etnicznych Rosjan.

– Czy można zakładać, że Rosja zadowoli się jakąś formą opanowania Krymu?

Reklama

– Moim zdaniem, będzie to dla Rosji co najwyżej nagroda pocieszenia. Sam Krym jako prowincja generująca koszty nie jest Rosji potrzebny. Tak więc wszystkie obecne działania na Krymie – przede wszystkim instrumentalne wykorzystanie krymskich Rosjan – należy odczytywać wyłącznie jako środek nacisku na władzę w Kijowie. W istocie Rosjanie są w stanie po raz kolejny oddać Krym Ukrainie, pod warunkiem, że ta Ukraina przyjdzie do nich w całości. Dziś toczy się więc gra o całą Ukrainę, nie tyko o wschodnią czy południową. Jeżeli Ukraina pozostanie w strefie wpływów rosyjskich, to Krym będzie jak najbardziej ukraiński.

– W jakiej sytuacji Rosja mogłaby zrezygnować z Ukrainy?

– Tylko wtedy, gdy zostanie do tego odpowiednio brutalnie przymuszona – albo gospodarczo, albo militarnie.

– A na to się raczej nie zanosi, mimo rozlicznych deklaracji Zachodu o zastosowaniu wobec niej sankcji oraz o wsparciu dla Ukrainy?

– Taka jest, niestety, brutalna prawda. Choć nam się wydaje, że Putin oderwał się od rzeczywistości, to jego zachowania świadczą o trzeźwej ocenie sytuacji międzynarodowej. Doskonale wie, że przylot 12 dodatkowych F-16 do Polski to tylko niewiele znaczący gest. Rosja miałaby powody do realnego niepokoju, gdyby Amerykanie wbili łopaty pod budowę bazy tarczy antyrakietowej w jej pierwotnej, Bushowskiej wersji. Ale nawet wbicie łopat pod wariant „lajt” Obamy zostało przesunięte na rok 2018 i mimo agresywnej postawy Rosji nie mówi się o jakimkolwiek przyspieszeniu, choć wszystko jest przecież możliwe. Amerykańska tarcza antyrakietowa świadczyłaby o tym, że Amerykanie chcą w Polsce zostać na dłużej, co byłoby dla Rosji naprawdę bolesne.

– Putin w czasie swej konferencji bardzo podkreślał, że wszelkie działania Zachodu wymierzone w Rosję są bronią obosieczną.

Reklama

– To prawda. Rosja jest połączona z Zachodem rozlicznymi wspólnymi interesami gospodarczymi i politycznymi. Amerykanie uznali, że nie mają już problemu rosyjskiego, a Rosjanie cierpiąc na „amerykański kompleks”, chcieliby z nimi wspólnie podzielić świat. Niejednoznaczne jest w obecnej sytuacji zachowanie niektórych krajów europejskich. Kilka dni temu francuski premier stwierdził wprost, że to, co się dzieje w związku z Ukrainą, nie zaważy na techniczno-wojskowej współpracy Francji z Rosją. Pojawiły się nawet ironiczne komentarze, że Francuzi może nawet przyspieszą dla Rosjan budowę pierwszego śmigłowca desantowego Mistral, aby mógł on wziąć udział w zdobywaniu Odessy...

– Zawsze wiele mówiło się o wzajemnych rosyjsko-niemieckich sympatiach, teraz więcej mówi się nawet o podobieństwach i historycznych analogiach.

– Mamy w tym roku 100. rocznicę wybuchu I wojny światowej. I co ciekawe, właśnie Rosja i Niemcy zadziwiająco jednogłośnie dążą do pokazania tej wojny jako największej tragedii XX wieku, której efektem była II wojna, Holocaust, itp. Przywołuje się błogi obraz doskonałej Europy sprzed I wojny i nikt się nie przejmuje tym, że dla wielu narodów to była Europa bez ich własnych państw...

– Dlatego trudno się dziś dziwić temu, że wielkie państwa zachodnie niezbyt skwapliwie reagowały na wydarzenia w Kijowie i na Krymie.

Reklama

– Moim zdaniem, i dla Rosji, i dla Zachodu dużym zaskoczeniem był ukraiński Majdan, jego zwroty akcji i determinacja. Nieprzewidywalnie zakłócił on rosyjsko-zachodnie status quo. Zachód po prostu osłupiał, a Rosji zawaliły się doraźne scenariusze i koncepcje; Majdan odrzucił zarówno Janukowycza, jak i uwolnioną z więzienia Julię Tymoszenko, z którymi Rosja byłaby skłonna rozmawiać. Nieprzejednanie i niesterowalność Majdanu całkowicie zburzyła tę całą narrację, tak usilnie budowaną w Europie przez Rosję i Niemcy, która miała prowadzić – mimo Unii Europejskiej – do nowego koncertu mocarstw, do wielobiegunowości, w ramach której każde państwo na korzystnych dla siebie warunkach dogaduje się z Rosją.

– Oczywiście, ponad głowami maluczkich, z przyzwoleniem na realizację scenariusza restauracji rosyjskiego imperium?

– Jakkolwiek by nie patrzeć, to Rosjanie jeszcze bardzo długo będą dążyli przede wszystkim do odbudowania całości imperium w posowieckich granicach. Jeżeli Rosja będzie prowadziła tę swoją politykę przy takim fikcyjnym i czysto werbalnym oporze Zachodu, z jakim mamy do czynienia, to w perspektywie iluś lat – jeśli oczywiście coś się nagle nie zawali – po opanowaniu Ukrainy następne w kolejności będą kraje bałtyckie. Mam jednak nadzieję, że wcześniej Rosjanie w jakiś sposób przeholują w tych swoich zapędach, podobnie jak przeszarżowali w zimnej wojnie.

– Czy możemy dziś liczyć na większą determinację Zachodu w hamowaniu Rosji?

– Tego nie wiem, ale przynajmniej można jeszcze mieć taką nadzieję. W zimnej wojnie Rosja też nie dostała porządnej nauczki; przegrała konkurencję z Zachodem nie w bezpośrednim starciu, lecz bardziej na skutek problemów gospodarczych. Podobnie jak to było z Niemcami po I wojnie światowej... Możemy znaleźć wiele analogii pomiędzy dzisiejszą Rosją a schyłkiem Republiki Weimarskiej, w której mimo kryzysu po cichu podejmowano próby odbudowywania zdolności militarnej. Dzisiejsza Rosja jest w takim stanie, jak Niemcy przed II wojną światową.

Reklama

– Nie bez kozery są zatem i te dzisiejsze porównania Putina do Hitlera?

– Byłbym jednak ostrożny w stosowaniu takich zestawień. Dzisiejsza Rosja nie jest nawet podobna do Rosji stalinowskiej, sowieckiej; to jednak nie jest kraj opętany ideologią, która rzuca się wszystkim na mózg i każe podejmować irracjonalne decyzje. Oczywiście, zapadają tam decyzje na krawędzi poważnego ryzyka, z punktu widzenia Rosji jednak bardzo racjonalne. Na przykład proces rosyjskich zbrojeń – jeżeli zostanie utrzymany, to w perspektywie 2015-16 Rosja będzie wydawała na zbrojenia 4 proc. PKB, czyli tyle, ile cały czas wydają Amerykanie.

– Na skutek eskalacji konfliktu ukraińskiego w Polsce powiało strachem, politycy zaczęli się poważniej zastanawiać nad zagrożeniem bezpieczeństwa kraju, nad stanem armii.

– Ten obecny popłoch jest nieco dziwny, bo przecież rosyjski scenariusz imperialny jest znany i oczywisty od co najmniej 1999 r. Rosjanie się go przecież nie wstydzą i mówią o nim otwarcie. Rosja nie nauczyła się i pewnie się już nie nauczy, żeby kiedykolwiek wybrać inną drogę. Można to pojmować wręcz w kategorii prawa naturalnego. Polscy politycy powinni o tym od dawna dobrze wiedzieć.

– Jeszcze niedawno przekonywali, że zupełnie nic nam nie grozi, że przecież... i tak sami nigdy nie będziemy w stanie się obronić...

Reklama

– Gdybyśmy dziś byli zdani sami na siebie i nie mogli liczyć na wsparcie w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, to faktycznie militarnie nie jesteśmy w sytuacji lepszej niż Ukraina. Z pewnością bez jasno określonych i trwałych sojuszy, nawet przy lepszym i bardziej zaawansowanym technologicznie niż rosyjskie wyposażeniu naszej armii, stajemy jednak na pozycji z września 1939 r.

– I może znów nikt nas nie obroni, i mimo deklaracji nie przyjdzie na czas z pomocą?

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, chociaż dobrze wiemy, że tylko Rosja ma bardzo jasno określony cel. Natomiast w Europie w ostatnich latach gdzieś zagubiono potrzebę definiowania, czemu ma służyć utrzymywanie armii. Wszyscy w Europie sami się uśpiliśmy. Za dużo odpowiedzialnych osób uwierzyło w koniec historii. Bardzo trudno było się przekonać, że jednak nie żyjemy w czasach wyjątkowych i wspaniałych.

– Teraz wreszcie budzimy się?

– Tak. Tyle że przy takim przebudzeniu zawsze okazuje się, że ktoś wstał wcześniej.

– Rosja wstała wcześniej?

– Wcale nie poszła spać, choć na początku była bardzo zmęczona.

* * *

Andrzej Wilk – główny specjalista ds. wojskowych aspektów bezpieczeństwa międzynarodowego Ośrodka Studiów Wschodnich

2014-03-17 15:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święte oburzenie nieprawicy

Niedziela Ogólnopolska 43/2012, str. 14-15

[ TEMATY ]

polityka

dziennikarze

www.radiownet.pl

Red. Krzysztof Skowroński - prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Red. Krzysztof Skowroński - prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich zawrzało, jak nigdy dotąd w jego długiej historii, w związku z osobą jego prezesa Krzysztofa Skowrońskiego, który poprowadził dwa spotkania zorganizowane przez partię opozycyjną

Nawet stan wojenny i późniejsze perturbacje z odzyskiwaniem utraconej siedziby nie wywoływały tak wielkich namiętności, jak obecna dyskusja o politycznym zaangażowaniu prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) Krzysztofa Skowrońskiego po stronie nielubianej w środowisku dziennikarskim partii opozycyjnej. Krzysztof Skowroński, demokratycznie wybrany prezes SDP i szef prywatnego Radia Wnet prowadził debatę ekonomiczną i konferencję PiS. Zdaniem sygnatariuszy listu otwartego (grupy członków SDP) pt. „My się na to nie zgadzamy” Skowroński naruszył art. 21 kodeksu etyki dziennikarskiej SDP mówiący o tym, że angażowanie się dziennikarzy w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną prowadzi do konfliktu interesów i należy „wykluczyć podejmowanie takich zajęć oraz pełnienie funkcji w administracji publicznej i w organizacjach politycznych”. Być może Skowroński jako prezes postąpił nierozważnie (bo mógł przewidzieć, że zostanie skrytykowany), ale warto by dokładniej rozważyć, czy rzeczywiście aż tak bardzo naruszył etykę dziennikarską, czy raczej uraził przede wszystkim sympatie polityczne wewnątrz samego SDP? Warto też osądzić jego czyn w szerszym, dziennikarsko-politycznym kontekście. Wtedy ocena zdarzenia nie będzie już tak jednoznaczna i oczywista, jak w liście oburzonych z SDP. Czy Krzysztof Skowroński powinien ustąpić z funkcji prezesa SDP? Nie wszyscy członkowie stowarzyszenia są co do tego przekonani, doszło do politycznego podziału. Nic dziwnego, bo organizacja ta nie jest już dawnym monolitem pod honorowym patronatem historycznego prezesa Stefana Bratkowskiego. Mniej więcej rok temu pojawiła się w niej świeża krew - ludzie z całkiem innej bajki, bliżsi „Gazecie Polskiej” niż „Wyborczej”. To oni doprowadzili do wyboru Skowrońskiego, ku ogromnemu niesmakowi tych „bardziej dla stowarzyszenia zasłużonych”. To za ich sprawą SDP stało się prawicowe, niepoprawne politycznie. A teraz - piszą w swym proteście m.in. takie tuzy dziennikarstwa, jak Stefan Bratkowski, Maciej Wierzyński, Krzysztof Bobiński - stało się też jednostronnie polityczne. Piszą: „Od lat 80. ubiegłego wieku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pracowało na opinię niezależnej organizacji dziennikarskiej. Włączenie się Krzysztofa Skowrońskiego w działalność partyjną oznacza wybór kariery partyjnej i zejście z drogi niezależnego dziennikarstwa. Nie wyrażamy zgody na rujnowanie dorobku i pozycji SDP. Przywrócenie autorytetu SDP w środowisku dziennikarskim i społeczeństwie wymaga od Krzysztofa Skowrońskiego ustąpienia z funkcji prezesa naszego Stowarzyszenia”. To „postbolszewicka część warszawskiego SDP szykuje zadymę wymierzoną w prezesa SDP” - tak to z wielkim przejęciem skomentowały media życzliwe Skowrońskiemu, czyli te spoza tzw. głównego nurtu. Prezes Krzysztof Skowroński ustępować nie zamierza pod naciskiem od samego początku nieżyczliwej mu grupy, bo jak uzasadnia, został wybrany w demokratycznych wyborach, a jego zgoda na prowadzenie konferencji PiS nie wiązała się z żadną partyjną transakcją, nie była aktem bezpośredniego zaangażowania w działalność polityczną i partyjną, nie było więc żadnego konfliktu interesów, a siedziba SDP powinna być ważnym miejscem debaty publicznej. Z pewnością to tłumaczenie nie przekonuje tych, którzy poczuli się urażeni, którzy uważają, że cnota polskiego dziennikarstwa została nadszarpnięta. Ale pojawia się też nadzieja, iż może wreszcie to urażenie zaowocuje dyskusją o jakości polskiego dziennikarstwa, jego miejscu i roli w demokratycznym państwie. Mówi o tym sam podsądny, ciesząc się z wywołanej przez siebie burzy: „Z przyjemnością spotkam się z każdym, by dyskutować o tym, czym jest niezależne dziennikarstwo”.
CZYTAJ DALEJ

„Dekada u boku Świętego” – ruszył cykl spotkań z ks. Ptasznikiem z Watykanu

2026-05-28 15:04

[ TEMATY ]

spotkania

Watykańska Fundacja Jana Pawła II

Dekada u boku Świętego

Agnieszka Syc - DA Emaus

Watykańska Fundacja Jana Pawła II rozpoczęła nową serię spotkań otwartych z ks. prał. Pawłem Ptasznikiem, bliskim współpracownikiem i naocznym świadkiem życia i świętości Jana Pawła II. Pierwsze ze spotkań pt. „Dekada u boku Świętego” miało miejsce 25 maja w kościele akademickim pw. Św. Ireneusza BM w Częstochowie, a kolejne odbędzie się 3 czerwca w kościele pw. Ducha Świętego w Szczecinie. Planowane są kolejne spotkania w Polsce oraz w różnych wspólnotach polonijnych.

„Dekada u boku Świętego” to nowa propozycja Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II, która ma na celu podtrzymanie pamięci o osobie i pontyfikacie Papieża Polaka oraz zaszczepienie jej w młodym pokoleniu. Inicjatywa polega na spotkaniach otwartych z ks. prał. Pawłem Ptasznikiem, który jako jeden z najbliższych współpracowników towarzyszył Papieżowi w ostatniej dekadzie jego pontyfikatu. Spotkania rozpoczynają się Mszą świętą z homilią księdza prałata, po czym odbywa się rozmowa w formie wywiadu na żywo. Na koniec zebrani mają możliwość zadawania własnych pytań.
CZYTAJ DALEJ

Kraków: Nazwał św. Jana Pawła II m.in. "bestią". Został skazany za obrazę uczuć religijnych!

2026-05-28 19:15

[ TEMATY ]

Kraków

św. Jan Paweł II

Agata Kowalska

Św. Jan Paweł II

Św. Jan Paweł II

Zgodnie z wyrokiem Sądu Rejonowego w Krakowie z 15 maja br. Franciszek Vetulani skazany został za obrazę uczuć religijnych i znieważanie Papieża Polaka. Archidiecezja krakowska publikuje komunikat dotyczący mężczyzny, który został skazany za obrazę uczuć religijnych poprzez „publiczne znieważenie (...) osoby Świętego Jana Pawła II”.

We wpisie, Franciszek Vetulani nazwał świętego m.in. "bestią", "najpodlejszym Polakiem", "kanalią" i "ojcem piekła kobiet", na dodatek jego kult określił "patologicznym".
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję