Reklama

Felietony

Andrzej Brenner wraca

Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 24

[ TEMATY ]

felieton

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na jesieni ukaże się trzecia część mojego powieściowego cyklu o Andrzeju Brennerze. Po „Smaku wojny” i „Wieży komunistów” teraz pora na czas, który nas już bezpośrednio – po Smoleńsku – dotyka. Trzecia część będzie nosiła brutalny tytuł „Szlag trafił”. O czym będzie? O nas, o naszej Polsce, o naszym czasie. Czy sobie z tym czasem radzimy, czy stać nas na więcej niż ludzi z PRL-u?

Oto początkowy fragment nowej powieści:

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Stary człowiek bezszelestnie wstał z fotela. Prężnym, żołnierskim krokiem podszedł do okna. Usłyszał dziś to, o czym intuicyjnie wiedział od dawna. Jest chory, prawdziwie i śmiertelnie. Jego osobisty lekarz generał lejtnant Anatolij Perewedencew oświadczył mu wprost: „Może rok, może 18 miesięcy”. To, co może być dalej, nie miało żadnego znaczenia. Taki jest ludzki los. Nie jesteśmy nieśmiertelni. Stojąc przy oknie, przymknął powieki i myślami odpłynął w przeszłość. Pierwszy zapamiętany przez niego obraz w dzieciństwie to wypełniona setkami zegarów pracownia ukochanego dziadka Franza, niemieckiego zegarmistrza, po którym odziedziczył dokładność w działaniu i zegarmistrzowską precyzję w dążeniu do celów. Rodziców właściwie nie pamiętał – odeszli, jak był jeszcze dzieckiem. Jego nową rodziną stała się organizacja, do której przystąpił, jak wielu jego rówieśników. Dzieci swoich czasów.

Reklama

„Już nigdy nie będę głodnym” – to było jego wielkie marzenie i drugie mniejsze kompletnie nierealne w jego sytuacji: wypłynąć na morza i oceany. Zobaczyć Nowy Orlean, odbyć podróż śladami swojego idola Tomka Sawyera po jego rzece Missisipi i dalej na północ ku Wielkim Jeziorom Kanadyjskim. Cele osiągał stopniowo. Został marynarzem i pływał po rzece. Była to jednak inna rzeka. Rzeka bezkresna, zimna i imperialna. Tak o niej myślał zawsze. Z Sawyera zostało mu coś jeszcze. Najpierw jako samouk, a potem już jako członek złowrogiej organizacji, opanował język ojczysty Tomka Sawyera w stopniu perfekcyjnym. Używając eksperymentalnych technik głębokiej hipnozy, całkowicie zgubił specyficzny rosyjski akcent, czym wywoływał zdumienie nawet wśród profesjonalnych kremlowskich native speakerów.

Marzenia o podróżach z czasem też zaczęły się spełniać, ale jak to z marzeniami bywa, ich realizacja niosła w sobie coś także twardego, o czym nigdy w dzieciństwie nie myślał. Najpierw była to bezkresna i śnieżna Karelia w czasach „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, a potem – piękne secesyjne miasto nad inną wielką europejską rzeką. Nienawidził tego miasta, tak bardzo jak to miasto nienawidziło jego. Utopił je w morzu krwi i opuścił w przekonaniu, że nigdy więcej w przyszłości nie dopuści do sytuacji, by jego sojusznicy i ideowi przyjaciele – codzienni goście jego ambasadorskiej rezydencji – byli wieszani na miejskich latarniach przez zrewoltowaną hołotę. Nienawidził ich także i obwiniał za wieloletnią chorobę ukochanej żony Tatiany, która jako naoczny świadek budapesztańskiej kontrrewolucji popadła w głęboką i nieuleczalną psychozę...

Co do dalszej przyszłości i losów imperium nie miał złudzeń. Od kiedy jego superagentka Marion Chapman wykradła – zakochanemu w niej bez pamięci – profesorowi Harvardu Wasiliewowi Leontiewowi algorytmy jego słynnych tablic, za które ten amerykański Rosjanin dostał ekonomicznego Nobla, miał najlepsze w jemu współczesnym świecie narzędzia głębokiej analizy zjawisk ekonomicznych i wiwisekcji światowych finansów.

Reklama

System imperium, zbudowany kosztem milionów bezimiennych ofiar „gułagów”, będzie umierał w konwulsjach. On, w odróżnieniu od swoich geriatrycznych towarzyszy, wiedział to na pewno. Za dziesięć, piętnaście lat nastąpi pełna dekompozycja systemu. Dotychczasowi sojusznicy, i to nie tylko ci skorumpowani eurokomuniści, ale i ci serwilistyczni potakiewicze z Ost bloku, odejdą, wbijając nam nóż w plecy bez słowa wdzięczności. Na to nie możemy pozwolić. Na zmiany będziemy przygotowani. Będziemy zawsze o pięć kroków przed nimi. Stworzymy – jeszcze za mojego życia – równoległe głębokie państwo we wszystkich krajach bloku, w Polsce, Czechosłowacji, wschodnich Niemczech, wszędzie. W Polsce przede wszystkim. Polacy ze swoją obsesją wielkości i prometeizmu są najgroźniejsi.

Wiele lat temu, jeszcze jako szef KGB, analizował tzw. „sprawę katyńską”. Autorów decyzji „o ostatecznym rozwiązaniu sprawy polskich oficerów” uznał za „duraków”, ale z całkowicie innych powodów niż mogłaby sobie wyobrazić strona polska. Ta grupa – nieliczna i niegroźna z punktu widzenia optyki imperialnej – była w istocie kwintesencją polskiej tradycji. Byli to potomkowie polskiej szlachty i tradycyjnego mieszczaństwa, a więc ludzie w nowej Polsce do pozyskania i przekupienia za cenę utrzymania części przywilejów i koncesjonowanego udziału w nowej władzy. Trzysta lat wspólnej historii dostarczało na to wymownych dowodów. Szczególnie w sytuacji ewidentnej zdrady interesów Polski przez angloamerykańskich sojuszników już w 1943 r. w Teheranie i potraktowania polskich weteranów przez rząd Jej Królewskiej Mości w Londynie w trakcie defilady zwycięstwa w 1946 r.

Reklama

Polska jest kluczowa dla tego projektu. Generał Fedorczuk ma wydać rezydenturom KGB w Budapeszcie, Pradze i Berlinie pilny rozkaz rozpoczęcia przez bratnie służby Węgier, Czechosłowacji i Niemiec werbunku tajnej agentury w Polsce. Niech współpracowników szukają wśród opozycjonistów i antykomunistów. Niech posługują się obcą flagą, niech tych ludzi finansują i umożliwiają im, przez naszych agentów, wyjazdy stypendialne w Europie i Stanach Zjednoczonych. Wprowadźmy agenturę do emigracyjnych mediów i wydawnictw.

Za dwa lata – jak mnie już nie będzie – moje imperium będzie mieć władzę nieograniczoną i tajną. Władzę głębokiego państwa. Władzę opartą o finanse i masowe media. To moja droga do nieśmiertelności.

Generał Jurij Władimirowicz Andropow – sekretarz generalny KPZR – „Mój Testament”.

Tego tekstu nie napisał Andropow, ale mógł właśnie tak go napisać. Nowa powieść przyniesie kilka odpowiedzi na pytania, które pewnie teraz kiełkują Wam w głowach.

2018-08-21 12:26

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

a.y.l.a.n

Niedziela szczecińsko-kamieńska 19/2022, str. VIII

[ TEMATY ]

felieton

Wielkie wyzwanie – nauczyć się dobrze żyć z ludźmi z wojenną traumą.

W ramach tegorocznego szczecińskiego Festiwalu Małych Form Teatralnych „Kontrapunkt” obejrzałem spektakl teatru „Teatri i Qytetit – Gjilan” w Kosowie zatytułowany tajemniczo „a.y.l.a.n”. Ten tajemniczy skrót wyjaśnił się pod koniec spektaklu, w moim felietonie wyjaśnienie zatem też będzie na końcu. „Kontrapunkt” w tym roku ma trochę pecha – cały program był już gotowy, gdy rosyjska agresja na Ukrainę spowodowała, że cała wcześniej przygotowana koncepcja dotyczyła spraw, które teraz nie są dla nas pierwszoplanowe. W każdym razie – przyznaję – tak jest ze mną. Tytułowy dla obecnego felietonu spektakl jest w tej mierze pewnym wyjątkiem – choć nie do końca. Jest aktualny, bo dotyczy stosunku europejskich społeczeństw do uciekinierów z krajów ogarniętych wojną, nie jest – bo z dużą dozą sarkazmu opisuje sprawy, które w minimalnym stopniu są teraz naszym doświadczeniem. I to, pomimo że liczba ludności naszych miast wzrosła o kilkanaście procent, wzrosła właśnie w wyniku przyjęcia przez nas uciekinierów z ogarniętej wojną Ukrainy.
CZYTAJ DALEJ

17 września Sowieci zabrali nazaretankom szkoły i klasztory. Zgromadzenie przetrwało w ukryciu

2026-09-17 07:50

[ TEMATY ]

nazaretanki

Fot. arch Sióstr Nazaretanek

W 87. rocznicę agresji Związku Sowieckiego na Polskę warto przypomnieć losy nazaretanek z ziem zajętych przez Armię Czerwoną. Po 17 września 1939 roku siostry traciły szkoły, internaty i domy zakonne. Dwadzieścia dziewięć sióstr i kandydatek deportowano z Wilna w głąb ZSRR. Te, które pozostały, pracowały w świeckich ubraniach, chroniły kościoły i potajemnie przyjmowały nowe kandydatki. Sowieckie państwo przez kilkadziesiąt lat próbowało usunąć zgromadzenie ze Wschodu. Bezskutecznie.

Obecność nazaretanek w miastach, które po 1918 roku znalazły się we wschodnich województwach Rzeczypospolitej, rozpoczęła się jeszcze pod zaborami. Dom we Lwowie powstał w 1892 roku. Kolejne placówki otwierano w Wilnie, Grodnie, Stryju, Nowogródku i Równem. Siostry prowadziły szkoły, internaty, katechezę oraz działalność charytatywną.
CZYTAJ DALEJ

Śląskie/ 23 września wyrok sądu apelacyjnego w sprawie zabójstwa proboszcza z Kłobucka

2026-09-17 19:47

[ TEMATY ]

sąd

wyrok

zabójstwo

Kłobuck

śp. ks. Grzegorz Dymek

Karol Porwich/Niedziela

Ks. Grzegorz Dymek

Ks. Grzegorz Dymek

23 września Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosi wyrok w procesie Tomasza J., skazanego w I instancji na 20 lat więzienia za zabójstwo ks. Grzegorza Dymka, proboszcza parafii NMP Fatimskiej w Kłobucku. W czwartek przed SA odbyła się rozprawa odwoławcza.

Ks. Dymek zginął w lutym 2025 r. podczas napadu na plebanię. Miał 58 lat.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję