Reklama

Niedziela Łódzka

Nie można milczeć

Niedziela łódzka 13/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

rozmowa

Archiwum ŁUW

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Objął Ksiądz Arcybiskup ponad rok temu archidiecezję łódzką: z potężną aglomeracją miejską położoną w centralnej Polsce, o ogromnym potencjale kulturotwórczym przez znajdujące się tu uczelnie i instytucje kultury znane w Polsce i świecie, ale i z ogromnymi obszarami biedy. Przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie archidiecezja łódzka?

Reklama

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: – Pod względem religijności archidiecezja łódzka ma dwie wyraźnie zaznaczone przestrzenie: aglomeracja Łodzi i to, co poza nią. Procesy atomizacji społeczeństwa i laicyzacji, które zauważane są w samej Łodzi i miastach satelickich, nie są, na szczęście, tak silne w parafiach wiejskich i w miastach typu Bełchatów, Piotrków Trybunalski czy Tomaszów Mazowiecki. Tam sytuacja wygląda inaczej i zbliża się do średniej, typowej dla Polski. Natomiast w stolicy archidiecezji panuje tzw. „średnia łódzka”. Nie znałem tego pojęcia, jak tutaj przyszedłem. A jest to termin, z którym zetknąłem się na pierwszym spotkaniu księży dziekanów. Wyjaśniono mi, że jest to 10-12 procent uczestniczących w Mszy św. niedzielnej.
Trudno silić się na jakąś łatwą odpowiedź, jak do tego doszło. Stosunkowo niedawno rozmawiałem na ten temat z ks. prof. Jerzym Szymikiem, który mówił, że w połowie XIX wieku sytuacja Katowic i Łodzi była podobna, praktycznie były to wioski. I naraz zaczął powstawać w nich wielki przemysł. Do miast zaczynali przybywać ludzie ze wsi. Tworzyły się wielkie centra przemysłowe. Ale ich dalsza historia jest bardzo różna. Katowice i Śląsk pozostały wierne Kościołowi, tymczasem w Łodzi doszło do ogromnej religijnej erozji. Dlaczego tak się stało? Co sprawiło, że Łódź tak bardzo odbiega od Katowic? Odpowiedź ks. prof. Szymika była dla mnie bardzo przekonująca. Na Śląsku do pracy szli mężczyźni, natomiast kobiety pozostawały w domu. Każdego dnia czekały, czy mąż wróci z kopalni, czy też nie. Często nie wracał. Ona trzymała dom, rodzinę. Natomiast w Łodzi do pracy szły przede wszystkim kobiety. Trzyzmianowa praca, wyczerpująca biologicznie i genetycznie. O tym się nie mówi, ale w Łodzi jest największy procent ludzi chorych na raka. I najwyższa śmiertelność. Te kobiety pracowały w warunkach urągających higienie pracy. Do produkcji tkanin używano wody głębinowej. Ale ludność piła wodę gruntową, zanieczyszczoną przez ścieki, przecież nie było kanalizacji. Tak traktowano człowieka. Tkaniny miały być farbowane krystaliczną wodą, a ludność piła truciznę, która niszczyła organizm, uszkadzała kod genetyczny, osłabiając kolejne pokolenia. Ta degradacja biologiczna ludności jest odczuwana do dzisiaj.

– Miało to chyba również przełożenie na degradację ducha?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Po wojnie miało to być miasto sztandarowo socjalistyczne. W wielkiej aglomeracji łódzkiej nie było wielu parafii. Były nawet takie, które liczyły 70-80 tys. wiernych. Na większą skalę zaczęto tworzyć parafie i budować kościoły dopiero w latach 90. Jak w sytuacji tak wielkich parafii mogło normalnie funkcjonować duszpasterstwo? W Poznaniu, już w latach 80. ogromnym wysiłkiem ludzi, księży i osobiście abp. Jerzego Stroby tworzono parafie osiedlowe, obejmujące ok. 10 tys. mieszkańców. Tutaj było zupełnie inaczej.
Mówię o tym z przejęciem, bo jestem tu półtora roku i uczę się dopiero Łodzi. Nie wiem zresztą, czy do końca się jej nauczę. Jednak przychodząc z zewnątrz, być może bardziej ostro widzę te problemy niż księża, którzy w tym środowisku się urodzili, wychowali i pewne problemy przyjmują ze spokojem, mówiąc po prostu: „średnia łódzka”. Ja się z tą „średnią łódzką” zgodzić nie mogę. Jest ona pewną wypadkową, na którą się składa również znajomość historii własnego miasta, poczucie tożsamości łodzian. A z tym jest na ogół słabo, by nie powiedzieć: źle. Wiele osób żyje wyobrażeniem Łodzi wielokulturowej. Rzeczywiście, było coś takiego i należy to ocenić pozytywnie, bo wbrew krążącym stereotypom, jakoby Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, było tu daleko idące współdziałanie trzech wielkich skupisk narodowościowych i religijnych. Żydów, którzy mieli pieniądze i fabryki, Niemców, którzy stanowili przede wszystkim kadrę techniczną, oraz robotników – Polaków. W czasach zaborów była jeszcze reprezentowana narodowość rosyjska, ale nie była ona zbyt rozbudowana, gdyż Łódź należała do guberni w Piotrkowie, tam była siedziba carskiej administracji. Ludzie współżyli tutaj ze sobą, wspólnie też budowali kościoły. Katedra prawosławna była budowana przez komitet składający się nie tylko z prawosławnych, ale także z ewangelików, żydów i katolików. Katedra katolicka, przed I wojną światową jeszcze kościół parafialny, powstała również dzięki współpracy ludzi różnych wyznań.
I naraz to wszystko się skończyło w 1945 r. Niemcy uciekli albo zginęli. Wcześniej, w 1944 r., zlikwidowali łódzkie getto, wywożąc Żydów do obozów zagłady w Auschwitz-Birkenau i Chełmnie. Sama Łódź nie została zniszczona, gdy chodzi o substancję mieszkaniową. Miasto stało się mekką dla wielu Polaków z całego kraju, także z Kresów Wschodnich, którzy szukali dla siebie domu. Tu również znalazły miejsce siedziby ministerstw, przecież Warszawa po Powstaniu była zniszczona. Tu było Ministerstwo Spraw Wewnętrznych – twierdza Moczara. Nie każdy mógł tu mieszkać, nie każdy mógł robić karierę. Jest to historia, której się nie cofnie. W dalszym ciągu mieszkańcy nie do końca utożsamiają się z tym miastem, bo większość łodzian to ludność napływowa.
Łódź to rzeczywiście wielkie centrum akademickie. Ale ja to porównuję z Poznaniem. Poznań też jest wielkim centrum akademickim Polski, do którego przybywa młodzież nie tylko z Wielkopolski, ale także z Pomorza czy województwa zielonogórskiego. Większość tej młodzieży po zakończeniu studiów pragnie w Poznaniu pozostać. A z Łodzi ludzie po studiach uciekają. I to jest tragedia tego miasta. Jakby brakowało nadziei, że warto w tym mieście żyć. Miasto wyludnia się, starzeje. W 2030 r. Łódź będzie mniejsza o 130 tys. osób. To są ogromne wyzwania dla duszpasterzy, ale przede wszystkim dla władz miasta.

– A dochodzą do tego jeszcze największe w Polsce, jak mówią badania socjologiczne, strefy biedy...

– To jest w większości bieda dziedziczona. W jakich warunkach się rodzą, w takich żyją ludzie. Dlatego odpowiedzią na tę biedę materialną, a być może jeszcze bardziej biedę moralną winny stać się zespoły Caritas w każdej parafii. Trzeba pilnie tworzyć w parafiach świetlice środowiskowe, w których dzieci mogłyby, w innych niż znają z domu warunkach, spędzić kilka godzin, zjeść coś, odrobić lekcje. Nie lubię tego pojęcia „ludzie społecznego marginesu”, bo dla Chrystusa nikt nie jest człowiekiem marginesu, ale w Łodzi są prawdziwe slumsy, widziałem je, byłem tam. Przerażające! Byłem w sierpniu ubiegłego roku na koloniach prowadzonych przez Caritas, także dla dzieci z biednych dzielnic Łodzi. Opiekunowie opowiadali mi, że największy problem, jaki mieli z dziećmi, polegał na tym, aby przestały się bać jeść coś innego niż chleb posypany cukrem lub posmarowany margaryną. Płakać się chce. A z drugiej strony widzimy ministrów, którzy nadają sobie ogromne premie, bo przecież „tak ciężko pracują”. I to jest solidarność? Przecież to obecne państwo polskie wyrosło z buntu narodowego, jakim była autentyczna solidarność ludzka. Nieraz odnoszę wrażenie, że to, co się obecnie dzieje, jest zdradą ideałów sierpnia 1980 r.

– Łódź położona w centralnej Polsce ogniskuje w sobie wszystkie bolączki naszego kraju...

– To prawda. I nie rozwiąże ich sama tylko pomoc materialna. Czasem najłatwiej dać jakiś datek, by biedni mieli co jeść i w co się ubrać. Tymczasem potrzebna jest pomoc, która dotyczy całego człowieka, jego ducha. I to jest to, o czym mówił Ojciec Święty, gdy żegnał się z Polską w 2002 r. – potrzebna jest wyobraźnia miłosierdzia. Pomoc polegająca na pokazywaniu innych perspektyw życia, na wydzieraniu dzieci i młodzieży z nałogów pijaństwa czy narkotyków. Chciałbym, by księża łączyli programy przygotowań do bierzmowania z akcją Czystych Serc, promocją życia bez narkotyków. Nawet jeżeli nie zawsze uda się młodych utrzymać na tej drodze, to ją przynajmniej poznają. Trzeba im pokazać zupełnie inną wizję życia ludzkiego.
Splata się tu wiele problemów. Jakby nie dość nieszczęść z przeszłości, to jeszcze dochodzi deprawacja młodego pokolenia poprzez szkoły i przedszkola. Nastąpiło uderzenie w rodzinę i wychowanie. Dlatego nie można milczeć, nie wolno mówić, że nie ma problemu. Trzeba budzić ludzi i uświadamiać. Myślę, że wiele się w tym zakresie dzieje, bo jeżeli w Łodzi jest zaledwie 10-12 procent dominicantes, to rzeczywiście jest to zdecydowana mniejszość. Ale ta mniejszość jest jednoznaczna, zahartowana w boju. Ze strony tych, których spotykam podczas swej pasterskiej posługi, czuję sympatię, otwartość, życzliwość. Niekiedy odnoszę wrażenie, że nie odczuwałem tego tak mocno w Poznaniu, jak tu, w Łodzi.

2014-03-26 12:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rodzice wciąż mają wpływ

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 11/2015, str. 6

[ TEMATY ]

rozmowa

Aleksandra Bielecka

Agnieszka Domowicz – pedagog, doradca rodzinny, od wielu lat realizuje projekty dotyczące profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych, współpracuje z Fundacją Światło-Życie

Agnieszka Domowicz – pedagog, doradca rodzinny, od wielu lat realizuje
projekty dotyczące profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych,
współpracuje z Fundacją Światło-Życie
KATARZYNA JASKÓLSKA: – Diecezjalny oddział Fundacji Światło-Życie włączył się w akcję „STOP seksualizacji naszych dzieci”. O co w tym chodzi?
CZYTAJ DALEJ

Wizerunek świętego Jana Pawła II sprofanowany podczas festiwalu Pol’and’Rock

2026-08-02 14:12

[ TEMATY ]

profanacja

św. Jan Paweł II

Pol’and’Rock

Zrzut ekranu

Na lotnisku Czaplinek-Broczyno (powiat drawski) odbył się 32. Pol’and’Rock Festival. Impreza zakończyła się w nocy z soboty na niedzielę. Wydarzenie organizowane jest przez Jerzego Owsiaka i Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Odbywa się od 1995 r. Przez 23 lata impreza funkcjonowała pod nazwą Przystanek Woodstock. Kilkanaście edycji festiwalu odbyło się w Kostrzynie nad Odrą (woj. lubuskie), od 2021 r. imprezę przeniesiono na Pomorze Zachodnie. Podczas tegorocznych obchodów został sprofanowany wizerunek św. Jana Pawła II.

Film trwający około 20 sekund pokazuje moment, w którym chorągiew z wizerunkiem świętego Jana Pawła II jest niesiona lub machana w tłumie. Obraz papieża jest wyraźnie rozpoznawalny – to klasyczny portret w białej sutannie i pielgrzymim stroju. Tło stanowi typowa nocna sceneria Pol’and’Rock: światła sceniczne, namioty, gęsty tłum uczestników w swobodnych strojach.
CZYTAJ DALEJ

Filip Gurłacz: Każdy niesie swój krzyż; nie da się go porzucić – trzeba zaakceptować, że jest częścią naszego życia

2026-08-02 20:58

[ TEMATY ]

film

świadectwo

Mat.prasowy

Kadr z filmu - (L)Filip Gurłacz i (P)Andrzej Mastalerz

Kadr z filmu - (L)Filip Gurłacz i (P)Andrzej Mastalerz

Janek (Filip Gurłacz) to chłopak, któremu życie nie dało szansy na beztroską młodość. Porzucony przez ojca alkoholika (Andrzej Mastalerz) każdego dnia walczy o przetrwanie i opiekuje się ciężko chorą matką (Maria Gładkowska). Aby zdobyć pieniądze na leczenie i utrzymanie domu, podejmuje coraz bardziej ryzykowne decyzje, wpadając w spiralę problemów, z której coraz trudniej się wydostać. Gdy nad jego życiem zbierają się najciemniejsze chmury, a utrata wszystkiego wydaje się nieunikniona, niespodziewanie powraca ojciec. Człowiek, który zawiódł najmocniej! O czym mowa?

Mowa o filmie Odzyskany. To poruszająca, pełna emocji opowieść o rodzinie, przebaczeniu i nadziei, która potrafi się odrodzić nawet w najbardziej beznadziejnych okolicznościach. To historia o utraconym dzieciństwie, tęsknocie za bliskością i walce o drugą szansę, zanim będzie za późno.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję