Reklama

Kościół

Peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Ma tki Bożej Częstochowskiej po parafiach w Polsce

Pewnie o tym nie wiedział, ale swoim duszpasterskim projektem wyruszenia jasnogórskiej Hodegetrii w pielgrzymkę po ziemi ojczystej przywrócił najstarszą tradycję związaną z pierwszą ikoną Matki Bożej Wskazującej Drogę – z przesławną Hodegetrią czczoną w stolicy Bizancjum, w Konstantynopolu.
I zgodnie z tą tradycją wszedł na drogę znaczoną cudami.

Niedziela Ogólnopolska 14/2020, str. 18-20

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja

proces beatyfikacyjny

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Samochód-kaplica, którym podróżowała Matka Boża w Obrazie Nawiedzenia. Człuchów, 29 października 1961 r.

Zobacz także: PRZYGOTOWANIE DO BEATYFIKACJI - MARYJNE DROGI KARD. WYSZYŃSKIEGO

W swej intuicji Prymas Tysiąclecia sięgnął do maryjnej tradycji, która pojawiła się po cudownym ocaleniu Konstantynopola w 626 r. Oblężenie stolicy Bizancjum i uratowanie go przez Matkę Najświętszą uważano powszechnie za kluczowe wydarzenie w dziejach imperium, więcej – widziano w nim objawienie reguły, która jest powtarzalna w innych czasach i miejscach. Dlatego w każdy wtorek święta ikona Matki Bożej Przewodniczki ruszała w wielkiej procesji przez miasto, a na koniec odbierała cześć na placu targowym przed klasztorem Hodegon. Skąd akurat ten dzień? Podczas oblężenia w 626 r. właśnie w trzecim dniu tygodnia wyniesiono na mury miasta wizerunek Maryi z Dzieciątkiem, a potęga zamieszkująca świętą Ikonę zmieniła historię...

„Świeckie” zamienia się w „święte”

Zwyczaj nawiedzania ulic miasta przez Łukaszową ikonę trwał w Bizancjum przez wieki. Każdego tygodnia najbardziej świeckie miejsce zamieniało się w teren najświętszy – teraz wypełniały je śpiewy, suplikacje, akty pokuty i... cuda.

Prymas intuicyjnie powrócił do zapomnianej tradycji. Przetworzył ją, dając jej nowy wymiar i nowe zadanie. Tak jak od 626 r. pierwsza ikona Przewodniczki uobecniała dla mieszkańców Konstantynopola „Hetmankę, która posiada moc niezwyciężoną”, tak jej jasnogórska kopia stała się dla prymasa „Ikoną zwycięstwa”. Przemieniała świecką codzienność Polaków i świeckie miejsca, w których żyli, w wielkie sacrum, w którym wszystko stawało się święte...

Reklama

Po wiekach odpoczynku wędrująca w średniowieczu Hodegetria znowu wyrusza w drogę. Teraz większą, jakby chcąc zagarnąć dla Boga świeckość nie tylko jednego miasta, ale całego kraju i stworzyć coś więcej niż civitas Dei – miasto Boże. Ma się pojawić wśród nas patria Dei – ojczyzna Boga!

„Nie opuszczaj”

26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze trwają uroczystości, podczas których zostają wypowiedziane Śluby Narodu. Tego dnia ojcowie paulini wynoszą Cudowny Obraz na jasnogórski szczyt, by Ikona spoglądała na wołających: „Królowo Polski, przyrzekamy!”. Kiedy biskupi udzielają polską Hodegetrią błogosławieństwa milionowej rzeszy, ludzie padają na kolana, płaczą, wołają: „Matko, przyjdź do nas!”, „Matko, bądź z nami!”.

Kardynał Wyszyński dowiaduje się o prośbach rozmodlonego tłumu i postanawia je spełnić. Skoro plan Wielkiej Nowenny zakłada, że każdy Polak stanie na Jasnej Górze przed swoją Królową, a prymas wie, iż nie będzie to w praktyce możliwe – należy odwrócić role. Ikona opuści mury klasztorne i nawiedzi ludzi tam, gdzie podejmują oni swe codzienne obowiązki stanu. Uświęci to, co świeckie!

Reklama

Nie może tego uczynić licząca 600 lat Ikona – nie zniosłaby tej wędrówki. Potrzebny jest drugi obraz – ten sam wizerunek naniesiony raz jeszcze takimi samymi temperowymi farbami na takie same lipowe deski.

Cudowny Obraz po raz drugi

Czy znajdzie się ktoś, kto zdołałby namalować ten nowy obraz – napisać go modlitwą, postem i wreszcie pędzlem, tak jak powstawały starodawne święte wizerunki? Na Jasnej Górze pojawia się Leonard Torwirt – dziekan Wydziału Sztuk Plastycznych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ten konserwator i artysta malarz, gdy był przed laty na Jasnej Górze, powiedział: „Jestem z pochodzenia Szwedem, to znaczy moje nazwisko jest szwedzkie. Tak myślę, że kiedyś będę musiał jakoś Matce Bożej na Jasnej Górze wynagrodzić za napaść Szwedów w 1655 r.”. Teraz zgadza się wykonać wierną kopię polskiej Hodegetrii. Maluje od razu dwa obrazy. Pracuje nie tylko w dzień, ale także nocami, ponieważ paulini przynoszą mu Cudowny Obraz z kaplicy, aby powstające kopie były jak najwierniejsze. W Kaplicy Cudownego Obrazu trwa nieustanna modlitwa w dzień i w nocy, codziennie odprawiana jest w tej intencji Msza św.

Kiedy 2 maja 1957 r. Torwirt oddaje owoc swej pracy, wyznaje: „Niczego większego w życiu nie dokonam”. Prymas potwierdza: nowe wizerunki są niemal identyczne jak średniowieczna Ikona Jasnogórska.

Dwie ikony na audiencji

Już 5 dni po zakończeniu malowania jasnogórskich kopii kard. Wyszyński wyrusza do Rzymu i zabiera ze sobą „nową” Matkę Bożą Częstochowską oraz wizerunek głowy Matki Bożej. Jedna zostanie ofiarowana papieżowi Piusowi XII, druga – pobłogosławiona przez niego – wróci do Polski, by rozpocząć niekończącą się wędrówkę. 14 maja 1957 r. „wędrujący Obraz” zostaje pobłogosławiony przez Ojca Świętego. Ikona otrzymuje misję.

Czy to przypadek, czy nie – jest to... właśnie wtorek.

Ładowanie łaską

Kardynałowi Wyszyńskiemu przyświeca pewna idea: Obraz ma zbierać siły do czekającej go niekończącej się pracy. Dlatego prymas zostawia go w katedrze warszawskiej, by odbierał hołdy wiernych. Dwa miesiące karmi się modlitwą i czcią oddawaną przez mieszkańców Warszawy. Gdy wybije godzina nawiedzenia, będzie napełniony po brzegi łaską.

Prymas zna teologię ikon, wie, że one „żyją” i „umierają”. To ostatnie ma miejsce wtedy, gdy ludzie przestają się przed nimi modlić. Ikony żywe są zdolne czynić cuda. Ikony, przed którymi ludzie modlą się dzień i noc, przed którymi codziennie klękają tysiące wiernych – i tak dzieje się przez setki lat – są potężne, mają Boską moc. Taka jest właśnie Ikona Jasnogórska. Nie umiera, jest żywa, jest cudowna. I taką ma się stać nowa Ikona Jasnogórska: sycona modlitwami nabiera mocy z nieba...

„Pocałunek”

26 sierpnia jasnogórski oryginał zostaje przeniesiony do bazyliki, gdzie dokonuje się symboliczny obrzęd: zetknięcie się licami Cudownego Obrazu i jego wiernej kopii. Na moment stają się one jedno, by i w nowym wizerunku zamieszkały gromadzone w starym, przez setki lat, Boskie siły. Kardynał Wyszyński wyjaśnił: „Dokonaliśmy zbliżenia Obrazów, jakby jakiegoś świętego pocałunku, na znak, że Obraz Nawiedzenia będzie szedł przez polską ziemię obdarzony mocami Cudownego Obrazu, że to sama Królowa Jasnogórska, wyzbywszy się koron i brylantów, idzie ze swego tronu nawiedzać wierny lud”.

Spotkanie z Warszawą

Wędrówka zaczyna się 3 dni później. Pierwsze nawiedzenie dokonuje się w tym samym miejscu, gdzie Obraz pozostawał od 19 czerwca 1957 r., od dnia powrotu z Rzymu – to warszawska archikatedra. Teraz w jej mury wchodzi już „inny wizerunek” – Ikona „po pocałunku”, Ikona „identyczna z oryginałem”, taka sama do tego stopnia, że to jakby „nowy oryginał”.

Potem czas na warszawskie parafie, a 7 września Obraz wyrusza na pierwsze nawiedzenie Polski. Do milenijnego roku 1966 przejdzie przez wszystkie parafie w dziesięciu diecezjach. Przez kolejne lata – do 12 października 1980 r. – pozostałe. To w sumie 8 tys. kościołów i kaplic, ponad 7 tys. parafii.

Alternatywne „nawiedzenie”

Peregrynacji od początku towarzyszą trudności stwarzane przez władze. Nasilają się one w 1966 r., kiedy to rozpoczynają się uroczystości tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce. Gdy prymas decyduje, aby Ikona Nawiedzenia była obecna na uroczystościach milenijnych we wszystkich stolicach biskupich i miejscach o znaczeniu historycznym, aparat partyjny decyduje się na rozpoczęcie „polowania na Matkę” – jak nazwie ten czas historia.

Rząd decyduje się przeprowadzić atak na dwóch polach. Z jednej strony zamierza postawić tamę samemu nawiedzeniu, z drugiej – próbuje stworzyć własne akcje, które mają być konkurencją dla uroczystości religijnych. Organizuje „Sztafety Tysiąclecia”, którym towarzyszy tajemnicza „Księga Tysiąclecia”. Ta ostatnia zawiera tekst uroczystego apelu, który jest odczytywany wśród wielkich świeckich zgromadzeń.

Nie da się jednak ukryć faktu: do Matki Bożej ludzie garną się sami, pokonując przeszkody i ryzykując prześladowaniem, tymczasem spotkania z „Księgą” organizowane są odgórnie i do uczestnictwa w nich przymusza się szkoły i zakłady pracy... Frekwencja nie jest ogromna, podobnie jak niewielki jest wymuszony przez władze entuzjazm.

Serca ludzi pozostają przy nawiedzeniu jasnogórskim.

Maryja uwięziona

W drugiej połowie czerwca 1966 r. komunistyczne władze zamykają Ikonę w katedrze warszawskiej. Kiedy księża wystawiają Obraz w zakratowanym oknie zakrystii, wierni gromadzą się przed nim na ulicy, składają kwiaty, palą świece, modlą się.

Przypomina to czas sprzed 9 lat, kiedy to w tym samym czasie i w tej samej świątyni przez 2 miesiące Ikona była sycona modlitwami warszawiaków i oddawanym przez nich hołdem. Teraz syci się ich kultem jako „Madonna Uwięziona”, a kolejne zaplanowane przez prymasa uroczystości odbywają się bez Jej wizerunku...

Kiedy we wrześniu 1966 r. ma się rozpocząć nawiedzenie diecezji katowickiej, kapłani, łamiąc ustanowione przez rząd zakazy, wynoszą Obraz z katedry i próbują przewieźć go na Śląsk. Ikonę dzieli od Katowic zaledwie kilkanaście kilometrów, gdy samochód zostaje zatrzymany i przekierowany do Częstochowy. Wizerunek aż do 13 czerwca 1972 r. zostaje zamknięty w klasztorze paulinów, a wokół Jasnej Góry stoją posterunki, które kontrolują każdy wyjeżdżający pojazd.

Wędrująca Hodegetria ponownie staje się „Madonną Uwięzioną”.

Puste ramy

Nawiedzenie jednak trwa. Decyzją prymasa odbywa się ono „przy pustych ramach”, a efekt uwięzienia Wizerunku okazuje się odwrotny do zamierzonego przez komunistów. Nieobecna Ikona przekazuje najpiękniejszą teologię – jest ona wszędzie obecna, ale też wszędzie niewidoczna, ukryta za tym, co zmysłowe i doczesne. Teraz, gdy ludzie patrzą na puste ramy, mogą doświadczyć czegoś niepowtarzalnego: zajrzeć poza doczesność.

Doskonale rozumieją to proboszczowie witający „niewidziany Wizerunek”. Przygotowując dekorację, umieszczają w pustych ramach same tylko korony Jezusa i Maryi – niewidocznych, ale obecnych ze swą łaską. W podwrocławskiej Czernicy ramy stają się wprost „oknem z zasłonami”, za którymi zdaje się, że jest inny świat...

Ramy wędrują po Polsce przez 6 lat – do dnia „ucieczki” Ikony z jasnogórskiego więzienia. Nieoczekiwanie dla wszystkich, bo w plany wtajemniczonych było tylko kilka osób, Ikona zostaje „wykradziona”. Dwóch księży oraz dwie siostry zakonne, nie pozostawiwszy po sobie żadnych śladów, zabierają Obraz. Zaskoczeni zniknięciem Wizerunku paulini, na polecenie kard. Wyszyńskiego, zgłaszają kradzież... na posterunku częstochowskiej policji. A Ikona Jasnogórska powraca na trasę nawiedzenia i pozostaje na niej już do końca

Duchowe owoce

Kardynał Wyszyński wyznaje: „Z początku sami byliśmy pełni lęku, czy to Nawiedzenie głęboko zapadnie w duszę. Czy zrodzi łaski nadprzyrodzone. Ale (...) zrozumieliśmy od razu, że działają tu jakieś szczególne łaski Boże. Ileż to razy księża dziekani (...) wyznawali otwarcie: «Nigdy nie przypuszczaliśmy, że to Nawiedzenie wywoła tak ogromne poruszenie, tak pogłębi ducha wiary i modlitwy». Dzisiaj, gdy obliczamy te wszystkie owoce, sami jesteśmy pełni zdumienia i jak gdyby na nowo poznajemy potęgę i moc naszej Matki”.

Misja „Ikony wędrującej”, „Ikony tworzącej sakralną przestrzeń”, „Ikony codziennych cudów” trwa do dziś. Tradycja bizantyjska zamieniła się w świętą tradycję polską. Nie wolno zapomnieć, że jest to zasługa kard. Wyszyńskiego – niezwykłego człowieka, który wszystko zawierzył Maryi. >>n

2020-03-31 14:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Falasca: krótki pontyfikat Jana Pawła I nie był meteorem

2020-05-15 20:27

[ TEMATY ]

Jan Paweł I

proces beatyfikacyjny

pontyfikat

Albino Luciani

Vatican News

Jan Paweł I

Trwający zaledwie 33 dni w 1978 pontyfikat Jana Pawła I nie był przelotnym meteorem ani nie jest zamkniętym rozdziałem w dziejach Kościoła - uważa Stefania Falasca, włoska dziennikarka, związana z katolickim dziennikiem „Avvenire”. Jest ona także zarazem wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego papieża Albino Lucianiego i wiceprzewodnicząca Fundacji noszącej jego imię, ustanowionej niedawno przez Franciszka. O pracy zarówno tego gremium, jak i postaci Jana Pawła I opowiedziała ona w rozmowie z amerykańskim tygodnikiem katolickim „Our Sunday Visitor”.

Falasca powiedziała, że Fundacji pozwoli przypomnieć i na nowo odkryć Jana Pawła I, „z powagą, na jaką zasługuje”. Pierwszy etap jego procesu beatyfikacyjnego zakończył się z chwilą ogłoszenia 9 listopada 2017 dekretu o heroiczności jego cnót. Teraz rozpocznie się nowy etap, wymagający m.in. badania spuścizny Jana Pawła I.

Falasca poświęciła temu papieżowi swój doktorat a także książkę pt. „Papież Luciani: kronika śmierci”, w której stanowczo odrzuciła teorię o nienaturalnym jego zgonie.

Dziennikarka wyjaśniła w wywiadzie, że nie zamierzała obalać pogłosek i plotek, które „niestety przez długi czas doprowadziły do zamazania życiorysu i pontyfikatu Lucianiego”.
Podkreśla, że obecnie można ostatecznie stwierdzić, że przyczyną nagłej śmierci papieża był zawał serca.

Przyznała następnie, że pontyfikat Jana Pawła I był krótki, ale nie był to błysk meteoru. Papież ten „pozostaje nadal znakiem odwiecznych nadziei, zakorzenionych w nigdy nie zapomnianym skarbie starożytnego Kościoła — bez zwycięstw z tego świata, żyjącego w odbitym świetle Chrystusa, bliskiego nauczaniu wielkich Ojców, Kościoła, do którego powrócił Sobór Watykański II». «To stamtąd wzięły się priorytety Jana Pawła I» – podkreśliła dziennikarka.

Wskazała, że wyrażały je jego gesty i słowa, i to nawet w tak krótkim czasie. Według niej papież Luciani sprawił, że «Kościół poszedł naprzód autostradami», powracając do Ewangelii i odnowionego ducha misyjnego, służąc nadal w ubóstwie, w dialogu ze współczesnością, w duchu kolegialności w braterstwie biskupim, w poszukiwaniu jedności z braćmi z innych Kościołów, pokoju i dialogu międzyreligijny».

Falasca zwróciła uwagę, że Jan Paweł I „był świadkiem miłosiernej miłości Boga, która jest istotą Jego serca” oraz, że widać tu „głębokie współbrzmienie z Franciszkiem”.

Cztery audiencje ogólne Jana Pawła I nt. pokory, wiary, nadziei i miłości świadczą bardzo wyraźnie o tym, jak jego kaznodziejstwo było skuteczne i zakorzenione w Ewangelii i w Soborze. Bliskość, pokora, prostota i zdanie się na miłosierdzie i czułość Boga stanowiły „soborowe” magisterium tego papieża, które przyciągało doń lud Boży 40 lat temu, czyniąc je aktualnym nawet dzisiaj i bliskim nauczaniu Franciszka – podkreśliła dziennikarka.

Zaznaczyła, że już w swym pierwszym przemówieniu programowym Jan Paweł I określił głoszenie Ewangelii jako „pierwszy obowiązek całego Kościoła”. Później, w bazylice św. Jana na Lateranie powrócił znów do biednych jako „prawdziwego skarbu Kościoła” i to też jest więź, łącząca go z naszymi czasami.

Zdaniem wicepostulatorki dla papieża Lucianiego miał to być Kościół błogosławieństw, ubogich w duchu, który nie idzie za logiką klik i udawania. Falasca uważa ponadto, że jest to rozdział w dziejach Kościoła, który nie skończył się z Lucianim. Jego pontyfikat „przyczynił się bardziej niż jakikolwiek inny do umocnienia i świadczenia, aż do dzisiaj, o Kościele, który wraca do swych źródeł, dochowując wierności swej misji w świecie” – zakończyła Stefania Falasca.

Jan Paweł I (Albino Luciani; 1912-78) był w latach 1958-69 biskupem, a następnie w latach 1969-78 – patriarcha Wenecji, od 5 marca 1973 – kardynałem. Wybrany na papieża 26 sierpnia 1978 przyjął imiona dwóch swoich poprzedników: Jana XXIII i Pawła VI, jako pierwszy biskup Rzymu miał dwa imiona. Zmarł nagle 28 września 1978 nad ranem, po zaledwie 33 dniach sprawowania urzędu.

CZYTAJ DALEJ

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu

2020-06-03 08:44

Niedziela Ogólnopolska 23/2020, str. IV

[ TEMATY ]

homilia

Adobe.Stock

Idąc w ślady Abrahama, „ojca wierzących”, biblijny Izrael świadczył wobec starożytnych ludów i narodów pogańskich, że Bóg jest jedyny. Mojżesz, otrzymawszy dar Dekalogu, usłyszał wołanie Pana, który objawił mu siebie: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność”. Potwierdzeniem miłosierdzia i łagodności Boga stała się Jego trwała obecność w dziejach ludu wybrania, zaś nieskończoną miarę łaski i wierności wyznaczała miłość okazywana ludowi „o twardym karku”. Znajdowała ona wyraz w niestrudzonym przebaczaniu win i grzechów oraz trosce Boga o lud będący Jego dziedzictwem.

Kiedy dobiegał końca czas oczekiwania i nadziei, Izraelici coraz lepiej dostrzegali przejawy życiodajnej obecności Boga w swoich dziejach. Psalm responsoryjny pochodzi z Księgi Daniela – jednej z ostatnich ksiąg Starego Testamentu. Zachowała się w niej wspaniała pieśń chwały, którą otwierają słowa: „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców, pełen chwały i wywyższony na wieki”. Postawa wdzięczności powinna dominować w życiu wszystkich wierzących. Święty Augustyn napisał: „Rozmyślanie nad naszym ziemskim życiem ma być pochwałą Boga, ponieważ i radość wieczna naszego przyszłego życia będzie polegać na chwaleniu Boga”.

Miłość widoczna w wierności Boga osiągnęła szczyt we wcieleniu Syna Bożego: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Wcielenie odsłoniło bogactwo wewnętrznego życia Boga, który jest Jedyny, lecz istnieje jako Ojciec i Syn, i Duch Święty. Tę tajemnicę Stary Testament zaledwie przeczuwał, ale w sytuacji politeistycznych wierzeń pogańskich mogła być źle zrozumiana. Prawda o Trójcy Świętej nie jest wynikiem ludzkiej refleksji ani dedukcji, lecz jeszcze jednym owocem miłości Boga do człowieka. Objawiając nam siebie, Bóg daje poznać, że spoiwem Osób Boskich jest miłość – do tego stopnia, że Bóg jest Miłością.

Jezus stopniowo ukazywał swoim uczniom, kim naprawdę jest. Ich odpowiedzią była nie tylko akceptacja, ale i zwątpienie. Wraz ze zmartwychwstaniem ustąpiła niepewność, wskutek czego uczniowie przerażeni męką i śmiercią stali się Jego niezłomnymi wyznawcami. Wyznając Jezusa jako Syna Bożego, w dzień Pięćdziesiątnicy otrzymują moc Ducha Świętego – wtedy rodzi się w nich i umacnia wiara w Trójcę Świętą. Niespełna ćwierć wieku po wydarzeniach paschalnych św. Paweł napisał Drugi List do Koryntian, w którym pozdrawia tamtejszych chrześcijan w imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Na takim gruncie zaznacza się, a później coraz bardziej pogłębia, różnica i podział między chrześcijaństwem a judaizmem. Głębia wiary chrześcijańskiej wyraża się w znaku krzyża, któremu towarzyszą słowa: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, oraz w wyznaniu, które powtarzamy wielokrotnie i w różnych okolicznościach: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.

CZYTAJ DALEJ

Do Nieba idziemy drogą gestów

2020-06-06 22:49

Małgorzata Pabis

Ks. Łukasz Kopczyński i ks. Dawid Hebda, tegoroczni neoprezbiterzy, dziękowali sobotę, 6 czerwca, w czasie porannej Mszy świętej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia za otrzymany dar kapłaństwa.

W homilii ks. Hebda przywołał fragment Ewangelii: „Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz”, a potem postawił pytania: - Czy jeden grosz jest w stanie zmienić moje życie?? Czy jeden „drobny” uczynek może wpłynąć na moje życie wieczne? Sądząc po ludzku, z pewnością nie. Nie ma takiej opcji. Jeden drobny gest?? - Niemożliwe! Sądząc po Bożemu… Tak, może wpłynąć na moje życie wieczne – powiedział.

Odwołując się do Słowa Bożego, kapłan mówił, że Jezus nas ogląda, ogląda nasze życie. - On ciągle jest obecny i widzi nas zupełnie inaczej, niż widzą nas ludzie. - Widzi nas w zupełnie innym świetle. My sami nie widzimy się w takim, w jakim On nas widzi. Dlaczego tak jest?? Bo my bardzo często się oskarżamy, nie zauważamy dobra. Bo zapomnieliśmy już o oskarżycielu, Szatanie, czy też przeciwniku, jak nazywa go św. Piotr Apostoł w swoim liście.

Moi drodzy, Szatan nie pozwoli, abyśmy dostrzegali nasze dobre uczynki, nasze gesty. On chce nas karmić negatywami. Tymczasem Jezus stoi jako cierpliwy trener w naszym narożniku i przygląda się, ogląda, aby we właściwym czasie interweniować – powiedział.

Kaznodzieja przypominał dalej, że Jezus jest czujnym obserwatorem, czujnym, ale i niezwykle cierpliwym. - Zwróćmy uwagę na kobietę z dzisiejszej Ewangelii. Gdybyśmy byli obserwatorami i widzielibyśmy ubogą wdowę, wrzucającą jeden grosz do skarbony, jaka byłaby nasza reakcja?? Boże, jeden grosz?? Nie wstyd jej? Jezus tymczasem patrzy głębiej. Jakże przenikliwy jest wzrok Jezusa… „Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie.”

Bardzo często oceniamy ludzi powierzchownie, płytko. Jezus natomiast dostrzega pełnię. Widzi nie tyle zewnątrz co wewnątrz – podkreślił kapłan i kontynuował: - Jezus dostrzega nasze gesty. Kobieta w dzisiejszej Ewangelii jest fenomenalna. Dlaczego? Bo drobnym gestem przyciąga uwagę Jezusa. My do Nieba idziemy drogą gestów, gestów! a nie wielkich dzieł. Jestem pewny, że każdy z nas wykonał w życiu pewien gest, gest Chrystusa. Gest ten mógł zostać niezauważony przez drugich, ale Chrystus go widział. On ten gest, gdy go wykonywaliśmy, oglądał, a więc mamy już bilet do Nieba. Warto nasze gesty sobie przypominać. Pamiętać o nich. Wtedy nie popadniemy w rozpacz duchową.

Ks. Hebda zwrócił uwagę, że w dzisiejszej Ewangelii nikt nie zainteresował się ubogą wdową. - Nikt prócz Jezusa. Prosta, uboga wdowa. Cóż w niej interesującego?! Jezus jest świetnym nauczycielem dla nas i pokazuje nam, abyśmy dostrzegali tych, którzy mogą się nam wydawać obojętni. Nie tylko zauważa tę kobietę, ale i przywołuje do siebie uczniów, aby zwrócili na nią uwagę. Jezus z ubogiej wdowy robi nauczyciela gestów. Uboga wdowa staje się nauczycielem. Drobny gest, jest wielki w oczach Boga – mówił.

Kaznodzieja wspominał wydarzenie z czasu, kiedy był diakonem. - Prowadziłem jedną z lekcji indywidualnego nauczania. Oczywiście, lekcja przygotowana, podręcznik otwarty. Zamierzałem podać temat, więc wygodnie usiadłem na krześle. Proszę ucznia, aby otworzył zeszyt. Uczeń nadal stoi wyprostowany, ze złożonymi rękami, zwrócony w stronę krzyża. Nie musiał nic mówić, ale jego gest złożonych rąk mówił wszystko. Myślę sobie: no tak. ksiądz, a zapomniał o modlitwie. Ten moment zapadł mi w pamięci dlatego, że w tej chwili, role się odwróciły. Ja stałem się uczniem, a ten mały chłopiec nauczycielem, nauczycielem wiary.

Kończąc homilię, ks. Hebda prosił: - Naśladując Chrystusa, bądźmy uważnymi obserwatorami, abyśmy zauważali gesty, zwłaszcza te, które wydają się nieistotne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję