Reklama

Po prostu Kożuszek

Jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich aktorek. Dzięki roli Hanki Mostowiak w telewizyjnym serialu „M jak miłość” Małgorzata Kożuchowska trafiła pod strzechy, stała się domownikiem wielu polskich rodzin. Serial ten pobił na głowę wszystkie pozostałe. Jak wykazały niedawne sondaże, ogląda go siedem na dziesięć ankietowanych osób. W tyle uplasował się niedawny bestseller „Na dobre i na złe”. Innymi słowy - miłość zwyciężyła.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kożuchowska nie jest rolą Hanki znudzona, a z pewnej jej wypowiedzi wynika, że chciałaby jak Hanka adoptować dziecko, a przede wszystkim mieć własne, i marzy o założeniu rodziny. Rodzina jest jej potrzebna do życia jak powietrze. Chciałaby w niej znaleźć poczucie bezpieczeństwa, wyciszenie, zrzucić z siebie napięcie towarzyszące kreowaniu ról na scenie czy planie zdjęciowym. Ekstremalne emocje są wpisane w aktorski zawód, ale jeśli nieustannie towarzyszą życiu, stają się obciążeniem nie do udźwignięcia nawet dla najmocniejszej psychiki. Jej siostra Majka twierdzi, że Małgosia ma odwagę mówić to, co nie zawsze jest popularne i modne. Podkreśla wartość rodziny. Przy tym nie udaje, że jest ideałem. Dodajmy, że ma odwagę mówić również o swojej wierze w Boga, a dla niektórych mediów jest to trudne do przełknięcia.

„Kochaj i rób, co chcesz”

Reklama

W swoich wypowiedziach Kożuchowska starannie dobiera słowa. Rozmawia o sprawach, w których można doszukać się głębi. Krytykują ją ci, którzy chcieliby w niej widzieć elegancką, ale najchętniej „głupią blondynkę”. Ma w sobie coś z kameleona. Gdy zakłada wytworną suknię, pozując do zdjęć, prezentuje wyniosłość i klasę Grace Kelly. Kiedy wdziewa skromny sweterek i wciela się w postać Hanki Mostowiak, wydaje się dziewczyną z sąsiedztwa. Trudno za nią nadążyć. Ale gdy mówi o swojej wierze w Boga, fascynacji Janem Pawłem II i tradycyjnych wartościach, takich jak rodzina, podkreślając przy tym, że jest torunianką, mądrale z TVN zarzucają jej, że niemal reklamuje „Radio Maryja i Ojca Dyrektora”. Wołają: Małgosiu, po co ci to?! Takiej eleganckiej, dobrej i sławnej aktorce! Nie rób nam tego!
Jednak Małgorzata Kożuchowska jest już ukształtowanym człowiekiem, mocno stąpającym po ziemi. Przyznaje, że dojrzała, ma świadomość siebie, zdobyła umiejętność panowania nad emocjami, a także dystans do wielu mało istotnych spraw. Jako życiowe credo już dawno wybrała słowa św. Augustyna: „Kochaj i rób, co chcesz”. - Jest ono niesamowicie przewrotne, mądre, pojemne i bardzo prawdziwe - mówi aktorka. - Przecież miłość jest najważniejsza. Jest motorem wszystkiego - dodaje. Aktorka dziś niezbyt przejmuje się krytyką. Twierdzi, że cenzorem jest jej własne sumienie. I nikt inny nie jest w stanie rozliczyć jej za światopogląd, przekonania czy religię. I bardzo to sobie ceni, bo to właśnie możliwość dokonywania wyborów sprawia, że człowiek jest wolny.
W czerwcu zeszłego roku Kożuchowska czytała w katedrze poznańskiej „Dzieje duszy” św. Teresy od Dzieciątka Jezus, podczas Festiwalu „Verba Sacra”. Słuchały ją tłumy. Zapytana, którą z cech św. Teresy chciałaby przenieść do własnego życia, odpowiedziała, że Teresa ma cechę zgodną z mottem św. Augustyna, które często sobie powtarza: „Kochaj i rób, co chcesz”. - U św. Teresy też miłość jest najdoskonalszą drogą, wszystko się w niej zawiera. I jeszcze jedna sprawa - bardzo osobista: świadomość małości i ubóstwa wobec Boga. Człowiek sam, bez wiary, jest ubogi i bezradny. Teresa miała tę świadomość i potrafiła zaakceptować siebie ze skłonnością do błędów. Jednocześnie wiedziała, że jest Ktoś, kto nigdy nie pozostawi jej samej w słabościach - zauważa Kożuchowska.
Przyznaje, że długo walczyła ze stereotypem młodej „temperamentnej”, nawet bezczelnej aktorki z „gębą”, jaką dorobiono jej po roli w „Kilerze”. Została zaszufladkowana. Była bliska załamania, chciała nawet porzucić aktorską karierę. Po kinowym sukcesie, kiedy wydawało się, że świat filmu stoi przed nią otworem i ciekawe propozycje sypną się jak z rękawa, zaczęła otrzymywać oferty zagrania następnych odmian przebojowej dziennikarki Ewy Szańskiej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czynić świat piękniejszym

Reklama

Wychowała się w tradycyjnej, katolickiej rodzinie. Matka jest nauczycielką, ojciec wykłada pedagogikę na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Normalny, ciepły dom, w którym trzy córki państwa Kożuchowskich bawiły się w domowy teatrzyk, a mama szyła im płaszczyki i sukienki, dziergała na drutach szaliki i czapki. To mama wpajała zasady, jak stosownie ubierać się na każdą okazję, zaszczepiła w córkach dbałość o wygląd. To po niej też Małgorzata odziedziczyła talent do projektowania. Dziś wszystkie trzy córki opuściły już rodzinne gniazdo. Małgorzata robi karierę w Warszawie, Hanka jest w Poznaniu architektem, a Majka wyjechała do pracy w Anglii. Jednak przy każdej nadarzającej się okazji siostry starają się być razem. Wspominają, jak wybrały się kiedyś do Częstochowy na spotkanie z Papieżem. Przeszły 300 km z pielgrzymką i miały całe nogi w pęcherzach. Nocowały w stodołach, ale choć wychuchane w domu, nie skarżyły się na trudy pielgrzymowania. Hanka mówi o zaskoczeniu, jakie przeżyła na wiadomość, że wiecznie zajęta Małgosia, mimo natłoku zajęć, z dnia na dzień rzuciła próby w teatrze, nagrania, zdjęcia do filmu i wyjechała do Rzymu pożegnać Jana Pawła II.
Właściwie trudno się temu dziwić. W październiku 2004 r., na pół roku przed śmiercią Ojca Świętego, Małgorzata wraz z rodzicami odwiedziła Rzym, a częścią tej wizyty była audiencja u Jana Pawła II.
- Miałam niepowtarzalną okazję porozmawiać przez chwilę z Papieżem. Ale nie powiem o czym, bo to zbyt osobiste - oznajmiła po powrocie do kraju. Przyznała tylko, że w załatwieniu audiencji pomogły jej siostry zakonne, które poznała w 2003 r. podczas koncertu imieninowego dla Papieża.
Często myśli o „Liście do Artystów” Jana Pawła II, bo w nim Papież pisze, że artyści to ludzie, którzy powinni czynić świat piękniejszym. Stara się to realizować na swój sposób. W ostatnim czasie coraz bardziej się do tego przykłada.

Fryzura dla chorych dzieci

Gdy niedawno, po sugestii Ilony Łepkowskiej - scenarzystki serialu „M jak miłość”, ścięła swoje długie blond włosy, postanowiła, że zrobi to w określonej intencji. Nie musiała ich ścinać, by utrzymać swoją rolę w serialu. Łepkowska podsunęła tylko taki pomysł. Ale Kożuchowska pamiętała, że gdy kiedyś pojawiła się na rozdaniu Telekamer w fantazyjnym koku, cała prasa pisała o jej fryzurze, a nie o przyznanej nagrodzie. Była pewna, że tym razem wzbudzi jeszcze większą sensację. Postanowiła więc, że zetnie włosy na jakiś cel. Dla chorych dzieci, które odwiedza na oddziale onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka, by nie wstydziły się swoich łysinek po naświetlaniach i odrośniętych, słabych włosków. Miała też nadzieję, że proponując fotoreporterom zakup „cegiełek” jako opłatę za jej pierwsze pozowanie w krótkiej fryzurze, zbierze trochę grosza dla Fundacji „Nasze Dzieci”, którą prowadzi jej koleżanka ze szkolnej ławy Ewa Gorzelak. Jednym zamachem, na konferencji prasowej Kożuchowska zebrała ponad 500 zł.
Aktorka próbuje pomóc tej Fundacji. Dowiedziawszy się od lekarzy, że dla dzieci chorych na raka ważny jest wypoczynek, by mogły pojechać razem, bez rodziców, pod opieką medyczną, na normalne kolonie i nie wstydzić się opuchniętego po chemii ciała i główek bez włosów, zaangażowała się w pomoc. I tak oto po aukcji jej zdjęć dzieci pojechały do Zakopanego. Powie ktoś: świetna reklama samej siebie. Można i tak. Ale Kożuchowska z nikim nie zamierza się ścigać. W wieku 35 lat osiągnęła już bardzo wiele. W plebiscycie jednego z pism za rolę Hanki w serialu „M jak miłość” uznano ją za trzecią ikonę w historii polskiej telewizji, zaraz po Pawlaku i Kargulu oraz po Janosiku.

Rozmowy z Bogiem

Mówi, że nie musi być pierwsza. Kiedyś chciała być aktorką, zostać sławna. Udało się. Po latach pracy, spełnionych marzeniach o karierze i wielkiej popularności (ma nawet własny fan club) doszła do wniosku, że popularność to siła, którą dostała, by ją spożytkować w dobrym celu. Gra na scenie Teatru Narodowego w Warszawie, koledzy mówią na nią pieszczotliwie „Kożuszek”. Żyje tak, jakby to ciepło płynące z przezwiska chciała spotęgować czynem.
Od stycznia prowadzi w Jedynce, w Redakcji Programów Katolickich, program publicystyczno-społeczny. Spotyka tam niesamowitych ludzi i słucha niezwykłych historii. Jak tego małżeństwa, które długo nie mogło mieć dziecka, a kiedy się wreszcie doczekali, zachorowało na raka i umarło. Ci ludzie założyli fundację, żeby wybudować w Krakowie hotel, w którym mogliby zatrzymywać się rodzice chorych dzieci, kiedy przyjeżdżają odwiedzać je w szpitalu. Albo opowieść o dziewczynce chorującej na raka kości, której po bezskutecznej chemioterapii lekarze mieli amputować nóżkę. Kiedy mała dowiedziała się o tym, napisała list do Jana Pawła II: „Ojcze Święty, proszę Cię o modlitwę, bo mają mi amputować nóżkę i bardzo się boję”. Dziewczynka dostała od Papieża zapewnienie, że będzie się za nią modlił, prośbę, aby się nie bała, i pieniądze na endoprotezę. Kożuchowska mówi: - Jakiś czas później, gdy dziewczynka przyjechała do Centrum Zdrowia Dziecka na amputację, przed operacją zrobiono jej badania. I okazało się, że nie ma już komórek rakowych. Cóż, Szekspir miał rację: są na świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom.
Zapytana o swoje rozmowy z Bogiem, Małgorzata Kożuchowska mówi wprost: - Ja nie uprawiam barokowego wodolejstwa, nie stosuję jakiejś ornamentyki. O czym rozmawiam? Mam dużo takich rzeczy, z którymi nie umiem sobie poradzić. Nie wiem, co z nimi zrobić. I nie udaję, mówię Mu wprost: - Ja tego nie wiem. Jestem za słaba. Zrób coś. Użyj mnie. Trzeba dojrzeć.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczeń Jezusa spotyka czasem niezgodę najbliższych

2026-01-14 20:57

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

wikipedia.org

Opowiadanie stoi na progu nowej epoki. Dawid wraca do Siklag, a z pola bitwy przychodzi posłaniec z rozdartą szatą i ziemią na głowie. Tak Biblia opisuje człowieka dotkniętego śmiercią. Przynosi znaki władzy: koronę i naramiennik Saula. Znaki królewskie zmieniają właściciela, a Dawid nie traktuje ich jak łupu. Rozdziera szaty, płacze i pości aż do wieczora. Żałoba obejmuje Saula, Jonatana i poległych Izraela. Potem rozbrzmiewa pieśń żałobna (qînâ). Otwiera ją wołanie o „ozdobie Izraela” zabitej na wyżynach. Hebrańskie (haṣṣəḇî) niesie sens splendoru, czegoś drogiego i kruchego. Refren „Jakże polegli mocarze” oddaje hebrajskie (’êk nāpelû gibbōrîm) i spina pamięć całego narodu. Dawid nie pozwala, aby wieść stała się pieśnią triumfu w miastach Filistynów. W pochwałach dla Saula i Jonatana nie ma pochlebstwa. Jest uznanie prawdy: byli złączeni w życiu i w śmierci, szybsi niż orły i mocniejsi niż lwy. Słowo „mocarze” (gibbōrîm) obejmuje tu odwagę i odpowiedzialność za lud. Dawid pamięta także dobro, które Izrael otrzymał za Saula, szczególnie bezpieczeństwo i dostatek. W końcu głos staje się osobisty. Dawid opłakuje Jonatana jak brata i mówi o miłości „przedziwnej”. Ta przyjaźń wyrasta z przymierza i wierności. Tekst ukazuje królewskość Dawida zanim otrzyma tron. Objawia się w panowaniu nad odwetem i w czci dla pomazańca Pana, także podczas jego prześladowania. Dawid nie buduje swojej przyszłości na upokorzeniu poprzednika. Wypowiedziany żal oczyszcza przestrzeń władzy i uczy, że królowanie zaczyna się od słuchania Boga, a nie od gromadzenia łupów.
CZYTAJ DALEJ

Przy jego grobie został cudownie uzdrowiony papież. Św. Feliks z Noli

[ TEMATY ]

wspomnienie

pl.wikipedia.org

Św. Feliks z Noli

Św. Feliks z Noli

Feliks żył w III w., był synem legionisty rzymskiego Hermiasa, który osiedlił się w Noli, na południe od Neapolu.

Kiedy Feliks przyjął święcenia kapłańskie, wybuchło prześladowanie wyznawców Chrystusa za panowania Decjusza. Feliks był torturowany. Jego poranione ciało wleczono po ostrych muszlach i skorupach. Udało mu się jednak ujść z więzienia. Ukrywał się przez pewien czas w wyschniętej studni. Po śmierci Decjusza powrócił. Ponieważ jednak skonfiskowano mu majątek rodzinny, żył z pracy swoich rąk. Po śmierci schorowanego Maksyma został wybrany na biskupa Noli, ale odmówił przyjęcia godności, proponując na to stanowisko Kwintusa.
CZYTAJ DALEJ

Charków: dziecięcy różaniec w intencji pokoju

2026-01-15 16:14

[ TEMATY ]

dzieci

różaniec

Charków

pixabay.com

W greckokatolickiej katedrze św. Mikołaja w Charkowie dwadzieścioro dzieci w wieku od czterech do jedenastu lat modliło się na różańcu o sprawiedliwy pokój dla Ukrainy. Transmitowaną przez telewizję Żywe i w mediach społecznościowych ponadpółgodzinną modlitwę śledziło 87 tys. osób.

Dwadzieścia kilometrów od linii frontu dzieci, wraz z egzarchą charkowskim, bp. Wasylem Tuczapeciem, włączyły się w inicjatywę Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, by codziennie o godzinie 20.00 odmawiać modlitwę różańcową w intencji pokoju.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję