Reklama

Wychowanie przez sztukę

Niedziela sosnowiecka 14/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Paweł Rozpiątkowski: - Panie Dyrektorze, w jaki sposób dobiera się aktorów do poszczególnych ról?

Dariusz Wiktorowicz: - Inaczej w teatrze, a inaczej w telewizyjnych serialach. W teatrze reżyser wybiera tego a nie innego aktora, bo go gdzieś widział i pasuje mu do koncepcji, albo kiedy potrzebuje tzw. świeżej krwi, dobiera do roli aktora po studiach albo zatrudnia do roli „typy”. Natomiast serial telewizyjny czy film to jest przede wszystkim casting, nawet jeśli są to genialni aktorzy, jak Cielecka, Lubaszenko czy Linda to i tak muszą stanąć do castingu.

- W jaki sposób obsadza się poszczególne role? Pan akurat gra ojca konserwatystę, czy ze względu na osobistą wizję wychowawczą?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- W moim przypadku był to wybór reżysera. Grałem jedną i drugą rolę, ale widocznie bardziej pasowałem mu do roli głowy konserwatywnej rodziny. Przypuszczam, że cechy charakteru też mogły odgrywać tu pewną rolę. Na co dzień zarządzam przecież teatrem, pełniąc rolę dyrektora.

- W serialu „Licencja na wychowanie” Pan gra od „a do z”; czy rola, chociaż w części, pokrywa się z Pana poglądem na wychowanie dzieci?

Reklama

-Może nawet widziałbym tak proces wychowawczy, ale problem z tym, że dzieci dziś nie dają się wychowywać. Proszę zauważyć jak zmieniła się szkoła. Kiedyś element wychowawczy pełnił w niej dużą rolę, a dziś jest go niemal zupełnie pozbawiona.

- Czy „Licencja na wychowanie” to czysta rozrywka, czy obecny jest w niej również element edukacyjny, wola promowania wartości, postaw, zachowań?

- Nie biorę odpowiedzialności za to, co znajduje się w tym serialu. Odtwarzam jedynie rolę, którą mi powierzono. Na planie nie ma dyskusji jak powinniśmy to czy owo zagrać, ani nikt nie podnosi dylematów czy to albo tamto jest wychowawcze czy nie. Nie ma po prostu na to czasu. Jest to propozycja telewizji, nieco prowokacyjna. Czasem porównuje się nasz serial do „Wojny domowej”. Uważam to porównanie za trafne, oczywiście biorąc poprawkę na to, że dziś mamy inne czasy. Sam odnalazłem w tym serialu parę sytuacji, których sam doświadczyłem i myślę, że multum widzów ma podobne odczucia do moich. Też odnajdą w nim siebie i swoje dzieci.

- Ile odcinków już nakręciliście?

- Pierwsza seria ma liczyć 26 odcinków. Oglądalność zdecyduje czy będziemy ją kontynuowali, choć pora emisji nie jest najlepsza. TVP zaryzykowała wprowadzając nowe pasmo telewizyjne. Wcześniej o tej godzinie nie emitowano seriali. Zobaczymy jak będzie.

- Jest Pan dyrektorem teatru dla dzieci. Czy w dobie dominacji telewizji i komputerów teatr interesuje jeszcze najmłodszych?

Reklama

- Oczywiście. Teatry były i są interesujące dla dzieci. Niestety nie wszyscy rodzice potrafią docenić rolę teatru dla rozwoju dziecka. Gdy boją się iść do teatru z dwulatkiem czy trzylatkiem powtarzam: proszę przyjść na 10-15 minut. Sam mam dwulatka i ten dwulatek siedzi w teatrze mocno zainteresowany.

- Co może dać teatr czego nie da np. telewizja?

- Niepowtarzalną energię jaka bije ze sceny poprzez kontakt z żywym człowiekiem. Tego nie da kino ani telewizja. Podczas spektaklu tworzy się między aktorem a małym widzem silna więź, której nie sposób wykreować przez obraz z ekranu kinowego czy telewizyjnego. Teatr nie umarł i nigdy nie umrze. Uważam, że robienie teatru dla dzieci powinno być priorytetem w każdym kraju, bo jak sobie wychowamy kulturalnie dzieci za młodu, tyle z nich pociechy będziemy mieli później.

- Kiedy dziecko może pierwszy raz zetknąć się z tą formą sztuki?

- Może tego nie zauważamy, ale ono spotyka się z nią już w domu. Pokazujemy przecież niemowlakom piszczałki, kolorowe zabawki, a cóż to jest jak nie pewna forma teatralna? Jeśli chodzi zaś o zdolność świadomego przeżywania sztuki, dzieci dochodzą do tego w trzecim roku życia.

- Rozumiem, że gdyby przyprowadzić do teatru trzylatka, nie będzie się nudził?

- Na pewno nie. Oczywiście trzeba wybrać odpowiedni spektakl, ale w swoim repertuarze mamy takie. Oczywiście dziecko może się trochę bać ogromu sali, dużej ilości ludzi, ale rodzice nie powinni się tym zrażać, bo teatr jest wspaniałą pomocą w wychowaniu dziecka.

- Jakie sztuki macie dla takich małych dzieci?

- Aktualnie gramy „Niebieskiego pieska”, „Szewczyka dratewkę”. Dla nieco starszych gramy „Calineczkę”, „Dzikie łabędzie”. Dla gimnazjalistów i licealistów mamy w ofercie „Kosmitę”. Staramy się zresztą robić teatr rodzinny, to znaczy, że gdy do teatru przyjdą rodzice z pięciolatkiem i dziesięciolatkiem i sami usiądą w fotelach, to równie dobrze przeżyją ten spektakl i później będą mieli o czym rozmawiać w domu.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Bernard z Clairvaux – człowiek z Jasnej Doliny

[ TEMATY ]

święty

święci

św. Bernard z Clairvaux

wikipedia.org

św. Bernard z Clairvaux

św. Bernard z Clairvaux

Nauczanie i uprawianie teologii w środowisku wspólnoty klasztoru miało w średniowieczu pogłębiać duchowość. W XII wieku wybitnym przedstawicielem teologii monastycznej był Bernard z Clairvaux, opat cystersów, który przysporzył zakonowi ogromną liczbę nowych braci; za jego słowem i postawą poszło wielu, ponadto w ciągu całego życia założył 68 nowych klasztorów i objął swoim kierownictwem 160.

Bernard urodził się k. Dijon – stolicy Burgundii, w roku 1090. Jego rodzice byli pobożni. Ojciec był rycerzem i doradcą księcia Burgundii, matka pochodziła z możnego rodu. Po śmierci matki 17-letni chłopiec oddał się w opiekę Matce Bożej, jednak u progu dorosłości przeżył załamanie wewnętrzne. Trwająca 2 lata walka z pustką duchową przyniosła niezwykłe owoce. 22-letni młody człowiek wrócił do Boga i zapragnął życia w oddaleniu od świata. Uczynił to, pociągając za sobą ojca, kilku krewnych i niemal dwudziestu przyjaciół. Po 3 latach życia w cysterskim opactwie w Citeaux, wybudował i objął klasztor w dzikiej kotlinie Szampanii, a miejscu temu po oswojeniu nadał nazwę Clairvaux – Jasna Dolina. Przez 38 lat był tam opatem, jednak jego działalność nie ograniczyła się ani do tego miejsca, ani do ludzi, którymi przewodził. Zreformował życie klasztorne, brał udział w istotnych wydarzeniach politycznych i kościelnych, wiele podróżował, utrzymywał kontakty z wszystkimi ważniejszymi postaciami swoich czasów. Jego zdanie i poparcie były decydujące m.in. podczas organizowania drugiej wyprawy krzyżowej w 1147 r. Zmarł 20 sierpnia 1153 r. Do chwały świętych wyniósł go Aleksander III w 1174 r. Doktorem Kościoła ogłosił go Pius VIII w 1830 r.
CZYTAJ DALEJ

Abp Wojda po wizycie kard. Saraha w Gdańsku: Radość ogromna

2026-08-19 17:18

[ TEMATY ]

abp Tadeusz Wojda SAC

Kard. Sarah

Festiwal Prosta Droga do Boga

Agata Kowalska/Niedziela

10 tys. osób wzięło udział w festiwalu „Prosta Droga do Boga – Być jak św. Maksymilian”, który odbył się w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu. Centralnym punktem wydarzenia była Eucharystia pod przewodnictwem kard. Roberta Saraha. Metropolita gdański abp Tadeusz Wojda podkreśla w rozmowie z Vatican News, że skupienie młodych podczas spotkania z Bogiem pokazały ogromne zapotrzebowanie na treści i muzykę, które budują i podnoszą na duchu.

Z propozycją zorganizowania w Gdańsku wydarzenia ewangelizacyjnego zwrócili się do abp. Wojdy przedstawiciele telewizji EWTN. Eucharystii przewodniczył przybyły specjalnie do Gdańska kard. Robert Sarah. Mszę świętą koncelebrowali abp Wojda i liczni kapłani, a liturgii towarzyszył śpiew chórów.
CZYTAJ DALEJ

OSP z Niepokalanowa. Tu wszyscy strażacy są... zakonnikami

2026-08-20 16:30

[ TEMATY ]

franciszkanie

Niepokalanów

zakonnicy

strażacy

św. Maksymilian Maria Kolbe

OSP

o. Wiesław Koc

Łukasz Brodzik

Ojciec Wiesław Koc OFMConv, strażak i kapelan strażaków w Teresinie

Ojciec Wiesław Koc OFMConv, strażak i kapelan strażaków w Teresinie

Gdy zadzwoni alarm, zrzucają habity i przebierają się w strażackie mundury. Nie wszyscy jednak wiedzą o tym, że w Polsce jest jedyna w swoim rodzaju jednostka straży pożarnej, w której wszyscy strażacy są zakonnikami. To OSP w Niepokalanowie, założona przed blisko 100-laty w klasztorze przez samego św. Maksymiliana Marię Kolbego.

Franciszkanie z Niepokalanowa służą mieszkańcom gminy, powiatu i okolic już prawie cały wiek. W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem dla portalu niedziela.pl ojciec Wiesław Koc OFMConv, prowadzący Telewizję Niepokalanów, ale także strażak i kapelan strażaków w Teresinie opowiada o tym, jak to się stało, że franciszkanie gaszą pożary, czym się różni strażak-zakonnik od niezakonnika i jak to jest odprawiać Mszę św. pachnąc dymem po akcji ratunkowej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję