Reklama

Niedziela Lubelska

Lublin: zmarła Alicja Mazurek, młoda ewangelizatorka

Nie żyje Alicja Mazurek, członkini lubelskiego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i wspólnoty ewangelizacyjnej Guadalupe. 19-latka w lutym 2018 r. uległa ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, po którym lekarze nie dawali jej żadnych szans na przeżycie. Dwa tygodnie temu rodzice Alicji otworzyli pierwszy na Lubelszczyźnie ośrodek neurorehabilitacji.

[ TEMATY ]

śmierć

Lublin

Facebook

Alicja Mazurek

Alicja Mazurek

Na facebookowym profilu parafii św. Józefa w Lublinie pojawił się wpis poświęcony zmarłej. - W Święto Świętej Rodziny odeszła do wieczności śp. Alicja Mazurek, która swoim życiem ukazała cud życia i stała się znakiem dla wielu ludzi, także tych, którzy byli daleko od Boga – napisali lubelscy duszpasterze.

Alicja Mazurek była uczennicą Pallotyńskiego Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. Działała również w strukturach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej oraz wspólnoty ewangelizacyjnej Guadalupe. Uczestniczyła także w Lubelskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Wśród przyjaciół była znana ze swojej radości i otwartości na innych.

Reklama

19 lutego 2018 r. razem z Olafem, kolegą ze wspólnoty Gaudalupe, uległa wypadkowi samochodowemu. Kierujący pojazdem Olaf zginął na miejscu. Alicji lekarze także nie dawali wielkich szans. Przyjaciele nastolatki rozpoczęli modlitewny szturm do nieba w intencji uzdrowienia Alicji. Młodzi przygotowali specjalny grafik, w ramach którego każdy mógł wybrać czas, który chce poświęcić na modlitwę.

Nastolatka przeżyła kilka operacji, po leczeniu trafiła do warszawskiej kliniki "Budzik". Ze względu na wysokie koszty rehabilitacji, w ubiegłym roku zorganizowano fundację #WstawajAlicja. W jej ramach odbyła się m.in. zbiórka pieniędzy w parafiach Archidiecezji Lubelskiej pod patronatem abp Stanisława Budzika, liczne koncerty, kiermasze czy inne inicjatywy. Historia Alicji stała się inspiracją wielu reportaży w polskich i zagranicznych mediach.

Równocześnie do pozyskiwania funduszy trwały także akcje modlitewne, które przyczyniły się do nawrócenia wielu młodych osób. W intencji Alicji modlili się pielgrzymi zmierzający do najważniejszego regionalnego sanktuarium maryjnego w Wąwolnicy. Co miesiąc w archikatedrze lubelskiej sprawowano Eucharystię w jej intencji.

15 grudnia br. roku, w Turce k. Lublina uroczyście otwarto Ośrodek Neurorehabilitacji dla dzieci i dorosłych. Instytucja powstała z inicjatywy Agnieszki i Wojciecha Mazurków, rodziców Alicji. W placówce w ciągu godziny jednocześnie może być rehabilitowanych sześć osób, co daje dziennie ok. 30 pacjentów. Oprócz fizjoterapeutów, z chorymi pracować będą neurologopeda oraz psycholog.

Alicja Mazurek zmarła 29 grudnia 2019 r. w uroczystość Świętej Rodziny. Jej pogrzeb odbędzie się 31 grudnia, o godz. 11:00 w kościele parafialnym pw. Św. Agnieszki na lubelskiej Kalinowszczyźnie.

2019-12-29 15:39

Ocena: +11 -6

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lubelska Częstochowa

2020-08-25 13:39

Niedziela Ogólnopolska 35/2020, str. 24-25

[ TEMATY ]

Matka Boża

Lublin

Paweł Wysoki

Łaskami słynąca figura Matki Bożej Kębelskiej należy do cyklu tzw. Pięknych Madonn

Łaskami słynąca figura Matki Bożej Kębelskiej
należy do cyklu tzw. Pięknych Madonn

Wąwolnica odwiedzana jest przez tysiące pielgrzymów. Z bliskich i dalekich stron przychodzą do Matki Bożej Kębelskiej, bo od wieków wiadomo, że najlepsza z matek zawsze bierze w obronę swoje dzieci.

Sanktuarium maryjne w archidiecezji lubelskiej, położone wśród lessowych wzgórz między Nałęczowem a Kazimierzem Dolnym, początkami sięga XI wieku. W rękopisie z 1027 r., przechowywanym w klasztorze na Świętym Krzyżu, można przeczytać o Wawelnicy – „nowo założonej i świeżo do wiary świętej nawróconej osadzie”. Jej legendarnym założycielem był książę Krak, a nazwa odwołuje się do Wawelu. Według językoznawców, staropolski „wąwel” to obronny cypel. Właśnie na wzgórzu, otoczonym rzekami, powstał obronny gród, a z czasem miasto królewskie. Złota era rozwoju osady znajdującej się przy ważnym trakcie handlowym przypada na czasy panowania Kazimierza Wielkiego. Z tego okresu do dziś zachowała się gotycka kaplica zamkowa, w której znajduje się najcenniejszy skarb Wąwolnicy – łaskami słynąca figura Matki Bożej z Dzieciątkiem.

Zwycięstwo Maryi

Historia prowadzi do XIII wieku, do czasów najazdów tatarskich. Jak czytamy w parafialnej kronice: „Strasznym był rok 1278 dla Polski. Nawała tatarska zalała ją całą. Ziemia Lubelska najwięcej od innych spustoszeniu uległa, wtedy w głąb kraju krocie spieszyły barbarzyńskie zagony, tu zakładały główne swoje obozowiska, tu zwozili łupy świeżą krwią zbroczone. Spędzano krocie nieszczęśliwych jeńców przeznaczonych na niewolników chana”. Gdy Otto Jastrzębczyk, dziedzic Wąwolnicy, prowadził zwycięską bitwę pod Głuskiem Opolskim, w kębelskim lesie, gdzie Tatarzy zwozili jeńców i łupy, miało miejsce cudowne zdarzenie. Wśród zrabowanych kosztowności najeźdźcy dostrzegli figurę Matki Bożej. Wiedząc, jak wielką czcią Polacy darzą Matkę Chrystusa, tym bardziej zaczęli Ją znieważać. Ustawili figurę na kamieniu, by na oczach wiernych urządzać sobie z Niej kpiny. Wówczas „nad Matką Bożą ukazała się jasność i unosić się zaczęła w górę, na przeciwległej górze o paręset kroków stanęła na lipie, jakoby uchodząc z rąk niewiernych. Przerażeni Tatarzy jak najszybciej uciekali, tak że łupy, co nie były na wozach, i jeńców pozostawili, nie myśląc o zdobywaniu zamku. Po ich ucieczce statua Matki Bożej nazad stanęła na kamieniu”.

Łaską osłonięci

Wieść o cudzie szybko się rozniosła po polskiej ziemi. Do miejsca triumfu Maryi zaczęli przybywać pielgrzymi, wdzięczni za dar ofiarowanej im wolności. Nieopodal sławnego kamienia i lipy Otto Jastrzębczyk wzniósł drewnianą kaplicę, w której umieścił figurę Matki Bożej. Kilka wieków później ojcowie benedyktyni – którzy sprawowali duszpasterską opiekę nad pątnikami – widząc, jak wielką czcią wierni darzą figurę, i z jak odległych stron do niej pielgrzymują, wyprosili w Stolicy Apostolskiej pozwolenie na przeniesienie jej do kościoła w pobliskiej Wąwolnicy. Od 8 września 1700 r. łaskami słynąca Matka Boża Kębelska odbiera cześć w zamkowej kaplicy. Na miejscu cudownego zdarzenia pozostał kamień, nad którym zbudowano kaplicę. Także tu wciąż modlą się wierni i otrzymują za wstawiennictwem Maryi wiele łask, w tym dar uzdrowienia. Pod koniec XIX wieku, wobec szalejącej wokół zarazy, proboszcz ks. Józef Pruszkowski zaświadczył: „Widzę, że nad naszą parafią łaską Maryi jesteśmy osłonięci, jakoby płaszczem Maryi Kębelskiej”.

Złote korony

We wrześniu 1978 r., na 700. rocznicę objawień, za zgodą Ojca Świętego Pawła VI, na skronie Matki Bożej Kębelskiej zostały nałożone papieskie korony. Aktu koronacji wobec stutysięcznej rzeszy wiernych dokonał bp Bolesław Pylak. Przygotowaniem tej uroczystości zajmował się ks. Józef Gorajek, kustosz i wielki czciciel Kębelskiej Pani. Na koronację zaprosił prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyłę z Krakowa. Obydwaj znali sanktuarium w Wąwolnicy z czasów studiów i pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Żaden z nich nie mógł jednak wziąć udziału w uroczystościach, ponieważ uczestniczyli w tym czasie w Rzymie w konklawe i inauguracji pontyfikatu Jana Pawła I. Nikt wówczas się nie spodziewał, że wkrótce Polak zostanie następcą św. Piotra, a koronacja w Wąwolnicy będzie ostatnią przed pontyfikatem Jana Pawła II. Od tamtego czasu, co roku, w pierwszą niedzielę września wierni gromadzą się na maryjnych uroczystościach. Poprzedza je nocne czuwanie i procesja światła do miejsca objawień w Kęble. W niedzielny poranek łaskami słynąca figura Matki Bożej przenoszona jest na plac różańcowy, gdzie z udziałem tysięcy pielgrzymów sprawowana jest dziękczynna Msza św.

Uśmiech Matki

Wierni, którzy z ufnością przychodzą do Matki, poruszeni Jej wezwaniem, by czynić wszystko, co powie Chrystus, w wąwolnickim sanktuarium znajdują ukojenie i umocnienie. Niezliczone nawrócenia oraz pojednania z Bogiem, nawet po długich dziesięcioleciach życia w mroku, są dowodem na kolejne zwycięstwa Maryi. Prowadzona od koronacji księga łask zawiera opisy tylko niektórych cudów, dokonanych przez wstawiennictwo Kębelskiej Pani. Najbardziej spektakularne są uzdrowienia i dar potomstwa dla bezdzietnych małżeństw. Grzegorz z Warszawy, dotknięty rozległą łuszczycą, powodującą na ciele bolesne i niegojące się rany, dowiedział się o Wąwolnicy od swojej siostry, która doświadczyła tu daru uzdrowienia relacji. Po czasie buntu, rezygnacji sam przyjechał na modlitwę i chociaż nie wierzył w cuda, został uzdrowiony. Podobnie jak znajdujący się w ostatnim stadium białaczki wójt z Wolbromia, zmagająca się ze złośliwym czerniakiem Kazimiera z Palikówki, umierająca na raka Justyna z Lublina czy chory na stwardnienie rozsiane ks. Stanisław. Kębelska Pani wyjednała dar zdrowia także chorej na raka Annie z Poniatowej. Na co dzień kobieta pracowała nieopodal miejsca objawień, a na „konsultacje” do Matki Bożej wysłał ją onkolog. Gdy okazało się, że jest zdrowa, usłyszała od lekarza: „Pani wie, komu to zawdzięcza. Niech pani jedzie i dziękuje Matce Bożej, bo z punktu widzenia medycyny to cud”. Ksiądz infułat Jan Pęzioł, emerytowany kustosz sanktuarium, powiedział wówczas do uzdrowionej, że Matka Boża uśmiechnęła się do niej. Swoim „uśmiechem” Maryja wciąż obdarza tych, którzy z ufnością zwracają się do najlepszej Matki.

Ksiądz Jerzy Ważny, kustosz sanktuarium, podkreśla, że: „Ponad 740 lat temu Matka Boża objawiła się w tym miejscu, aby pomagać wszystkim, którzy zwracają się do Niej z prośbą o pomoc. Od tamtej pory rzesze pielgrzymów przychodzą, by polecać swoje życie i swoje sprawy Maryi, prosić Ją o wstawiennictwo. Dziękujemy Bogu za Jego miłość i Matkę, która pomaga nam w drodze do nieba”.

Więcej na: www.sanktuarium-wawolnica.pl

CZYTAJ DALEJ

Relacje między dwoma XX-wiecznymi świętymi mistykami: Janem Pawłem II i Ojcem Pio

2020-09-23 07:50

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

O. Pio

Zakon Braci Mniejszych Kapucynów, Prowincja Krakowska

Relacje między dwoma XX-wiecznymi świętymi mistykami: Janem Pawłem II i Ojcem Pio. Rozmawiałem o tym z Stefano Campanellą, dyrektorem telewizji Padre Pio TV, płodnym pisarzem, autorem m.in. książek o Papieżu Polaku i Kapucynie z Gargano.

- Czy mógłby pan wyjaśnić, dlaczego możemy mówić o szczególnej relacji Karola Wojtyły z Ojcem Pio? Głównie mówi się tylko o listach pisanych przez Wojtyłę do ​​Ojca Pio...

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

- To prawda, wspominane są z reguły co najmniej trzy listy napisane przez Wojtyłę do Ojca Pio, które związane są z dwoma cudami dokonanymi za wstawiennictwem padre Pio: uzdrowienie dr Wandy Półtawskiej oraz syna prawnika z Krakowa.

- Kard. Deskur był świadkiem szczególnych więzi między Janem Pawłem II a Ojcem Pio, dwóch postaci, które odegrały wyjątkową rolę w historii Kościoła, tak różnych, a jednocześnie podobnych do siebie. Rozmawiał pan na ten temat z kard. Deskurem...

- Tak. 30 stycznia 2004 r. miałem zaszczyt zostać przyjęty w Watykanie przez kard. Deskura, aby porozmawiać o relacjach między Janem Pawłem II i Ojcem Pio. Kardynał był bezpośrednim świadkiem niektórych wydarzeń, które łączą Papieża i Padre Pio. Był także osobą, która wysłuchała wielu zwierzeń Jana Pawła II, ponieważ był z nim związany solidną i długą przyjaźnią, która rozpoczęła się w seminarium w Krakowie. Deskur powiedział mi, że koledzy Karola Wojtyły z seminarium już od pierwszych lat postrzegali go jako wyjątkowego człowieka - odkryli, że ma dar „modlitwy natchnionej”. „W godzinie medytacji wszyscy kręcili się, obserwowali, kto wchodzi, kto wychodzi. Wojtyła był jedynym, który nigdy się nie ruszał, całkowicie skupiony na modlitwie” – powiedział mi kardynał. Ale przy tej okazji ujawnił mi również, że papież bardzo mało mówił na temat życia wewnętrznego i zawsze był „bardzo powściągliwy we wszystkim, co dotyczy jego życia duchowego”.

- Ten sposób „zanurzenia się” w głębokim dialogu z Bogiem charakteryzował również Ojca Pio – w tym byli podobni do siebie. Dwaj święci, dwaj mistycy. Ale Wojtyła, już jako Jan Paweł II, w dalszym ciągu przeżywał swoją wiarę w sposób mistyczny...

- Ci, którzy przeczytali „Positio” (zbiór dokumentów wykorzystywanych w procesie) procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II, poinformowali mnie również, że co najmniej dwóch świadków zadeklarowało, że widzieli papieża w tak intensywnej modlitwie, że wydawało się to dialogiem z kimś niewidzialnym, który był przed nim: raz miało to miejsce w Ogrodach Watykańskich, a drugi przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej.

- Po okresie seminaryjnym drogi ks. Wojtyły i ks. Deskura rozeszły się. Spotkali się ponownie w Rzymie w okresie Soboru Watykańskiego II. I to właśnie w tamtych latach miały miejsce wydarzenia, które łączą Wojtyłę, Ojca Pio i Deskura. Czy mógłby je pan przypomnieć?

- Tak, ponieważ w listopadzie 1962 r. abp Wojtyła, który był w Rzymie, dostał wiadomość o ciężkiej chorobie Wandy Półtawskiej, jego duchowej córki i przyjaciółki (mówili do siebie: brat i siostra). Wtedy Wojtyła przypomniał sobie kapucyna spotkanego w 1948 r. w czasie rzymskich studiów i postanowił prosić tego Bożego kapłana o modlitwę za przyjaciółkę. I to w tym momencie pojawił się ks. prał. Deskur, który pomógł mu nawiązać korespondencję z Ojcem Pio.

17 listopada 1962 r. Wojtyła napisał list, który Deskur zobowiązał się wysłać do San Giovanni Rotondo za pośrednictwem urzędnika z Sekretariatu Stanu, kom. Angelo Battisti, który był duchowym synem Ojca Pio i często go odwiedzał. Battisti osobiście zaniósł list Ojcu Pio – gdy mu go przeczytano wypowiedział słynne zdanie: „Jemu nie można odmówić”.

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

List kard. Karola Wojtyły do o. Pio

List kard. Karola  Wojtyły do o. Pio

Kilka dni później, w ramach przygotowań do operacji usunięcia guza, Półtawska została poddana nowym badaniom, które wykazały, że guz całkowicie zniknął. Wiadomość ta natychmiast dotarła do bp. Wojtyły, który czuł się zobowiązany podziękować Ojcu Pio - 28 listopada napisał drugi list, który za pośrednictwem ks. Deskura i kom. Battisti został dostarczony Ojcu Pio, który przy tej okazji powiedział: „Bogu niech będą dzięki!” I to właśnie wtedy wręczył oba listy kom. Battisti, dodając: „Zatrzymaj je, bo pewnego dnia staną się ważne”. Battisti schował je do szuflady i zapomniał o nich. Przypadkowo odnalazł je w tym samym roku i w tym samym miesiącu, w którym ich autor został papieżem.

- Były też inne epizody?

- Tak, jesienią 1974 r. kard. Wojtyła znowu był w Rzymie i gdy zbliżała się rocznica jego święceń kapłańskich (1 listopada 1946 r.), postanowił uczcić tę rocznicę właśnie w San Giovanni Rotondo i odprawić Mszę św. przy grobie Ojca Pio.

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

- A ks. prał. Deskur był tym, który często organizował podróże kardynała po Włoszech i towarzyszył mu. To on zorganizował też wyjazd do Apulii.

- Również w tym przypadku ks. prał. Deskur odegrał ważną rolę. Zadzwonił do inż. Pietro Gasparri, który był jednym z kierowników „Casa Sollievo della Sofferenza” („Dom Ulgi w Cierpieniu”, szpital w San Giovanni Rotondo założony na życzenie Ojca Pio, który zgodnie z jego wolą został przekazany Stolicy Apostolskiej – przyp. W.R.). Gasparri został wysłany przez Watykan do San Giovanni Rotondo, aby zająć się niektórymi aspektami zarządzania szpitalem, dlatego Deskur, jako urzędnik Stolicy Apostolskiej, zwrócił się bezpośrednio do niego (jako ciekawostkę dodam, że inż. Gasparri był bratankiem kard. Gasparri, sekretarza stanu Benedykta XV i Piusa XI).

Ks. prał. Deskur poinformował go o przybyciu polskich księży, prosząc o zorganizowanie ich pobytu oraz powiadomienie braci z klasztoru i władz świeckich. Inż. Gasparri zrobił to z należytą starannością. Jednak ze względu na szereg perypetii (1 listopada był szczególnie deszczowy) grupa składająca się z kard. Wojtyły, ks. prał. Deskura i 6 innych polskich księży przybyła bardzo późno wieczorem, około godziny 21. Jednak mimo późnej pory polską delegację przywitali przedstawiciele władz zakonnych i miejskich. Oczywiście kard. Wojtyła nie mógł odprawić Mszy św. przy grobie Ojca Pio w dniu swych święceń, chociaż tego tak bardzo pragnął. Zrobił to następnego dnia, pozostając w San Giovanni Rotondo do rana 3 listopada. Udał się tylko z krótką wizytą do sanktuarium w miejscowości Monte Sant’Angelo. Podczas krótkich homilii wygłaszanych w czasie Eucharystii miał okazję wyrazić cały swój podziw dla kapucyna z San Giovanni Rotondo.

