Reklama

Kościół

Posty celebrytów niewiele mają wspólnego z postem chrześcijańskim, czyli rzecz o fałszywych intencjach

Dlaczego posty celebrytów niewiele mają wspólnego z postem chrześcijańskim – czyli o tym, jak ważny jest motyw, dla którego katolik podejmuje post.

2026-02-17 08:16

Niedziela Ogólnopolska 8/2026, str. 14-15

[ TEMATY ]

Wielki Post

pexels.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Co robimy, kiedy jest post?” – zapytała kiedyś katechetka dzieci w szkole. I uzyskała błyskawiczną odpowiedź: „Czytamy uważnie i dajemy lajka!”. Młodsi, czytając to, pewnie się roześmieją. Starsi zapytają, o co chodzi. Ja też kilka lat temu nie wiedziałem, co robi post w internecie. Wyjaśnię więc moim rówieśnikom (między boomerami i wczesnym pokoleniem X) i nieco jeszcze wcześniej urodzonym, że „post” to po prostu krótki tekst zamieszczony w internecie w mediach społecznościowych, a „lajk” to kliknięta ikonka oznaczająca, że wpis nam się podobał.

Wdzięczność za ofiarę Chrystusa

Reklama

Zapytała szanowna Redakcja, czy post to współczesny anachronizm. Pewnie wiele zależy od tego, co ktoś rozumie przez to słowo. No bo jeśli post to odmawianie sobie jedzenia w różnych celach, to oczywiście we współczesnej kulturze jest on doskonale znany. Lista poszczących jest bardzo długa. Pości wielu celebrytów, żeby wyglądać lepiej na zdjęciach na Instagramie, poszczą aktorzy, by prezentować się odpowiednio do roli wyznaczonej przez reżysera, modelki – by lepiej wyglądać na wybiegu, poszczą, w niemal legendarny sposób, tancerki baletowe, by móc pozostać w zawodzie aż do trzydziestego któregoś roku życia, poszczą sportowcy, by trzymać odpowiednią formę, poszczą też niektórzy księża i biskupi, by wyglądać nie na „spasionych katabasów”, lecz na ascetycznych specjalistów od ducha. Czy taki post ma sens? Oczywiście! Wszystko, co jest zdrowe dla naszego ciała, jest dobre. Bóg dał nam ciało jako dar i zadanie. Dbanie o jego dobrą kondycję jest wyrazem szacunku dla Stwórcy oraz dobrze pojętej miłości samego siebie, która ma być bazą dla miłości bliźniego. Czy jest to jednak post w znaczeniu religijnym? Oczywiście, że nie. Post w Biblii i Tradycji chrześcijańskiej ma zupełnie inne znaczenie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W Starym Testamencie post jest przede wszystkim wyrazem pokuty. Izraelici podejmują post, ponieważ są świadomi swoich grzechów. Post jest znakiem nawrócenia, chęcią zadośćuczynienia za winy i przebłagania Boga. Nie mogłaby podjąć postu osoba lub społeczność, które uważałyby się za bezgrzeszne. Izraelici wielokrotnie pościli, rozrywali swoje szaty i siadali na popiele, by pokazać Bogu, że żałują za swoje uczynki i pragną przemiany serca, która ma ich prowadzić ku przestrzeganiu Prawa. Post był także narzędziem błagania. Dawid po swoim grzechu z Batszebą pościł, kiedy zrodzone przez nią dziecko niebezpiecznie zachorowało. Kiedy jednak zmarło, zaprzestał postu, ponieważ uznał, że nie ma on już dalszego sensu. Post jest też wyrazem pewnej postawy, przeciwnej do „obżarstwa i opilstwa”. Oznacza wymaganie od siebie, skupienie się na sprawach ducha, a nie na dogadzaniu zachciankom ciała.

Reklama

W Nowym Przymierzu post nabiera zupełnie innego znaczenia, związanego z Osobą Jezusa. Gdy Apostołowie pytają Mistrza, dlaczego uczniowie Jana Chrzciciela poszczą, a oni nie, słyszą odpowiedź, że goście weselni nie mogą pościć, kiedy pan młody jest z nimi. Pada jednak zapowiedź, że przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wówczas będą pościć. Jest to wyraźna aluzja do męki i śmierci Jezusa. To będzie czas, kiedy „zabiorą pana młodego”. Widać więc, że post chrześcijański ma ścisły związek z wydarzeniami, które dokonały się między Ogrodem Oliwnym a Golgotą. Jest formą powiedzenia Jezusowi: „Skoro Ty w ten piątek cierpiałeś upokorzenie, odrzucenie, niesprawiedliwe sądy, biczowanie, wyśmianie, dźwiganie krzyża i wielogodzinną agonię, to ja przynajmniej...”. Tu stawiamy wielokropek, ponieważ nasze formy wdzięczności za Chrystusową mękę mogą być bardzo różne.

Kształtowanie charakteru

W praktyce Kościoła powszechnego o praktykach tych decydują konferencje episkopatów krajowych, dostosowując je do tradycji i kultury poszczególnych narodów. W Polsce od wieków jest to powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych. Kiedyś bowiem jedzenie mięsa było oznaką dostatku, a ubogim zdarzało się tylko od wielkiego święta. Dziś, oczywiście, sytuacja wygląda inaczej. W sklepach możemy bez trudu dostać zarówno zupełnie tanie mięso, jak i bardzo ekskluzywne pokarmy wegetariańskie, całkiem zresztą modne z wielu pozareligijnych względów. Można by więc, nieco przewrotnie, postawić pytanie: czy bardziej zgodne z duchem chrześcijańskiego postu jest zjedzenie tanich podrobów, parówki lub zupy na mięsnym wywarze, czy smażonego łososia, krewetek, sera pleśniowego za 200 zł za kilogram czy steku z tuńczyka popitego dobrym winem, które też jest przecież bezmięsne? Może więc formą ascezy jest tu nie tyle umartwienie podniebienia, ile wysiłek włożony w to, by jednak dostosować się do litery prawa. Takie spojrzenie zachęca nas jednak do spojrzenia na post w nieco szerszym kontekście. Post rozumiany jako odmówienie sobie jakiejkolwiek przyjemności z motywu miłości do Pana Jezusa. Kiedyś jeden z moich wykładowców akademickich mawiał, że większym wyrzeczeniem od zrezygnowania z kawałka kiełbasy jest zjedzenie jajka na miękko bez soli. Było w tym sporo racji. Może większym wyrzeczeniem jest dzień bez internetu, grania na komórce, oglądania programów informacyjnych ulubionej telewizji, dobrego serialu albo plotkowania o życiu sąsiadów? By jednak sensownie podejmować jakiekolwiek wyrzeczenie, trzeba mieć odpowiedni motyw. Tylko asceza podjęta z miłości do Pana Jezusa jest postem w znaczeniu chrześcijańskim. Taki post ma głęboki, wieloraki sens. Po pierwsze, jest wyrazem szacunku dla dzieła odkupienia, którego Jezus dokonał za nas na krzyżu. Włącza nasze poczucie niedostatku w kontekst zbawczej męki i śmierci Jezusa. Po drugie, jest także formą kształtowania charakteru. Wielu specjalistów od życia duchowego zauważa, że jeśli ktoś nigdy nie odmawia sobie rzeczy, które są moralnie dozwolone, będzie miał ogromną trudność w obronieniu się przed pokusą zrobienia rzeczy moralnie nagannej, czyli grzesznej. Czym trening fizyczny jest dla mięśni, tym post może się okazać dla ludzkiej woli.

Fałszywe intencje

Widzimy więc, że post może mieć ogromną wartość w życiu duchowym. Niestety, jak każda dobra rzecz, stosowany bez cnoty umiaru, może też stanowić duchowe zagrożenie. Tak było choćby w przypadku faryzeuszy. Jeden z nich, modląc się w świątyni, mówił: „Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18, 12). Człowiek ten jednakże nie odchodzi usprawiedliwiony, ponieważ jego post służy mu wyłącznie do tego, by uznać się za lepszego od innych. Pamiętam rozmowę z pewną kobietą. Mieliśmy do dyspozycji niecały kwadrans. Przez większą część tego czasu opowiadała mi o latach swoich postów o chlebie i wodzie dwa razy w tygodniu, jak to Matka Boża nie pozwala jej w te dni nawet pić kawy. Miała ogromne poczucie własnej świętości i doskonałości. Wiedziałem też jednak skądinąd, jak bardzo potrafiła nienawidzić tych, którzy nie byli w stanie sprostać jej oczekiwaniom. Zły to post, który prowadzi człowieka do chęci postawienia się ponad innymi. Dlatego wszelkie „wyjątkowe” posty warto uzgadniać ze swoim spowiednikiem lub kierownikiem duchowym. Jest też jeszcze inny aspekt: post nie może być nigdy na pokaz. „Kiedy więc pościsz, nie bądź posępny jak obłudnicy. Oni bowiem przybierają wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, lecz Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 16-18). Najpiękniejszy post to taki, o którym wie tylko Bóg i ty. On przyniesie największe owoce i nigdy nie stanie się zagrożeniem dla twojej pokory. A ciebie uczyni prawdziwie człowiekiem ducha, uczniem Jezusa godnym swojego Pana i Mistrza.

Autor jest proboszczem parafii św. Joachima w Sosnowcu.

Oceń: +25 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kogo dzisiaj gorszy krzyż?

Niedziela Ogólnopolska 9/2010, str. 14-15

[ TEMATY ]

krzyż

Wielki Post

Karol Porwich/Niedziela

Kogo krzyż kłuje w oczy, irytuje, prowokuje, zmusza do dyskusji, bywa, że dzieli? A może nikogo już nie gorszy? Jego obecność jest obojętna?...

Zgorszenie krzyżem? Dzisiaj? W Europie albo w Polsce? Nie żartuj! Naprawdę chcecie o tym pisać? Czemu sądzicie, że ludzi to zainteresuje? - usłyszałam serię pytań od pierwszego, którego zapytałam o krzyż w jego życiu. - Powiem szczerze, nigdy o tym nie myślałem. Tak, jestem katolikiem, ale co z tego... Pytałam dalej. Krzysztof. Kilka lat temu zdecydowanie niewierzący. Za namową żony (w oryginale brzmiało to - by przestała marudzić) zgodził się na uczestnictwo w rekolekcjach u jezuitów. Po dwóch latach ochrzcił się. „Myślę o zakonnicy, której na moich oczach stado bezszyich kretynów zdarło krzyż w centrum miasta, które szczyci się największą liczbą kościołów w Polsce. Potem myślę o starym księdzu, którego na Ukrainie ukrzyżowali na drzwiach kościoła, bo nie chciał napluć na krzyż. Myślę o małych koptyjskich chłopcach, którym tatuuje się czarny krzyż między kciukiem a palcem wskazującym. Zostają naznaczeni, by nie wyprzeć się Chrystusa. Ten krzyż rośnie razem z nimi. Wrasta w nich, bywa, że prowokuje prześladowców do ataku. Myślę o chrześcijańskich mieszkańcach małej hinduskiej wioski, których spalono żywcem, a oprawcy podsycali ogień, wrzucając do niego krzyże wyniesione z domów mordowanych. Myślę o umierającej kobiecie, która przekonywała otoczenie, że mniej cierpi, gdy krzyż leży na poduszce tuż przy jej głowie. I o Janie Pawle II przytulającym krzyż do policzka, gdy przez Rzym szedł rozmodlony tłum w Drodze Krzyżowej prowadzonej już nie przez niego... Słowem - pogarda dla krzyża sprawia, że zwracamy na niego uwagę. Bo potrzebny jest cień, żeby dostrzec światło. Dobro widać lepiej na tle zła”. Weronika. Jej ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest rozmowa. W praktyce oznacza to długie godziny dyskusji na temat problemu wolnej woli i przeznaczenia, kwestii niewysłuchanych modlitw i „proście, a będzie wam dane”, niepewności odnośnie do kwestii, czy zwątpienie obraża Pana Boga... „Nie myślę o tych, co na krzyż plują, bezczeszczą go, wyrzucają, złorzeczą. O nich i tak za chwilę nikt nie będzie pamiętał. Ciekawią mnie ci, którzy mają na tyle odwagi, by się do krzyża przyznać. Aktem odwagi jest w Polsce publiczne przeżegnanie się. Spróbuj kiedyś na pełnej przechodniów ulicy, na korytarzu w pracy, w szkole. Zrób to starym polskim zwyczajem przed kościołem, kapliczką, przydrożnym krzyżem... Zwyczajnie, bez manifestacji, ale i bez tego zażenowania, jakby coś cię ugryzło w czoło. Zobaczysz, co się stanie w tym słynącym z tolerancji kraju. Ja spróbowałam. Zalegnie niezręczna cisza, potem zaczną się szepty, chichoty, pokazywanie palcem. Zostaniesz naznaczona, przylepią ci niewidzialną etykietkę z napisem «dewotka» albo «oszołom». Tak naprawdę Polacy nie są tolerancyjni wobec swoich. Zaakceptują najgorsze dziwactwo, byle cudze...”. Pan Jan, emerytowany nauczyciel, człowiek starych zasad i miłośnik szachów. Urodzony na Syberii, do Polski przyjechał w późnych latach 40. i wtedy pierwszy raz poszedł do kościoła. „Ucieszyła mnie sprawa licealistów z Wrocławia - trzech uczniów zażądało zdjęcia krzyży ze szkolnych ścian, bo najwyraźniej martwili się, że obecność krzyża może być niekomfortowa dla niechrześcijan. I co? Zostali momentalnie sflekowani przez swoich rówieśników, którzy zapowiedzieli, że prędzej dowieszą nowe krzyże, niż pozwolą na ich zniknięcie. Dostało się nawet szkolnemu katechecie, że zbyt słabo bronił krzyża. I to mi się podoba - chrześcijanie powinni być czytelni, charakterni... a nie jak mdły kisiel”. Stefan, filozofia jest jego czwartym fakultetem. Do trzydziestki chce objechać dookoła świat. „Rozpięci między tu i teraz. Na skrzyżowaniu czasów. Tak bardzo niepewni siebie ani tego, co wokoło. Ostrożni w uczuciach, minimalizujący ryzyko życiowego bankructwa, bo jednak najpierw lepiej «mieć» niż «być», bo nie da się już «być» bez «mieć». Tęskniący za jakąś własną spokojną zatoką, by znaleźć chwilę wytchnienia. Mój przyjaciel mawia: Mam coraz mniej do powiedzenia światu. Coraz częściej prowadzę wewnętrzny monolog, który niektórzy mogą nazwać modlitwą. Z otoczeniem porozumiewam się na tyle, na ile wymaga tego otoczenie. Pracuję, organizuję rzeczywistość, martwią mnie mnożące się rachunki, coraz więcej nitek przywiązuje mnie do ziemi.... Ale to, co naprawdę ważne, odbywa się, gdy zamknę drzwi do świata. Bez względu na to, jak bardzo kocham, trzeba czasem schować się w sobie. I wtedy pojawia się moje pytanie o krzyż. Powraca do mnie myśl, na ile krzyż jest zgorszony mną. Bo krzyż to przecież pewna filozofia życia, światopogląd. Gdy patrzę na niego, gorszy mnie moja własna słabość, moje wieczne przegrywanie walki z samym sobą”. To nie powinien być koniec. Teraz kolej na każdego z nas. Na odpowiedź podstawową dla każdego chrześcijanina: Na ile Ciebie gorszy krzyż?
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
CZYTAJ DALEJ

Chełm. W jedności z Ojcem Świętym

2026-02-25 10:24

Tadeusz Boniecki

W święto Katedry św. Piotra, 22 lutego, w bazylice Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie odbyły się uroczystości odpustowe. Sumie odpustowej z udziałem kanoników Kapituły Chełmskiej przewodniczył bp Józef Wróbel.

W sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej główne uroczystości odpustowe zawsze odbywają się we wrześniu. Jednak od czasu, gdy świątynię na Górze Chełmskiej podniesiono do godności bazyliki mniejszej, drugi odpust jest obchodzony 22 lutego. W tym czasie wierni wspominają również nawiedzenie Chełma przez Matkę Bożą w znaku fatimskim. To znaczące historycznie wydarzenie miało miejsce 22 lutego 1996 r., czyli dokładnie 30 lat temu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję