Pożar magazynu w Lublinie i próba podpalenia w Skarżysku-Kamiennej fabryki WB Electronics, która produkuje jedne z najlepszych na świecie dronów – to tylko dwa przykłady nasilającej się wojny symetrycznej, którą Rosja prowadzi z NATO. Podobnych ataków doświadczają również nasi zachodni sąsiedzi, u których uzbrojony rosyjski dron mógł doprowadzić do katastrofy lotniczej, pojawiają się także akty dywersyjne na niemiecki system energetyczny. – Fakt, że na celowniku rosyjskich służb są infrastruktura krytyczna oraz magazyny i zakłady zbrojeniowe, bez wątpienia należy odczytywać jako czynnik eskalacyjny. Rosji chodzi o zakłócenie łańcucha dostaw na Ukrainę oraz wzbudzenie niepokoju w Europie, że bezpieczeństwo podlega przyspieszonej degradacji – mówi Marek Budzisz, ekspert ds. Rosji ze Strategy&Future.
Ocena ryzyka
Reklama
Wizyta szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Johna Ratcliffe’a w Moskwie niewiele dała. Jej celem było ostrzeżenie Putina przed agresywnymi działaniami względem NATO oraz zaproponowanie negocjacji pokojowych z Ukrainą. Niestety, plan się nie powiódł, bo tuż po wyjeździe amerykańskiej delegacji Rosja przeprowadziła próby rakiet międzykontynentalnych, zwiększyła ataki balistyczne m.in. na Kijów oraz rozpoczęła nową falę działań dywersyjnych w krajach NATO. Z drugiej strony – USA dały Ukrainie zielone światło do używania amerykańskich pocisków manewrujących o zasięgu 550 km. Taką decyzją Waszyngton potwierdził, że Kreml nie zamierza rezygnować z konfrontacji z Zachodem. – Jeszcze do niedawna CIA było przekonane, że militarna agresja Rosji na NATO nam nie grozi, gdy nadal jest ona zajęta wojną na Ukrainie. Ostatnie raporty CIA zmieniły swoją ocenę ryzyka, bo amerykański wywiad uważa, że Rosja ma potencjał prowadzenia wojny na Ukrainie i ograniczonego ataku na NATO. Zagrożenie jest więc realne – tłumaczy Marek Budzisz.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W Rosji narastają różne kryzysy związane z ukraińskimi atakami na rafinerie, bazy paliwowe, centra logistyki handlu internetowego oraz porty służące do przeładunku zboża na Morzu Azowskim. W obwodzie rostowskim ogłoszono stan wyjątkowy ze względu na sektor rolniczy, bo już wiadomo, że tegorocznych plonów nie uda się wyeksportować, a magazyny już teraz są pełne. Tym szlakiem handlowym Rosja transportowała 60 mln t, czyli aż 90% całego eksportu zboża. Równie zła jest sytuacja na rynku naftowym, bo Rosja, zamiast zarabiać na eksporcie paliw, musi dopłacać do jego importu. Frustracja wśród rosyjskich elit gwałtownie narasta i coraz więcej środowisk krytykuje Putina, mówiąc, że ta wojna powinna być już dawno wygrana. W Rosji jest więc silna frakcja opowiadająca się za większą eskalacją konfliktu, którego celem jest wystraszenie społeczeństw i przywódców państw NATO.
Okienko dla Moskwy
Poza złą sytuacją na froncie ukraińskim i zapaścią gospodarczą w Rosji pomysł na wojenną konfrontację z NATO może być rozpatrywany jeszcze z jednego powodu. Rosyjscy analitycy patrzą na sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie ugrzęźli Amerykanie. W Moskwie analizują dane na temat wyczerpania się amerykańskiego uzbrojenia, np. pocisków precyzyjnych i przede wszystkim antyrakietowych do systemu Patriot. – Pod koniec sierpnia, gdy Amerykanie zintensyfikowali ataki na Iran, tylko jednego dnia musieli zużyć ponad 100 rakiet przeciwlotniczych, by bronić się przed atakiem balistycznym z Teheranu. Analitycy szacowali, że przed tym atakiem zapasy w USA sięgały jedynie 700-800 rakiet, a teraz są jeszcze mniejsze – podkreśla Budzisz.
Ukraina od czasu wojny z Iranem nie dostaje antyrakiet z USA w ramach zamówień z UE. Europejskie państwa przekazują Kijowowi jedynie śladowe ilości tego uzbrojenia, bo wiedzą, że na realizację nowych amerykańskich dostaw trzeba czekać kilka lat. Moskwa dostrzega więc historyczne okienko, gdy zapasy niektórych typów broni w NATO są na wyczerpaniu, a Rosja już dawno podjęła wysiłki zwiększenia produkcji rakiet balistycznych, do których zwalczania niezbędne są właśnie pociski do systemów Patriot.