- Dzięki kard. Deskurowi odkrył pan wiele niezwykłych faktów, które mówią o szczególnej relacji Wojtyły z Ojcem Pio, a także o postaci samego Jana Pawła II...

- Kard. Deskur powiedział mi tylko część tego, co wiedział, ponieważ, jak mi wyjaśnił, „o wielu rzeczach dowiedziałem się podczas spowiedzi i nie mogę ich ujawnić”.

Wśród faktów, które mi opowiedział, były rzeczy bardzo ważne. Pewnego dnia bp Michalik poprosił papieża, by powiedział mu coś więcej na temat jego związków z Ojcem Pio. Jan Paweł II wyznał wtedy, że od samego początku była to szczególna relacja.

Kiedy w pierwszych dniach kwietnia 1948 r., jako młody ksiądz, Wojtyła udał się do San Giovanni Rotondo, kapucyn wyjawił mu to, z czego nie zwierzył się nigdy nikomu, nawet spowiednikom, a mianowicie, że oprócz pięciu ran stygmatów i drugiej rany na piersi miał również ranę na plecach, podobną do tej, która zrobiła się Jezusowi, gdy niósł krzyż (patibulum) w drodze na Kalwarię. Ta rana „najbardziej bolała”, ponieważ była „ropiejąca” i nigdy nie była „leczona przez lekarzy”.

Kard. Deskur opowiedział mi wiele innych faktów, ale nie mogłem wtedy nic więcej opublikować. Kiedy jednak Jan Paweł II został beatyfikowany, stwierdziłem, że mogę swobodnie podać coś więcej do publicznej wiadomości.

Dar „natchnionej modlitwy”, począwszy od seminarium, o czym już wcześniej mówiłem. Inny fakt związany jest z Fatimą.

W 1997 r. kard. Deskur udał się do Coimbry na polecenie Papieża, aby spotkać się z siostrą Łucją, jedną z trzech widzących z Fatimy, aby zapytać, czy akt zawierzenia ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi wraz ze wszystkimi biskupami świata został dokonany w sposób, w jaki chciała Madonna. Na zakończenie rozmowy, po zapewnieniu, że konsekracja odbyła się w odpowiedni sposób, kardynał zapytał zakonnicę, czy ma „przekazać Ojcu Świętemu jakąś wiadomość od Matki Bożej”, na co siostra Łucja odpowiedziała: „Nie trzeba, bo Madonna mówi do niego bezpośrednio”. Jest to kolejny dowód na mistyczne życie Jana Pawła II. Ale wszystkie te fakty pokazują również, jaką ważną rolę w życiu papieża odgrywał kard. Deskur.

CZYTAJ DALEJ

Profanacja we włoskim kościele: konsekrowane Hostie porozrzucane po podłodze

2020-09-23 13:47

[ TEMATY ]

profanacja

facebook.com/BlogRzymskiKatolik

Niecały miesiąc po poprzedniej profanacji, kościół św. Agaty w Caltanissetta we Włoszech, znów został zdewastowany.

Jak informuje włoski portal ililfattonisseno.it, dwóch sprawców, których tożsamość została już ustalona - zniszczyło m.in. ołtarze, otworzyło także tabernakulum z którego przestępcy wyjęli i porozrzucali po podłodze konsekrowane Hostie.

Zniszczona została także m.in. kryształowa gablota śpiącej Madonny, której zabrano rękę.

facebook.com/BlogRzymskiKatolik

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję