Reklama

Rodzina

Obudzić miłość

Ślubuję ci... i co dalej? Co zrobić, żeby małżeństwo wytrwało aż do śmierci? Żeby miłość rozkwitała, a nie gasła?

Niedziela Ogólnopolska 1/2022, str. 28-29

[ TEMATY ]

małżeństwo

Grażyna Kołek/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Święty Jan Paweł II już w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis napisał: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa (nr 10). Człowiek szuka więc miłości i kiedy czuje, że już ją znalazł, bardzo często pragnie ją ślubować przed Bogiem, który jest Miłością, wypowiadając dobrze nam znane słowa: „Biorę sobie ciebie za żonę/męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci”.

Słowa tej przysięgi zna większość z nas, a już na pewno ci, których połączył sakramentalny węzeł małżeński. Chyba nikt, kto decyduje się na małżeństwo, nie zakłada, że może się nie udać. Rzeczywistość jest niestety inna. Miłość, która miała być dzielona ze współmałżonkiem przez długie lata, zamienia się w koszmar albo całkowicie gaśnie. Coraz więcej par rozstaje się w poczuciu przegranej, bo... jednak coś nie wyszło.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wobec takiej rzeczywistości nasuwają się pytania: jak sprawić, by miłość, która połączyła dwie osoby sakramentalnym węzłem małżeńskim, rozkwitała, a nie gasła? I czy w ogóle jest to jeszcze możliwe w tak zmieniającym się świecie?

By miłość rozkwitła

Tak, jest to możliwe, gdy słowa przysięgi składanej przed Bogiem staną się działaniem dla dobra drugiej osoby we współpracy z łaską Bożą. Miłość nie powinna pozostać na poziomie emocji, które pojawiają się i znikają, czy być rzeczownikiem odpowiadającym na pytanie: „kto, co”. Miłość, która chce przetrwać i być rozkwitająca, powinna być czasownikiem, który się dzieje, wprawia w ruch, przemienia najpierw mnie samego, a nie tę drugą osobę, u której z taką łatwością często „widzimy drzazgę”.

Jak możemy tego dokonać? Inwestując w bardzo konkretne działania, które dostępne są dla każdego.

Od czego zacząć? Decyzja będzie należeć już tylko do ciebie.

Reklama

Ja zacznę od modlitwy, która wplata się w słowa przysięgi małżeńskiej, gdy mówimy: „Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący...”. Tymi słowami zwracamy się do Boga w modlitwie prośby, która raz wypowiedziana może się urzeczywistniać każdego dnia we wspólnej małżeńskiej i osobistej modlitwie. Skoro Bóg Ojciec jest najlepszym Tatą, to chce nas wspierać i towarzyszyć nam na naszych drogach. Trzeba jednak zadbać o tę relację, zabiegając o dialog z Nim – nawet taki najprostszy, dziecięcy, bo taki jest bardzo często najszczerszy. Pamiętam kobietę, która powiedziała mi kiedyś: „Wiesz, od początku naszego małżeństwa modlę się każdego dnia słowami, które sama ułożyłam”. Zaciekawiona zapytałam o te słowa, a ona odpowiedziała: „Mocą sakramentu małżeństwa wspieraj nas, Panie”. Myślisz może, że ta modlitwa jest zbyt krótka. Tymczasem w słowach tej kobiety było tak wiele czułości dla Boga i męża, że nie wątpiłam, iż jest to modlitwa, która płynie prosto z serca i jest wystarczająca. Bo Bóg ma zupełnie inną miarę niż my. Jaką? Pewnie taką, gdzie widać, ile miłości jest w miłości, a chyba o to nam wszystkim chodzi.

Wspólna pasja

To drugi ważny element, o który warto zadbać, gdy chcemy inwestować w rozwój i trwałość małżeństwa. Zdefiniowana pasja oznacza silną potrzebę zajęcia się określoną aktywnością, przedmiotem, osobą lub ideą, które cenimy i w które inwestujemy nasz czas i energię. Każdy z nas może mieć swoje osobiste hobby i warto się przyjrzeć również swojemu życiu, by zobaczyć, co sprawia wam obojgu radość. Dla jednych to będą wspólne wycieczki rowerowe, spacery czy gry planszowe. Ktoś inny odnajdzie się we wspólnym organizowaniu spotkań, akcji czy przygotowywaniu sesji fotograficznych. To mogą być najróżniejsze rzeczy, ważne jednak jest to, by obojgu małżonkom dawały zadowolenie i radość, która podtrzymuje płomień miłości. Do dziś pamiętam parę, która pasjonowała się corocznym przygotowywaniem szlaku pielgrzymiego do Santiago de Compostela. Poznałam ich, gdy świętowali już chyba 30. rocznicę zawarcia małżeństwa w drodze na szlaku św. Jakuba w Hiszpanii. Jeżeli się martwisz, bo nie ma w waszym życiu małżeńskim realizacji wspólnej pasji, uspokoję cię: pasja nie jest zdolnością wrodzoną i jeśli tylko zainwestujesz czas, by ją odnaleźć, to bez większych trudności będziecie umieli ją rozwijać, a ona zaowocuje mocniejszą i dojrzalszą relacją między wami.

Praktykowanie pozytywnych emocji

To następny element. Chodzi tu nie o eliminację emocji negatywnych, jak gniew, smutek czy złość, które stanowią część naszego życia i są nam potrzebne – ale o eksponowanie i podkreślanie emocji pozytywnych, które poszerzają nasz punkt widzenia. Są jak krzywa wznosząca, która otwiera nasze ramiona i dzięki temu czujemy, że możemy latać. Bardzo prosty wskaźnik pozytywności, czyli skala od 1 do 5, w której 1 to trudna – przykra informacja, a 5 to pozytywne wzmocnienie – pokazuje, że zachowanie tej proporcji pozwala na utrzymanie poziomu emocjonalnego bezpieczeństwa w małżeństwie. Jeżeli w ciągu dnia otrzymujemy dwie lub więcej trudnych informacji, automatycznie powinniśmy dostać zwiększoną dawkę emocji pozytywnych, które można wyrazić: dobrym słowem, przytuleniem, buziakiem, szczerym rozbawieniem, wyrażeniem wdzięczności, dumy czy inspiracją. Od czego możesz zacząć? Od zastanowienia się, co konkretnego i czasem bardzo małego możesz zrobić, abyście tych pozytywnych emocji doświadczali więcej w swoim codziennym życiu. Dwa lata temu poznaliśmy wraz z mężem pewne małżeństwo, któremu pomagaliśmy w nauce okazywania emocji pozytywnych, a które składają się na miłość. Zadaniem męża w tej parze było wysyłanie prostych, ale pełnych szczerości i czułości SMS-ów do żony. Po tygodniu praktykowania tego zadania kobieta powiedziała, że za pierwszym razem popłakała się z radości i szczęścia – tak bardzo była poruszona krótką wiadomością od męża, z którym miała już coraz słabszą relację.

Bliskość z Bogiem

To kolejna dobra rada, która może się stać klamrą spinającą powyższe wskazówki, a pozwalającą utrzymać jedność małżeńską i życie w bliskości z Bogiem. Chodzi o dbałość o stan łaski uświęcającej, a co za tym idzie – regularne korzystanie z sakramentu pokuty i pojednania. Wszyscy znamy smak sprzeczki czy nawet kłótni, ponieważ jesteśmy obciążeni konsekwencjami grzechu pierworodnego. Jeśli więc mamy świadomość swojej słabości i zachowujemy pięć warunków dobrej spowiedzi, gdy zbliżamy się do sakramentu miłosierdzia, jesteśmy obdarzani łaską przebaczenia, a co za tym idzie – wolnością i radością. Małżonkowie obdarzający się nawzajem przebaczeniem i przyjmujący przebaczenie od Boga każdorazowo odbudowują swoje relacje, zacieśniają więzi i stają się sobie coraz bliżsi. Przebaczenie niesie przytulenie do serca Boga, a w efekcie pozwala na nowo przyjąć i przytulić, a co za tym idzie – pokochać na nowo współmałżonka.

2021-12-27 12:46

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłość wszystko przetrzyma

Niedziela Ogólnopolska 6/2025, str. 68-69

[ TEMATY ]

miłość

małżeństwo

świadectwo

Archiwum prywatne

Jana i Sebastian Kosteccy

Jana i Sebastian Kosteccy

Jana i Sebastian Kosteccy swoim przykładem udowadniają, jak silna i niezłomna jest miłość budowana na Bogu.

Poznali się na początku listopada 2017 r., w momencie, gdy żadne z nich nie planowało wchodzić w związek. Spotkali się we wspólnocie „Eleos”, która funkcjonowała przy kościele Kapucynów na Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Jana była w niej już od dłuższego czasu, ale była też uwikłana w dziwną relację z innym chłopakiem. Sebastian natomiast wtedy po raz pierwszy przyszedł na spotkanie wspólnoty. Jego była narzeczona wstąpiła do klasztoru Karmelitanek Bosych. Podczas wieczornej Mszy św. Jana przykuła jego wzrok swoim czerwonym płaszczem i czerwoną szminką na ustach. Pierwsze spotkanie było zwykłym przywitaniem starego członka wspólnoty ze świeżakiem. Nic więcej. Relacja zaczęła się pogłębiać w następnych tygodniach, gdy wspólnota przygotowywała spektakl ewangelizacyjny. Były pierwsze rozmowy i propozycja randki ze strony Sebastiana. Nie do końca uporządkowane poprzednie relacje sprawiły jednak, że zakończyła się ona spektakularnym „koszem”. Kilka tygodni później podczas rekolekcji wspólnotowych padła kolejna propozycja randki (tym razem ze strony Jany), która pozwoliła im na regularne spotkania i początek związku. Potem poszło szybko. Codziennie się spotykali, chodzili na randki, bardzo dużo rozmawiali. Często zadawali sobie trudne pytania. Powoli odkrywali, że wyznają te same wartości, że Bóg to podstawa ich związku i że z Nim i na Nim chcą budować wspólne życie.
CZYTAJ DALEJ

Św. Dominik - apostoł modlitwy różańcowej

Głęboka cisza obejmuje każdego, kto opuszczając tętniące miejskim życiem ulice Bolonii, przekroczy progi kościoła św. Dominika. Położona przy placu o tej samej nazwie bazylika San Domenico jest jednym z najważniejszych miejsc kultu w stolicy regionu Emilia-Romania. To tu przechowywane są doczesne szczątki św. Dominika, założyciela Zakonu Kaznodziejskiego Ojców Dominikanów i apostoła Różańca

W styczniu 1218 r. św. Dominik przybył do Bolonii i zamieszkał wraz z braćmi w klasztorze przy kościele pw. Oczyszczenia Najświętszej Panny Maryi, wówczas znajdującym się poza murami miasta. Wobec potrzeby większej siedziby, w 1219 r. św. Dominik osiadł na stałe w klasztorze San Nicolò delle Vigne, na którego miejscu stoi obecna bazylika Dominikanów. Tutaj św. Dominik osobiście przewodniczył dwóm pierwszym zgromadzeniom ogólnym, mającym na celu zdefiniowanie podstawowych praw Reguły. Tutaj też 6 sierpnia 1221 r. Święty zmarł i został pochowany. Kanonizował go 13 lipca 1234 r. papież Grzegorz IX.
CZYTAJ DALEJ

„Biblia jest pewnego rodzaju lustrem” – rozmowa z ks. dr. hab. Wojciechem Węgrzyniakiem

2026-08-08 20:21

[ TEMATY ]

Biblia

Pismo Święte

UPJPII

Karol Szewczyk

Czy Biblia może pomóc odnaleźć odpowiedzi na pytania, z którymi mierzymy się każdego dnia? Jak czytać Pismo Święte, aby nie było jedynie zbiorem dawnych tekstów, lecz żywym Słowem, które przemienia życie? O tym rozmawiamy z ks. dr. hab. Wojciechem Węgrzyniakiem – biblistą, rekolekcjonistą i wykładowcą Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Punktem wyjścia do rozmowy jest myśl, że Biblia jest pewnego rodzaju lustrem. Człowiek może odnaleźć w niej samego siebie – swoje pytania, słabości, nadzieje i pragnienia. To właśnie dlatego Pismo Święte, mimo upływu wieków, nie traci swojej aktualności i wciąż przemawia do współczesnego człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję