Reklama

Niedziela Lubelska

Mają Polskę w sercach

Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński już po raz 20. poprowadził pasjonatów historii i jazdy jednośladami szlakiem polskich bohaterów.

2020-09-15 08:58

Paweł Wysoki

Niemal 100 osób w ciągu 18 dni pokonało ok. 4500 km pod hasłem „Kocham Polskę i ty ją kochaj”. Ze względu na stan epidemii uczestnicy rajdu po raz pierwszy nie pojechali do Katynia. Nie przekroczyli granic Polski i nie odwiedzili rodaków mieszkających na wschodnich terenach dawnej Rzeczpospolitej. Mimo to uważają, że motocyklowa pielgrzymka po ojczystej ziemi była niezwykle ciekawa i potrzebna, by z zakamarków pamięci wydobyć bohaterów, którzy oddali życie za nasz kraj. Szczególnie tych, którzy zostali zamordowani już po wyzwoleniu Polski spod niemieckiej okupacji.

Z wizytą w Lublinie

Reklama

Rajd rozpoczął się w Radzyminie, na cmentarzu żołnierzy poległych w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. Na trasie biegnącej przez Podlasie, Pomorze, Kaszuby, Dolny Śląsk, Górny Śląsk, Podkarpacie i Lubelszczyznę do Warszawy, znalazły się obozy koncentracyjne i obozy pracy, w tym miejsca związane ze zbrodniami komunistycznymi. 1 września, w strugach deszczu, motocykliści odwiedzili Lublin. W kościele pw. św. Piotra uczestniczyli w Mszy św. oraz złożyli kwiaty pod pomnikiem bł. ks. Jerzego Popiełuszki i na zamku lubelskim, który jest miejscem kaźni. Jednym z uczestników rajdu był ks. Bogusław Suszyło, rektor pojezuickiego kościoła, w którym nieprzerwanie od 1984 r. sprawowane są comiesięczne Msze św. za ojczyznę, przygotowywane przez grupę duszpasterską bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Lekcja wierności

Kapelan rajdu o. Marek Kiedrowicz, franciszkanin z Gdańska, uczestniczył w motocyklowej pielgrzymce już po raz 7. Jak wyjaśnia, rajd katyński to przedsięwzięcie patriotyczno- religijne, w którym można pogłębiać miłość do Boga i do ojczyny, a także lepiej zrozumieć, co znaczą słowa: Bóg - Honor - Ojczyzna. - Tym razem pojechaliśmy zupełnie nowym szlakiem. Odwiedziliśmy miejsca uświęcone krwią Polaków. Na terenie naszej ojczyzny jest ich naprawdę wiele. Odkrywaliśmy białe karty historii XX wieku, szczególnie te, które nie mogą przebić się do świadomości społecznej, bo w czasach zniewolenia komunistycznego zostały skazane na niepamięć. To miejsca kaźni, w których najpierw Niemcy, później sowieci i w końcu rodzimi komuniści wyniszczyli polską inteligencję. Oddaliśmy cześć bohaterom i od tych, którzy oddali życie za prawdę i wolność ojczyzny, uczyliśmy się wierności - powiedział o. Kiedrowicz.

Reklama

Wspólna troska

Katarzyna Wróblewska, komandor rajdu, rozkochana w Kresach i historii przez twórcę MMRK Wiktora Węgrzyna, przed laty chciała pojechać w trasę tylko dwa razy. Sama nie wie, jak to się stało, że za nią już 13 rajdów… - To na pewno poczucie misji. Gdy zobaczyłam, jak można łączyć wiarę, pasję historyczną, umiłowanie Polski i motocykli, znalazłam tu swoje miejsce. Kiedy Wiktor zachorował, a potem umarł, zajęłam się organizacją rajdu - dzieli się pani komandor. Jej zdaniem, coroczne wydarzenie jest ważne przede wszystkim z powodu ludzi: tych, których odwiedzają, tak poległych za wiarę i ojczyznę, których ofiara życia jest kluczowa dla zachowania tożsamości narodowej, jak i spotkanych rodaków, obecnie zamieszkujących tereny dawnych Kresów, a w końcu także tych, którzy biorą udział w rajdzie. - To osoby najwyższej próby, które mają Polskę w sercach - mówi o swoich kolegach. Odkrywając wspólnie miejsca uświęcone krwią bohaterów, nawiązują wiele trwałych przyjaźni. - To nasze wspólne zadanie, by przypomnieć Polakom prawdziwą historię ojczyzny - mówi Katarzyna Wróblewska. - W rajdzie katyńskim zawsze chodzi o prawdę, pokój i wybaczenie, nigdy o nienawiść i zemstę - podkreśla.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

A. Tornielli: chorzy pozwalają zrozumieć, co znaczy kochać

2020-09-22 13:13

[ TEMATY ]

Watykan

Artur Stelmasiak

Andrea Tornielli, włoski pisarz, dziennikarz "La Stampy" i portalu "Vatican Insider", autor wielu książek

Andrea Tornielli, włoski pisarz, dziennikarz

„Nie do uleczenia nie jest nigdy synonimem nie do zatroszczenia się”: oto jest klucz do lektury listu Kongregacji Nauki Wiary „Samaritanus bonus” – „Dobry Samarytanin”, który podejmuje temat „troski o osoby w krytycznej i terminalnej fazie życia”. Dokument, w obliczu zagubienia zbiorowego sumienia odnośnie wartości życia oraz publicznych debat, czasami zbyt uwarunkowanych pojedynczymi przypadkami przewlekłych chorób, przypomina z jasnością, że „najwyższa wartość życia jest prawdą wypływającą z naturalnego prawa moralnego oraz stanowi zasadniczy fundament porządku prawnego”.

Publikujemy tekst komentarza dyrektora programowego mediów watykańskich, Andrea Torniellego.

List jasno podkreśla, że „nie można podejmować bezpośredniego zamachu przeciwko życiu jakiegokolwiek istnienia ludzkiego, również jeśli człowiek o to prosi”. Z tego punktu widzenia nauczanie przedstawione w „Samaritanus bonus” nie zawiera nowości: magisterium wiele razy wyrażało stanowcze „nie” wobec wszelkiej formy eutanazji i wspomaganego samobójstwa, oraz tłumaczyło, że odżywianie oraz nawadnianie są życiowymi podstawami, które należy zabezpieczyć choremu. Magisterium wypowiadało się także przeciwko tzw. „uporczywej terapii”, ponieważ w bliskości nieuchronnej śmierci „właściwym jest podjęcie decyzji o zaniechaniu zabiegów, które prowadziłby jedynie do tymczasowego i bolesnego przedłużania życia”.

List podejmujący nauczanie ostatnich Papieży uznał za potrzebne przypomnienie go, szczególnie w obliczu coraz bardziej permisywnych ustawodawstw dotyczących tych tematów. Jego nowymi elementami są akcenty duszpasterskie, które dotyczą towarzyszenia i troski o chorych znajdujących się na końcowym etapie swojego życia: podjęcie opieki nad tymi osobami nie może być ograniczone jedynie do perspektywy medycznej. Potrzeba zespołowej obecności, aby towarzyszyć z miłością, obecnością, z odpowiednim i zrównoważonym leczeniem, oraz wsparciem duchowym. Znaczące są odniesienia do rodziny, która „potrzebuje pomocy oraz właściwych środków”. Trzeba, aby państwa uznawały pierwszoplanową oraz podstawową funkcję społeczną rodziny „jej niezastąpioną rolę, także w tym obszarze, zabezpieczając odpowiednie środki i struktury, aby ją wspierać”, czytamy w dokumencie. Papież Franciszek przypomina nam, że rodzina „była od zawsze najbliższym szpitalem”. Również dzisiaj, w wielu częściach świata, szpital jest przywilejem dla niewielu, i często znajduje się daleko.

„Samaritanus bonus” oprócz tego, że przywołuje dramat wielu trudnych przypadków, dyskutowanych w mediach, pomaga nam spojrzeć na świadectwa tych, którzy cierpią i tych, którzy się opiekują, na ogrom świadectw miłości, ofiary, poświęcenia dla chorych w stanie terminalnym oraz dla osób z uporczywą utratą świadomości, wspieranych przez matki, ojców, dzieci i wnuków. To są doświadczenia przeżywane na co dzień w milczeniu, często pośród tysięcy trudności. W swojej autobiografii, kard. Angelo Scola opowiedział o historii, która wydarzyła się wiele lat temu: „Podczas jednej z wizytacji duszpasterskich w Wenecji, pewnego dnia, kiedy wychodziłem z domu jednego z chorych, proboszcz parafii wskazał mi na pewnego pana, mniej więcej w moim wieku, który zajmował bardzo dyskretne miejsce. Trzy tygodnie wcześniej umarł jego syn, poważnie upośledzony, który nie mógł mówić ani chodzić, a którym opiekował się on z miłością przez ponad trzydzieści lat, wspierając go w dzień i w nocy oraz umacniając swoją stałą obecnością. Jedynym momentem, w którym oddalał się był niedzielny poranek, kiedy chodził na Mszę. Wobec tej osoby poczułem pewne zakłopotanie, ale jak to często bywa z nami księżmi poczułem przymus powiedzenia czegoś. Bóg to panu wynagrodzi, wybąknąłem trochę nierozważnie. A on mi odpowiedział szerokim uśmiechem: Proszę patriarchy, ja otrzymałem już wszystko od Pana, ponieważ pozwolił mi zrozumieć, co to znaczy kochać”.

CZYTAJ DALEJ

Niebo daje znak! Małe cuda Ojca Pio

2020-09-23 08:20

Archiwum Karoliny Szybiak

Ojciec Pio to nie tylko surowy zakonnik. To pomocnik i święty z poczuciem humoru.

Ojciec Pio to święty bliski mojej rodzinie. Już w czasach mojego dzieciństwa obraz włoskiego zakonnika z groźnym spojrzeniem wisiał na ścianie. Patrzył złowrogo, ale nie bałam się go. Mama powtarzała, że był to ciepły człowiek, a pod jego szorstkim sposobem bycia miało się ukrywać dużo miłości i czułości. Wtedy do końca to do mnie nie docierało.

Pierwszą znaczną pomoc od Ojca Pio otrzymał mój młodszy brat, Mateusz. Podczas jego pobytu na misjach w Brazylii Mateusz musiał dostarczyć do urzędu dokument, którego nie wystawiała strona polska. Brat zaczął modlić się do świętego zakonnika, aby ten wstawiał się w tej sprawie. Kontynuowanie misji i pomocy najuboższym mieszkańcom Brazylii stało pod znakiem zapytania. Zbliżał się termin wręczenia dokumentów – a Mateusz dalej miał puste ręce. W końcu w wyznaczonym dniu brat wstawił się w odpowiednim okienku i przedstawił jedynie to, co miał. Urzędnik odpowiedział: „Dziękuję, mam już wszystko”. Niebo dało znak!

Moja relacja ze świętym rozpoczęła się podczas narodowej kwarantanny spowodowanej koronawirusem. Zamknięta na wszystkie spusty w moim mieszkaniu, trafiłam na stronę z żartami Ojca Pio. W tych trudnych, mrocznych dniach epidemii, to było jak promyk jasnego światła. Pomyślałam – ale przeuroczy człowiek! Pomodliłam się. Zapytałam, czy zostanie moim przyjacielem, szczególnym orędownikiem, opiekunem.

Następnego dnia – pomimo nowych rygorów i limitów w kościołach – postanowiłam pójść na Mszę św. i przypieczętować naszą przyjaźń. W drodze na Eucharystię zatrzymała mnie kobieta i zaproponowała zakup kwiatów. Odpowiedziałam, że nie mam pieniędzy, a wtedy ona... wręczyła mi 13 białych róż. Później przeczytałam, że 13 róż jest symbolem i zaproszeniem do… dozgonnej przyjaźni.

Dziś idziemy przez życie razem. Często powierzam mu moje radości i kłopoty. Towarzyszy mi na co dzień. Mój nowy przyjaciel. Ojciec Pio.

Karolina Szybiak

Karolina Szybiak

Róże od Ojca Pio

Róże od Ojca Pio
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję