Ludzie w życiu inwestują w różne rzeczy. Niektórzy składają duże kwoty na koncie bankowym wierząc, że określony procent przyniesie dodatkowy zysk. Inni lokują swój kapitał w papierach wartościowych, handlują akcjami, indeksami, walutami na różnych giełdach. Jeszcze inni inwestują w gospodarkę, biznes, różnego rodzaju branże, aby wzbogacić się i żyć dostatnio na tym świecie. Wszystko to jest dobre, prawe i mądre pod warunkiem, że po drodze nie narusza czyjejś własności, nie krzywdzi innych, czynione jest uczciwie i sprawiedliwie.
Jednak mimo wszystko najlepiej w swych inwestycjach wychodzą ci, którzy w tym wszystkim, co robią, wpierw „lokują” w Boga. Chodzi o to, że Jemu powierzają każdą sprawę, interes, zamiary, w Nim pokładają nadzieję i zdają się na Jego wolę. Bo przypuśćmy, że taka osoba – żyjąca tak, jakby Boga nie było – nagle traci wszystko. Zainwestowane pieniądze, z czasem pracę, dom, rodzinę, przyjaciół itp. Co wtedy jej pozostaje? Rozpacz? Totalne załamanie? Brak jakiegokolwiek oparcia w czymś lub kimś? Pozostaje sama z sobą. I co wtedy? W wielu przypadkach, niestety, może to skończyć się tragedią. A przecież nie musi tak być, bo Pan Bóg jest w stanie wyprowadzić nas z każdej opresji, z każdej rozpaczy, z każdego „dołka”. Tylko trzeba do Niego przyjść, uwierzyć Mu i zaufać.
Od znajomego z Sandomierza usłyszałam historię jego przyjaciela: „Miałem dostatnie życie: firmę, piękny dom, «wypasione» auto, żonę, córkę, praktycznie wszystko. Tylko jednego nie miałem – relacji z Bogiem. Tak zostałem wychowany i wydawało mi się, że On jest mi niepotrzebny. Wszystko zmieniło się z chwilą śmierci córki. Ja się załamałem. Nie pomogli lekarze. Żona nie dawała rady i odeszła. Interesy w firmie szły coraz gorzej. Pomału straciłem wszystko i zostałem sam. Lecz Bóg nie stracił ze mną kontaktu. Nawet nie wiem, kiedy zacząłem prosić Go o pomoc i powoli wychodzę na prostą”.
Powiem tak – można mieć wszystko i stracić wszystko, lecz z Bogiem nigdy nie jesteśmy sami.
Ukraińskich dzieci w polskich szkołach coraz więcej – w samym Szczecinie jest ich ponad trzy tysiące, to w sumie cztery do pięciu wypełnionych po brzegi szkół. Oczywiście ukraińskie dzieciaki uczą się wspólnie z polskimi, pomysł, by przynajmniej w tym roku szkolnym pozwolić im uczyć się po ukraińsku z wykorzystaniem ukraińskich emigrantek-nauczycielek nie przebił się. Moim zdaniem – szkoda. Nauka przedmiotów ścisłych nie jest dużym problemem – mam informacje z pierwszej ręki, córka uczy w podstawówce matematyki i fizyki i idzie to nieźle, trochę korzystają z pomocy translatora. Ale nauka języka polskiego jako ojczystego? Nauka historii, przecież skoncentrowanej głównie na Polsce? Jak to zrobić bez podstawowej choćby znajomości polskiej mowy? Władze oświatowe postanowiły trochę pomóc dostarczając szkołom niewielki Przewodnik po historii Polski w języku ukraińskim (???????? ? ??????? ??????). Dowiedziałem się o tym z gazet krytykujących tę decyzję. A krytykowały one ten prezent przede wszystkim za to, że jest to katolicki (zatem w domyśle nieobiektywny) przewodnik po polskich dziejach, pokazujący Polskę jako kraj katolicki, kraj, w którym katolicyzm przesądził o tożsamości narodu polskiego. Strasznie irytowało krytyków, że na większości ilustracji w książeczce są polscy święci, przecież tak nie bywa w zwyczajnych podręcznikach do historii. Wskazano też na jedno rzeczywiście niezręczne i jednostronne zdanie na temat rzezi na Wołyniu w latach 1943-44, tu moim zdaniem krytyka jest słuszna. Przejrzałem książeczkę – tak, to faktycznie katolicki punkt widzenia. Przez lata przyzwyczailiśmy się do punktów widzenia ignorujących wkład motywów wiary w dzieje, stąd zdziwienie niektórych czytelników. Przewodnik powstał z okazji Światowych Dni Młodzieży i przyjazdu do Polski papieża Franciszka, potem wznowiono go w 100-lecie odzyskania niepodległości. Z tego co wiem, nie był adresowany specjalnie do ukraińskiego czytelnika, ale napisany po polsku, został przetłumaczony na wiele języków, w tym ukraiński. W sytuacji, gdy w polskich szkołach pojawiło się mnóstwo ukraińskich dzieci, uznano, że warto zrobić dodruk i dać im to, co jest już gotowe.
Święty Alfons urodził się w Marinelli k. Neapolu w 1696 r. W 16. roku życia uzyskał doktorat z prawa i rozpoczął karierę adwokacką. Porzucił ją jednak i poświęcił się służbie Bożej. W 1726 r. przyjął święcenia kapłańskie. W 1732 r. założył Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (redemptorystów). W 1762 r. papież Klemens XIII mianował Alfonsa biskupem ordynariuszem w miasteczku Santa Agata dei Goti. Wrócił jednak do Zgromadzenia Redemptorystów. Alfons Liguori zmarł 1 sierpnia 1787 r. w wieku 91 lat.
O godz. 17.00 – momencie wybuchu Powstania Warszawskiego – 82 lata po bohaterskim zrywie stolica pokazała, że pamięć o jej heroicznych mieszkańcach jest ciągle żywa.
Główne uroczystości z udziałem weteranów Powstania Warszawskiego i prezydenta RP Karola Nawrockiego, a także przedstawicieli władz państwowych oraz samorządowych odbyły się przy pomniku Gloria Victis, upamiętniającym żołnierzy Armii Krajowej poległych w czasie Powstania Warszawskiego i okupacji niemieckiej, znajdującym się w kwaterze A-26 na cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.