Reklama

Niedziela Podlaska

W Mieście Aniołów

Blisko 900 stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” zgromadziło się na obozie formacyjno-integracyjnym w Toruniu. Wśród stypendystów z całej Polski znalazło się blisko 30 uczniów z naszej diecezji. Tegoroczny obóz odbywał się pod hasłem „Toruń – Miasto Aniołów”

Niedziela podlaska 33/2019, str. 6

[ TEMATY ]

Dzieło Nowego Tysiąclecia

archiwum FDNT

Stypendyści na obozie formacyjno-rekreacyjnym w Toruniu

Stypendyści Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, którzy są nazywani żywym pomnikiem św. Jana Pawła II, raz w roku w okresie wakacyjnym gromadzą się w dużych miastach akademickich na obozach integracyjno-formacyjnych. Uczestnicy mają okazję poznać stypendystów z całej Polski, zwiedzić ciekawe miejsca czy zapoznać się z ofertą uczelni wyższych. Ważnym elementem obozów jest formacja duchowa, na którą składa się m.in.: dzień skupienia, codzienna Eucharystia czy wspólna modlitwa.

W tym roku stypendyści zgromadzili się w Toruniu. Obóz rozpoczął się 19 lipca Mszą św. pod przewodnictwem bp. Wiesława Śmigla w toruńskiej katedrze. Następnie uczniowie mieli okazję zwiedzić Toruń, którego starówka jest wpisana na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Stypendyści 21 lipca uczestniczyli we Mszach św. we wszystkich parafiach toruńskich, gdzie wygłosili swoje świadectwo o tym, co zawdzięczają Fundacji. W poniedziałek 22 lipca odbył się dzień skupienia, który stypendyści spędzili na wyciszeniu i modlitwie. Następne dni były wypełnione atrakcjami i zajęciami zapewnionymi przez uczelnie wyższe i władze miejskie. Uczestnicy obozu wzięli udział w wykładach i zajęciach zorganizowanych przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika oraz w warsztatach medialnych przygotowanych przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. Stypendyści udali się do Barbarki i Górska – wsi, obok której w lesie znajduje się pomnik-krzyż upamiętniający miejsce uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki. Stypendyści odwiedzili również Młyn Wiedzy oraz planetarium. Mieli również okazję wziąć udział w wydarzeniach kulturalnych w Toruniu, m.in.: w festiwalu Song of Songs czy koncercie zespołu Tylko Ty składającego się ze stypendystów i absolwentów Fundacji. Nieodłącznym elementem każdego obozu jest dzień sportu, w którym stypendyści zmagają się w licznych konkurencjach sportowych, m.in. w piłce nożnej, siatkówce, biegach czy Crazy Games.

Reklama

Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” wspiera ok. 2 tys. uczniów i studentów z całej Polski. Została powołana w 2000 r. przez Konferencję Episkopatu Polski jako wyraz wdzięczności dla Jana Pawła II. Program stypendialny obejmuje zdolnych uczniów i studentów pochodzących z niezamożnych rodzin z małych miast i wsi. Fundacja każdego roku, w niedzielę poprzedzającą wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową organizuje Dzień Papieski, który jest okazją do przypomnienia nauczania św. Jana Pawła II. Integralną częścią programu stypendialnego są obozy integracyjno-formacyjne w 3 grupach wiekowych: dla uczniów szkół podstawowych i średnich, dla maturzystów oraz dla studentów. Są one okazją do poznania innych stypendystów z Polski oraz zaczerpnięcia informacji o miastach, w których stypendyści będą studiować i mieszkać.

2019-08-13 12:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gniezno: rozpoczął się e-obóz Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

2020-07-10 11:59

[ TEMATY ]

Dzieło Nowego Tysiąclecia

Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia

Karol Wiecheć

W Gnieźnie rozpoczął się w piątek e-obóz dla studentów stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wirtualnie z uczestnikami spotkał się m.in. Prymas Polski abp Wojciech Polak, s. Tomira Brzezińska MSF, o. Wojciech Surówka OP oraz małżeństwo Gomułków.

Dwudniowe spotkanie transmitowane jest na kanale YouTube archidiecezji gnieźnieńskiej. Rozpoczęło się rozmową w Studio Dzieło TV, gdzie z internautami spotkali się: abp Wojciech Polak, ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu FDNT, prezydent Gniezna Tomasz Budasz oraz ks. Radosław Kaźmierski, koordynator FDNT w archidiecezji gnieźnieńskiej.

„Kiedy na początku kwietnia okazało się, że obozy w tym dużym wymiarze nie mogą się odbyć, a przypomnę, mieliśmy się tu spotkać w liczbie około 700 studentów, zaczęliśmy myśleć o zastąpieniu obozu w przestrzeni realnej e-obozem. Podpowiedzieli to sami stypendyści” – wyjaśnił ks. Dariusz Kowalczyk zapowiadając, że podobny obóz dla uczniów szkół średnich odbędzie się za dwa tygodnie w Krakowie.

Przewodniczący zarządu FDNT mówił też o obchodzonej w tym roku 20. rocznicy istnienia Fundacji, która – jak przypomniał – powstała po papieskiej pielgrzymce do Polski w 1999 roku, i której głównym zadaniem jest wspieranie młodych ludzi z mniejszych miejscowości zarówno finansowo, jak i duchowo.

„Fundacja to szereg działań na różnych polach: to stypendia, obozy, koncerty, Dzień Papieski, nagrody Totus Tuus, a nade wszystko formacja, formacja i jeszcze raz formacja” – podkreślił kapłan streszczając krótko rozwój i działalność organizacji na przestrzeni dwóch minionych dekad.

Prymas Polski abp Wojciech Polak wspominał z kolei Jana Pawła II, który jest patronem FDNT, i którego 100. rocznicę urodzin w tym roku obchodziliśmy. Cytując fragment „Tryptyku rzymskiego” wyraził nadzieję, że te dwa dni będą dla stypendystów okazją, by zaczerpnąć ze źródła i poczuć „ożywczą świeżość”.

Prymas wspominał też dwukrotny pobyt Jana Pawła II w Gnieźnie w 1979 roku i w 1997 roku. Przypomniał zarówno pamiętne słowa, jak i mniej znane fakty z obu pielgrzymek. W programie tej pierwszej – jak mówił – Gniezna nie było. Papież sam zdecydował, by je dopisać.

„Jan Paweł II powiedział wówczas, że przez Polskę wiedzie szczególny duchowy szlak, który ma początek w Gnieźnie, przechodzi przez Jasną Górę i kończy się w Krakowie, czyli biegnie od św. Wojciecha, od źródeł chrzcielnych Polski, przez Maryję do św. Stanisława w Krakowie, o którym często się mówi, że pobyt w nim św. Jana Pawła II był swoistym bierzmowaniem narodu” – przypomniał Prymas.

Prezydent Gniezna Tomasz Budasz mówił z kolei o mieście, jego historii i życiu codziennym. Jak podkreślił, to miasto, gdzie sacrum przenika się z profanum, a wielowiekową historię czuć na każdym kroku. Zaprosił też stypendystów na obóz w roku przyszłym.

Gościem studia był także ks. Radosław Kaźmierski, koordynator FDNT w archidiecezji gnieźnieńskiej, który opowiedział o archidiecezjalnej wspólnocie stypendystów, która liczy obecnie 82 młodych ludzi. Czym jest dla nich Fundacja powiedzieli sami na nagranym wcześniej filmie, który wyemitowano w czasie trwania studia. Internauci mieli również okazję posłuchać „Barki” w ich wykonaniu, nagranej z okazji 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II.

O 12.00 w katedrze gnieźnieńskiej rozpocznie się Msza św. pod przewodnictwem Prymasa Polski, która również będzie transmitowana on-line. O 15.00 gośćmi obozu będą Monika i Marcin Gomułkowie, a o 20.00 zaplanowano transmisję adoracji z gnieźnieńskiego klasztoru sióstr karmelitanek bosych.

W sobotę o 9.00 ponownie rozmowa w Studiu Dzieło TV, o 14.00 Msza św., a o 17.00 panel dyskusyjny z udziałem abp. Wojciecha Polaka, o. Wojciecha Surówki OP oraz s. Tomiry Brzezińskiej MSF. Temat – młodzi, wyzwania, powołanie, zaangażowanie, miejsce w Kościele.

Stypendyści spotkają się też w grupach dzielenia na platformie ZOOM.

„Nie pozwala zamknąć się w tym świecie i wyczerpać swe siły wokół spraw tego świata. Nie pozwala też uciekać w jakieś dalekie zaświaty. Każe nam trzeźwo stąpać po ziemi i przypomina – jak pisał młodym św. Jan Paweł II – że Chrystus jest nie tylko nauczycielem dobrym, który wskazuje drogi życia na ziemi, ale jest świadkiem ostatecznych przeznaczeń, jakie człowiek ma w Bogu” – przypomniał Prymas.

Metropolita gnieźnieński przekonywał też za Parati semper, że nie chodzi o to, by „wyrzec się świata i uciec w jakąś niszę własnego szczęścia”, ale przeciwnie, umiłować świat zachowując do niego zdrowy dystans. Być w tym świecie ziarnem nadziei, bo tylko logika ziarna, które obumiera, logika pokornej miłości, jest drogą Boga, i tylko taka logika wydaje owoc.

„Tylko ta logika rodzi życie – przekonywał Prymas, powtarzając przestrogę papieża Franciszka: jesteś żarłoczny, lubisz mieć wiele rzeczy, ale wszystko utracisz, nawet twoje życie, czyli: kto kocha to, co własne i żyje dla swoich interesów, chełpi się tylko sobą, traci. Kto natomiast przyjmuje, jest dyspozycyjny i służy innym, żyje na sposób Boga: wówczas jest wygrywającym, zbawia siebie samego i innych”.

Transmisje wszystkich spotkań na kanale YouTube archidiecezji gnieźnieńskiej oraz na stronach www.prymaspolski.pl i www.archidiecezja.pl

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

Początki łacińskiej liturgii w diecezji. Powstaje Kronika

2020-07-10 21:06

[ TEMATY ]

kronika

łacińska liturgia

MJscreen, M. Procyk

Fragment kroniki w wersji elektronicznej.

Niedawno pisaliśmy na łamach „Niedzieli” o jubileuszu 10-lecia celebracji Mszy Świętych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego i duszpasterstwa wiernych związanych z tradycyjną liturgią w diecezji bielsko-żywieckiej, które zostały zwieńczone Mszą św. 20 czerwca w kościele św. Barbary w Mikuszowicach Krakowskich. A jak wyglądały początki? Zostały one przedstawione w wersji elektronicznej „Kroniki Duszpasterstwa’’, która wkrótce zostanie przeniesiona do wersji książkowej.

W Kronice zanotowano między innymi, że w kwietniu 2010 r. biskup Tadeusz Rakoczy – ówczesny ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej wyraził zgodę na celebrację Mszy św. według Mszału papieża bł. Jana XXIII. Długo wyczekiwane wydarzenie w diecezji – pierwsza Msza św. w nadzwyczajnej formie obrządku rzymskiego odbyła się w niedzielę 20 czerwca w kaplicy domu katechetycznego przy parafii św. Maksymiliana w Bielsku-Białej Aleksandrowicach o godz. 15.15.

W ten sposób opisano tę pierwszą Mszę św: „Uroczystość została poprzedzona serią wykładów naszego księdza celebransa i zarazem opiekuna ks. dr. Grzegorza Klai, które poruszały kilka istotnych kwestii pomocnych w odpowiednim przygotowaniu się do przeżywania tej formy rzymskiej Liturgii. Po spotkaniach osoby, które wyraziły taką chęć, miały okazję nauczyć się ministrantury. Msza św. została odprawiona w kaplicy kościoła pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Bielsku-Białej o godzinie 15.15. We Mszy św. uczestniczyło ok. 60 wiernych, co dobrze rokowało na przyszłość duszpasterstwa. W czasie kazania nasz duszpasterz przyrównał Liturgię do sieci, w którą Kościół na polecenie Chrystusa łowi tysiące dusz. Wezwał nas także, aby wierni pozwolili porwać się Bogu. Po Mszy odbyło się spotkanie na którym można było wymienić myśli, a także lepiej się poznać”.

W Kronice zanotowano również, że przygotowanie wiernych do żywego uczestnictwa we Mszach św. odbywało się przez setki godzin wykładów. Zaprezentowano miejsca celebracji Mszy św. w NFRR w kolejnych latach. Pisano również o pielgrzymkach i wyjazdach duszpasterstwach oraz o innych zagadnieniach związanych z Mszą św. w NFRR.

Materiały i zdjęcia zebrane przez jedną z uczestniczek duszpasterstwa, Marię Procyk, będą wykorzystane do Wielkiej Księgi – Kroniki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję