Reklama

Edytorial

Edytorial

Małżeński maraton

2026-07-06 18:19

Niedziela Ogólnopolska 28/2026, str. 3

[ TEMATY ]

Margita Kotas

Red.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Statystyki zatrważają. Według danych GUS, w 2025 r. w Polsce orzeczono ok. 61 tys. rozwodów, co w praktyce oznacza, że na 100 zawartych małżeństw przypada średnio ponad 30 rozwodów. Najczęstszym powodem podjęcia decyzji o rozwodzie jest niedochowanie wierności małżeńskiej, a w ponad 2/3 przypadków pozew rozwodowy wnoszą kobiety. Najwięcej rozwodów notuje się w grupie wiekowej 40-49 lat, a ich wskaźnik jest niemal trzykrotnie wyższy w miastach niż w ośrodkach wiejskich. Z danych GUS wynika, że od 2014 r. odnotowuje się nieznaczny spadek liczby rozwodów, co pozwoliłoby dostrzec światełko w tunelu, gdyby nie fakt, że spada również liczba zawieranych małżeństw. GUS podaje, że w 2025 r. zawarto ok. 133 tys. związków małżeńskich, o ponad 2 tys. mniej niż w 2024 r. Tendencję tę obrazują również wyniki badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Według jego danych, w 2014 r. udzielono 132 tys. sakramentów małżeństwa, w 2019 r. – ponad 125 tys., rok później – 91,4 tys., a w 2024 r. – już jedynie 68,2 tys. Z roku na rok wzrasta także średnia wieku nowożeńców – w 2024 r. dla mężczyzn wynosiła 32 lata, a dla kobiet 30 lat. To tyle, jeśli chodzi o statystyki. Powiało pesymizmem? Niestety, tak.

Reklama

Trudno nie zauważyć, że instytucja małżeństwa jest w kryzysie. Wśród jego przyczyn wymienić można przemiany kulturowe, emancypację kobiet oraz coraz silniejsze dążenie do wolności osobistej i samorealizacji, które od egoizmu i egocentryzmu dzieli cienka granica. Smutna to diagnoza, ale na niej dzisiaj nie chcemy się zatrzymać. Dzień Męża i Żony, który obchodzimy 13 lipca w nawiązaniu do daty ślubu świętych Zelii i Ludwika Martin, rodziców św. Tereski od Dzieciątka Jezus, jest doskonałym pretekstem, by z uwagą, czułością, ale i z optymizmem jednak spojrzeć na małżeństwo. Z optymizmem, bo na szczęście ciągle odnajdujemy wokół siebie przykłady par, które swój małżeński stan sobie cenią i potrafią długie lata przeżyć w zgodzie i miłości. Czynimy to oczami ekspertów długodystansowców – mężów z kilkudziesięcioletnim stażem, którzy dowodzą, że można i da się przebiec małżeński maraton. Nie bez powodu poprosiliśmy o uchylenie tajników sztuki małżeńskiej mężczyzn. Chcieliśmy, by o miłości i sztuce bycia razem opowiedzieli tym razem ci, którzy o sentymenty i czułostkowość nie są na co dzień podejrzewani. Ciekawił nas męski punkt widzenia w tej sprawie. Nie zawiedli nas i z pewnością Państwa nie zawiodą. Miał być konkret – i jest konkret.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Małżeństwo nie polega na tym, aby zaczynać od wysokiego «C», a potem już tylko – najpierw powoli, a potem na łeb na szyję – «zwijać» ten interes. Jest zupełnie odwrotnie. Prawidłowo przeżywane małżeństwo jest jak idealnie rozplanowany bieg maratoński”. Tomasz Strużanowski, notabene maratończyk, podaje top 12 rad, czyli przepis na małżeństwo, by było ono nie biegiem dwojga ludzi obok siebie, ale drużynowym biegiem dwojga ludzi razem (s. 10-11). Jakie to rady – nie będę zdradzać, powiem jedynie, że tyle samo są odkrywcze, ile oczywiste, ale w praktyce, wiadomo, najwięcej problemów sprawiają nam oczywistości. Lektura to zatem warta uwagi – zwłaszcza tych wszystkich, którzy coś w swoim małżeństwie chcieliby skorygować, naprawić.

O tym, co trwale łączy, choć dwoje ludzi wiele też różni, opowiada drugi z długodystansowców – Marian Salwik (s. 12-13). „Inna perspektywa życia rodzinnego, inne temperamenty, inne przyzwyczajenia, może nawet inne oczekiwania... Czy nasze spotkanie mogło przerodzić się w coś trwałego? Mogło i rzeczywiście przerodziło się w małżeństwo i rodzinę”. Chłopak ze Śląska i dziewczyna z Podkarpacia zbudowali trwały dom na fundamencie wiary, bo jak podkreśla p. Marian, choć ślubowanie sobie miłości wobec Boga nie jest pełną gwarancją małżeńskiego sukcesu, to bez tego zobowiązania wszystko może się „posypać”. I może właśnie w tym tkwi tajemnica wysokiej liczby rozwodów – w niezaproszeniu do swojego małżeństwa Boga, z którym łatwiej przeżyć ciężkie chwile – bo przecież życie nawet z najukochańszą osobą ma swoje wzloty i upadki, trudne, a czasem ekstremalnie trudne momenty. Ale można, da się. Dowodzą tego małżeńscy maratończycy.

Oceń: +6 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sigma, czyli Brzęczyszczykiewicz

Język ojczysty. Jest podatny na zmiany pokoleniowe, reaguje na rozwój technologiczny, za którym musi nadążyć. Jest też taki jak my.

Jest pierwszym, który słyszymy. W nim wypowiadamy swoje pierwsze słowo, myślimy i śnimy. Nawet gdy już nauczymy się języków obcych, on pozostaje tym pierwszym. Język ojczysty. Posługujemy się nim w mowie, w piśmie, w nim czytamy literaturę i codzienne wiadomości. I ciągle się go uczymy, bo nieustannie się zmienia, choć nie zawsze i nie wszystkim nam jest to w smak. Zmienia się jednak, bo jest żywy. Jest podatny na zmiany pokoleniowe, reaguje na rozwój technologiczny, za którym musi nadążyć. Jest też taki jak my. Bogaty i ubogi. Piękny i zeszpecony wulgaryzmami. Wypowiadany pełnymi zdaniami bądź pośpiesznymi skrótowcami. Z pietyzmem składany z polskich słów, okraszany regionalizmami lub naszpikowany obcymi zwrotami albo zastępowany emotikonami. „Język wciąż się rozwija. Próbuje w ten sposób nadążyć za nami i naszym zmieniającym się życiem” – wyjaśnia językoznawca dr Magdalena Wanot-Miśtura, z którą o polszczyźnie rozmawiamy w bieżącym numerze z okazji przypadającego 21 lutego Dnia Języka Ojczystego (s. 10-13).
CZYTAJ DALEJ

Święci Andrzej Świerad i Benedykt

[ TEMATY ]

święty

wikipedia.org

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Wśród świętych, których w lipcu przypomina Kościół, są dwaj przyjaciele – święci pustelnicy Andrzej Świerad i Benedykt. Ich wspomnienie przypada 13 lipca. Choć żyli w czasach, kiedy na ziemiach polskich chrześcijaństwo dopiero się kształtowało i byli jednymi z pierwszych Polaków wyniesionych do chwały ołtarzy (1083 r.), ich życie może stanowić dla nas, żyjących na początku trzeciego tysiąclecia, drogowskaz na drodze do świętości. Swoje życie związali z benedyktynami.

Św. Andrzej Świerad urodził się w rodzinie rolniczej najprawdopodobniej w Małopolsce. Wzrastał w środowisku od dawna chrześcijańskim. Przez wiele lat żył w pustelni pod skałą w Tropiu niedaleko Czchowa. Miejsce to znane jest dziś jako Brama Sądecczyzny. Jan Długosz zapisał, że tu „wyróżniał się przykładnym życiem i obyczajami”– jak podaje strona internetowa sanktuarium Świętych Pustelników w Tropiu, gdzie ich kult jest wciąż żywy. Św. Andrzej w ostatnich latach X wieku wstąpił do benedyktynów – klasztoru św. Hipolita na górze Zobor k. Nitry. To właśnie tam przyjął imię Andrzej. Po ukończeniu 40 lat mógł powrócić do życia pustelniczego, które wpisane jest również w duchowość benedyktyńską, do samotności, stwarzającej miejsce do głębszego spotkania z Bogiem. Towarzyszył mu zmieniający się co kilka lat uczeń. Całym swoim życiem dążył do wyłącznej przynależności do Boga. Jako że jednym ze sposobów służby Bożej benedyktynów jest praca, która jest źródłem utrzymania klasztoru, oraz przybliża do Boga i drugiego człowieka, św. Andrzej również oddawał się ciężkiej pracy – zajmował się karczowaniem lasu. Choć wymagało to od niego wiele trudu, nie zaniedbywał pokutnych praktyk. Noc poświęcał na modlitwę. Trzy razy w tygodniu pościł (w poniedziałki, środy i piątki), a podczas Wielkiego Postu – za wyjątkiem sobót i niedziel – jego dziennym pokarmem był jeden orzech włoski. Spośród innych umartwień ciała (żył przecież w średniowieczu, które ciało traktowało jako źródło wszelkiego zła) wymienić jeszcze tu trzeba, że Andrzej opasał się mosiężnym łańcuchem, który – jak mówią podania o jego życiu – z czasem obrósł skórą. W to miejsce wdało się zakażenie, co było przyczyną jego śmierci ok. 1030 r. Zasłynął jako apostoł i patron nawracających się grzeszników.
CZYTAJ DALEJ

Palermo: św. Rozalia od czterech wieków jednoczy mieszkańców

2026-07-13 16:35

[ TEMATY ]

Święta Rozalia

Vatican Media

Palermo po raz 402. będzie obchodzić „Festino di Santa Rosalia” (Uroczystości ku czci św. Rozalii)– jedno z najważniejszych świąt religijnych i zarazem największych wydarzeń w sycylijskiej stolicy. Setki tysięcy mieszkańców i pielgrzymów przejdą w proceji, aby uczcić patronkę miasta, której wstawiennictwu przypisuje się ocalenie Palermo od epidemii dżumy. Tegoroczne obchody mają przypominać, że z cierpienia może rodzić się wspólnota, a wiara pozostaje źródłem nadziei i odnowy.

Dla mieszkańców Palermo św. Rozalia nie jest jedynie historyczną patronką. Od wieków pozostaje ich ukochaną świętą, do której zwracają się w chwilach trudnych i radosnych. Według tradycji to właśnie jej wstawiennictwu przypisuje się ustanie epidemii dżumy, która w 1625 r. ciężko dotknęła miasto. Po odnalezieniu jej relikwii i uroczystej procesji ulicami Palermo zaraza miała ustąpić, a wydarzenie to na trwałe wpisało się w religijną tożsamość miasta.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję