Koniec lipca ma dla mnie od lat ten sam zapach. Licheń. Tysiące ludzi. Tysiące uścisków dłoni. Tysiące historii, które nigdy nie powinny się wydarzyć, a jednak się wydarzyły. I tysiące cudów, które według wszelkiej logiki wydarzyć się nie miały, a jednak się wydarzyły. Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe to nie festiwal ludzi bez problemów. To spotkanie Ocalonych. Ludzi, którzy wiedzą, jak smakuje dno. Którzy przegrali z alkoholem, narkotykami, hazardem, seksem, pracoholizmem, pychą, własnym ego. Ludzi, którzy pewnego dnia zamiast kolejnej wymówki wybrali prawdę. Bo poszukiwanie wolności bywa niebezpieczne. Czasem prowadzi na manowce swawoli. Wmawia się nam, że wolność polega na robieniu wszystkiego, na co ma się ochotę. A przecież to jedno z największych kłamstw naszych czasów.
Reklama
Człowiek, który nie potrafi powiedzieć sobie „nie”, nie jest wolny. Jest sterowany. Raz przez reklamę. Raz przez hormon. Raz przez złość. Raz przez butelkę. Raz przez ekran. Naprawdę wolny jest tylko ten, kto potrafi wybrać dobro, nawet wtedy, gdy zło wydaje się łatwiejsze, przyjemniejsze i bardziej opłacalne. Uzależnienie jest przecież niczym innym jak zakochaniem się we własnym śmiertelnym wrogu. Najpierw obiecuje ulgę. Potem zabiera godność. Na końcu chce zabrać życie. A mimo to człowiek wraca do niego jak ćma do płomienia. Dlatego tak kocham Licheń. Bo tam co roku widzę ludzi, którzy odzyskują zdolność kochania życia bardziej niż własnych nałogów. W tym roku chcę podziękować za własną trzeźwość trochę inaczej. Razem z moją kapelą Różny i Pankowie nie będziemy tylko mówić. Będziemy śpiewać. Bo są takie prawdy, których nie da się już opowiedzieć. Trzeba je wykrzyczeć. Wyśpiewać. Wyrzucić z siebie z całej siły. Zapraszam Was 25 lipca do Lichenia. Przyjedźcie. Nawet jeśli myślicie, że ten temat Was nie dotyczy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Bo dotyczy.
Coraz częściej uzależnienie nie pachnie już alkoholem. Świeci ekranem. Mam czasem wrażenie, że współczesny człowiek przedawkował smartfonocholinę. Nową substancję, która nie istnieje w podręcznikach medycznych, ale znakomicie istnieje w naszych kieszeniach. Patrzymy w ekran podczas śniadania. Podczas spaceru. W samochodzie. W windzie. W kościele. Przy stole. Nawet wtedy, gdy obok siedzi człowiek, który bardziej od naszego telefonu potrzebuje naszej uwagi. Jeżeli nadal będziemy dzielić swoje życie w proporcji 70% wirtualu i 30% realu, to z naszej cywilizacji naprawdę niewiele zostanie. Będziemy mieli tysiące znajomych i coraz mniej przyjaciół. Miliony zdjęć i coraz mniej wspomnień. Coraz lepszy zasięg i coraz gorszy kontakt. Za chwilę zacznie się sierpień – miesiąc trzeźwości.
I dobrze byłoby pamiętać, że abstynencja to dopiero początek. Można nie pić i być kompletnie nietrzeźwym. Nietrzeźwym pychą. Gniewem. Chciwością. Plotką. Ideologią. Telefonem. Znacznie ważniejsza od abstynencji jest trzeźwość myślenia. Trzeźwość sumienia. Trzeźwość wyborów. Trzeźwość serca. Jezus powiedział: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mk 9, 37).
Reklama
Dotyczy to także, a nawet nade wszystko tego człowieka, którego codziennie spotykamy w lustrze. Bo jak mamy przyjąć drugiego człowieka, skoro od lat odrzucamy samych siebie? Jak mamy uwierzyć, że jesteśmy kochani przez Boga, skoro nie umiemy spojrzeć na siebie z odrobiną miłosierdzia? Nie chodzi o samozachwyt. Chodzi o zgodę na prawdę. Także tę, że mimo naszych ran, porażek i grzechów nadal jesteśmy warci miłości.
I dlatego mam dla Was propozycję. Wyłączcie czasem telefon. Włączcie życie. Zamiast kolejnego scrollowania zróbcie spacer z dzieckiem. Zadzwońcie do mamy. Pogódźcie się z bratem. Przytulcie żonę. Pobawcie się z wnukiem. Przeczytajcie Ewangelię. Posiedźcie 5 minut w ciszy. To naprawdę działa lepiej niż kolejna aktualizacja systemu. A jeśli spotkamy się 25 lipca w Licheniu, pośpiewamy razem o wolności. Tej prawdziwej. Nie krzykliwej. Nie reklamowej. Nie tej, która obiecuje wszystko, a zostawia pustkę. Tej, która czasem kosztuje bardzo wiele.
Ale w zamian oddaje całe życie.
