Reklama

Głos z Torunia

Rodzicielstwo uświęca

O adopcji, która może być szansą dla osób chcących stworzyć kochającą się rodzinę z Pauliną i Bartoszem Wieczorkami rozmawia Agata Pawluk.

Niedziela toruńska 32/2024, str. I-III

[ TEMATY ]

rodzina adopcyjna

Archiwum rodziny

Paulina i Bartosz Wieczorkowie z dziećmi

Paulina i Bartosz Wieczorkowie z dziećmi

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Agata Pawluk: Jak zrodziło się u Państwa powołanie do bycia rodzicami adopcyjnymi?

Paulina i Bartosz Wieczorek: Mamy biologicznego syna Ignacego, później byłam jeszcze dwa razy w ciąży, ale nie udało się donosić. Byliśmy w tamtym czasie w ośrodku adopcyjnym, w którym dowiedzieliśmy się, że nie możemy adoptować dziecka, ponieważ jesteśmy za młodzi, mamy naturalne dziecko i nie mamy udokumentowanej bezpłodności. W tamtym okresie z Domowego Kościoła organizowane były rekolekcje dla rodzin adopcyjnych. Nasi znajomi zwrócili się do nas z prośbą, czy możemy pojechać tam jako animatorzy. Tam dowiedzieliśmy się o Diecezjalnym Ośrodku Adopcyjnym. Po wizycie w ośrodku okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań abyśmy zostali rodzicami adopcyjnymi.

A jak wygląda przebieg procesu adopcyjnego?

Wiadomo, że jest to adopcja dziecka, a więc ośrodek musi sprawdzić naszą kondycję psychiczną. Mamy spotkania z psychologiem i innymi osobami, które chcą wiedzieć, kim są kandydaci na rodziców adopcyjnych. Trzeba spełnić procedury dokumentowe. Musimy poświadczyć, że jesteśmy w stanie zapewnić dziecku godne warunki życia. Następnie trzeba przejść sześciomiesięczny kurs i zadeklarować, jaka jest nasza otwartość. Nas ograniczał wiek dziecka biologicznego, ponieważ musi być zachowana kolejność wchodzenia dzieci do rodziny.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Otrzymali Państwo telefon. Jakie emocje temu towarzyszyły?

Jesteśmy po dwóch adopcjach. Pamiętam, że przy pierwszej naszej córce, Julce, wyglądało to tak, że staliśmy na przejeździe kolejowym i otrzymaliśmy telefon. Paulina odebrała i po zakończonej rozmowie powiedziała: „Bartek, zadzwonili z ośrodka. Jest to dwuletnia dziewczynka, ale ma FAS”. Pamiętam, że żona była bardzo blada i nie do końca wiedziałem, jakie emocje jej towarzyszą. Było to dla nas zaskoczenie, ponieważ deklarowaliśmy chęć przyjęcia nawet trójki dzieci. Z drugiej strony zdawaliśmy sobie sprawę, czym jest FAS, ponieważ na kursie adopcyjnym wiele mówiono o chorobach dziedziczonych i psychicznych.

Czy pojawiały się obawy przed przyjęciem dzieci?

Po otrzymaniu telefonu najtrudniejsza jest decyzja. W głowie pojawia się wówczas wiele myśli. Czy sobie poradzimy? Trzeba zweryfikować, na co jesteśmy gotowi. Z Julką były bardzo słabe rokowania. Nie rozwijała się, nie mówiła, a my mieliśmy dwa dni, aby podjąć decyzję, czy chcemy poznać dziecko. Pamiętam, że był to bardzo ciężki czas. Dużo płakałam i martwiłam się, ale Bartek wtedy powiedział: „Ja wiem, że to jest nasza córka”. W tej sytuacji pomógł nam śp. dr Krzysztof Liszcz. Opowiedział nam o swojej rodzinie i czterech adoptowanych dzieciach z FAS. Po adopcji od razu podjęliśmy terapię ze wsparciem Krzysztofa i jego żony Katarzyny. Do dziś dr Liszcz jest dla nas bardzo bliski, jest naszym autorytetem.

Reklama

Zdecydowali się Państwo na kolejne adopcje...

Tak, po dwóch latach zdecydowaliśmy o kolejnej adopcji. Wyszło to bardzo spontanicznie. Kiedy byliśmy w ośrodku, oznajmiono nam, że czas oczekiwania na kolejne dziecko jest dość długi. Zapisaliśmy się i na nowo przeszliśmy wszelkie potrzebne procedury. Okazało się, że po ukończeniu wszystkich testów znaleziono dla nas dzieci. Byliśmy bardzo zdziwieni, że tak szybko się to wszystko potoczyło. Pojechaliśmy zobaczyć karty i jak się okazało, była to dwójka dzieci z dziecięcym porażeniem mózgowym. Pojawiły się duże wątpliwości. Usiedliśmy i przeanalizowaliśmy naszą sytuację. Mieliśmy już dwójkę dzieci, które wymagały opieki. Trzeba było podjąć decyzję, która była dla nas bardzo trudna. Pamiętam, że dochodziliśmy długo do siebie, po tym jak odmówiliśmy w ośrodku tej dwójki dzieci. Modliliśmy się za nie, aby odnalazły swoich rodziców. Niedługo później, pod koniec grudnia dostaliśmy telefon z informacją o kolejnym rodzeństwie. To był cudowny czas, ponieważ karty dzieci zobaczyliśmy 24 grudnia. Naszym dzieciom powiedzieliśmy przy kolacji wigilijnej o najbardziej wyczekiwanym dla nich prezencie – bracie i siostrze! W tym przypadku wszelkie procedury z przyznaniem pieczy były bardzo szybkie, co było dla nas również dużym zaskoczeniem.

Początki nie były łatwe.

To prawda. Rodzina zastępcza nie przygotowywała dzieci na rozstanie. Odwiedziny u dzieci i późniejsze zabranie do domu było bardzo trudnym momentem zarówno dla dzieci, jak i dla nas. Uratował nas wtedy lockdown. Mieliśmy dobry czas, mimo że logistycznie było to bardzo trudne, aby zacząć funkcjonować z czwórką dzieci. Na początku wszyscy mieszkali w jednym pokoju, mieli osobne łóżka, a mimo to spali razem. Dzisiaj nie widzimy, że mamy adoptowane dzieci. Dzieci są tak podobne do nas oraz między sobą, że nierzadko słyszymy, jacy podobni są do rodziców lub brata/siostry.

Jak Państwo przygotowywali Ignacego na przyjęcie rodzeństwa?

Ignacy chciał mieć rodzeństwo. Po ustaleniu terminu pieczy zabieraliśmy także Ignacego na spotkania, aby się z nimi lepiej poznał. Po pierwszej adopcji dalej modlił się o brata i siostrę. Na Mateusza bardzo czekał. Cieszył się, ponieważ wyobrażał sobie wspólne spędzanie czasu. Miał swoją dziecięcą wizję idealnego brata. Mocno zderzył się wtedy ze ścianą, ponieważ „nie takiego chciał brata”. Między nimi są cztery lata różnicy, mają razem pokój i wiadomo, raz jest lepiej, a raz gorzej. Kiedy Mateusz miał cięższe momenty, Ignacy mówił: „Nie martw się, nasza mama jest już wspólna i ona też cię kocha”.

Reklama

Jakie owoce adopcji Państwo dostrzegają?

Najważniejszym owocem jest stworzenie rodziny. Potrafimy i lubimy ze sobą przebywać. Bardzo się przyłożyliśmy do tego, aby być świadomymi rodzicami adopcyjnymi, którzy nie wpychają dziecka z terapii do terapii, ale budują z nim więź. Stwarzamy takie środowisko w domu, aby czuły się szczęśliwe. Myślę, że owocem dla nas jest to, że cały czas się rozwijamy.

Podejmują Państwo wiele aktywności.

Tak, współtworzymy fundację doktora Liszcza. Krzysztof był bardzo dobrym lekarzem, prekursorem opieki nad dziećmi z FAS. Ta fundacja to miejsce, które ma dać wsparcie. Składa się z trzech filarów: dom łączenia rodzin, wsparcie kobiet w ciąży oraz rodzin adopcyjnych. Przy kościele Ojców Franciszkanów w Toruniu prowadzimy również wspólnotę Baranki, gdzie towarzyszymy rodzicom w niesamowitej drodze przygotowania swojego dziecka do wczesnej I Komunii św. Sama uroczystość jest bardzo skromna. Bez fotografów, podziękowań, bez prezentów, ponieważ od początku mówimy rodzicom, aby najważniejszym prezentem dla nich był Pan Jezus. Widzimy ogromną łaskę w tej wspólnocie.

A formacja ojców?

Jest bardzo potrzebna, dlatego też powstała inicjatywa Nowe Pokolenie Ojców. Spotykamy się i rozmawiamy, o tym, co jest ważne, o właściwej hierarchii wartości, jakimi chcemy kierować się w życiu (Bóg, żona, dzieci). Mamy gotowy program, który prowadzi nas przez, to jak bardzo ważne jest ojcostwo. Jest to także wizja braterstwa. Nie jestem sam, potrzebuję innego mężczyzny, który też ma podobne problemy. Na pierwsze spotkanie przyszło około 20 mężczyzn w wieku do 40. roku życia. Widzimy, jak duża jest potrzeba takich wspólnot.

2024-08-07 08:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sympozjum „ŻYCIE – upragnione, niechciane, adoptowane”

[ TEMATY ]

naprotechnologia

obrona życia

rodzina adopcyjna

międzynarodowy dzień rodziny

Diakonia Życia Ruchu Światło-Życie Diecezji Toruńskiej

15 maja przypada Międzynarodowy Dzień Rodziny. Tego dnia Diakonia Życia Ruchu Światło-Życie Diecezji Toruńskiej zaprasza na szczególne wydarzenie.

Będzie nim sympozjum „ŻYCIE – upragnione, niechciane, adoptowane”, które będzie można śledzić online na profilu www.facebook.com/DKtorunska . W ramach spotkania prelekcje i świadectwa osób zaangażowanych w dzieło obrony życia poczętego.
CZYTAJ DALEJ

Nowy pastorał Leona XIV: Chrystus wstępujący do Ojca

2026-01-09 09:13

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Nowy pastorał papieski ukazuje Chrystusa już nie przybitego gwoździami męki, lecz z ciałem uwielbionym, w akcie wstępowania do Ojca. Znamienne, że Leon XIV posłużył się nim po raz pierwszy 6 stycznia 2026 roku, w uroczystość Objawienia Pańskiego, podczas zamknięcia Drzwi Świętych Bazyliki św. Piotra i zakończenia Jubileuszu 2025 roku - informuje Vatican News.

Pastorał Leona XIV, stylistycznie nawiązuje do pastorału, który dla papieża Pawła VI wykonał rzeźbiarz Lello Scorzelli. Tamten pastorał przedstawiał Chrystusa Ukrzyżowanego. Nowy pastorał papieski Leona XIV ukazuje natomiast Chrystusa już nie przybitego gwoździami męki, lecz z ciałem uwielbionym, w akcie wstępowania do Ojca. „Jak w ukazaniach Zmartwychwstałego, przedstawia On swoim uczniom rany krzyża jako jaśniejące znaki zwycięstwa, które – nie usuwając ludzkiego cierpienia – przemieniają je w brzask życia Bożego” – wyjaśnia Biuro Papieskich Celebracji Liturgicznych, które informuje o szczegółach związanych z nowym pastorałem.
CZYTAJ DALEJ

Wspólnota Dwunastu niesie w sobie tajemnicę wolności

2026-01-09 19:33

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Saul wyrusza z trzema tysiącami wybranych, aby schwytać Dawida. Liczba podkreśla przewagę króla i jego lęk. Dawid żyje wśród skał i jaskiń, na ziemi pogranicza. Tam serce uczy się zawierzenia. Saul wchodzi do jaskini. Dawid z ludźmi pozostaje w głębi. W ustach towarzyszy pojawia się odczytanie chwili jako znaku od Boga. Dawid podchodzi i odcina rąbek płaszcza. Ten gest wygląda drobno, a płaszcz w Biblii niesie znaczenie godności i władzy. Tekst mówi, że „zadrżało serce” Dawida. W hebrajskim pobrzmiewa (wayyak lēb), uderzenie sumienia. Wystarcza mu sam znak. Zatrzymuje swoich ludzi i wypowiada słowa o „pomazańcu Pana” (māšîaḥ JHWH). Namaszczenie wiąże króla z decyzją Boga także w czasie błędu króla. W tej księdze rąbek płaszcza już raz pojawił się przy Saulowej utracie królestwa. Rozdarcie płaszcza w 1 Sm 15 towarzyszyło wyrokowi Samuela. Tutaj odcięty rąbek zapowiada zmianę, a Dawid nie przyspiesza jej przemocą. Wychodzi za Saulem, woła go i pada na twarz. Nazywa Saula „panem moim, królem”. Pokora otwiera przestrzeń prawdy. Dawid pokazuje skrawek płaszcza jako dowód, że jego ręka nie szuka krwi. Wzywa Pana na sędziego i oddaje Mu spór. Brzmi przysłowie o złu, które rodzi zło. Dawid nie chce podtrzymywać tej fali. Słowo i gest poruszają Saula. Król płacze i uznaje sprawiedliwość Dawida. Prosi o przysięgę w sprawie potomstwa, bo królowanie w Izraelu dotyka pamięci rodu i imienia. Dawid przysięga. Opowiadanie rysuje obraz władzy poddanej Bogu i serca, które wybiera miłosierdzie w chwili największej przewagi. W tej scenie zwycięstwo ma kształt opanowania, a jaskinia staje się szkołą serca.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję