Reklama

Wciąż Go poznaję...

Kiedy zadzwoniłam do pani Ewy, pytając czy nie zgodziłaby się zaświadczyć o jej drodze do Jezusa, wahała się. Uważała, że wciąż jeszcze nie jest gotowa, że proces jej przemiany jeszcze się nie zakończył. Kiedy się spotkałyśmy powiedziała, że zastanawiała się nad tym długo i doszła do wniosku, że skoro należy do Jezusa, to na każdym etapie jej życia i nawrócenia może zaświadczyć o Jego miłości do niej...

Niedziela Ogólnopolska 49/2008, str. 38-39

GRAZIAKO

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pani Ewa jest wykładowcą na jednej z polskich uczelni. Jak sama mówi - jest osobą, którą po ciężkich przeżyciach osobistych zaczęły męczyć różne depresje, a co za tym idzie - lęki i bóle ciała. Szukała ukojenia w buddyzmie, hinduizmie, w ezoteryce. Wszędzie, gdzie miało być lepiej, było jednak coraz gorzej. Nie wiedziała, jak z tego wyjść. Kościół wydawał jej się zupełnie obcy. Miała jego bardzo zewnętrzną, skrzywioną wizję, zbudowaną na antyświadectwie tzw. niedzielnych katolików. Kojarzył jej się głównie z wystrojonymi uczestnikami nabożeństw, którzy po odstaniu niedzielnej Liturgii wracali do domu na gorący rosół, a ich praktykowanie życia chrześcijańskiego kończyło się tuż za progiem świątyni. Synonimem słowa „katolik” stało się dla niej słowo „hipokryzja”.

Ciasteczka

Reklama

- Przez całe życie chciałam poświęcić się czemuś jednemu, czemuś stałemu. Jednak nie dopuszczałam do siebie wizji Boga osobowego. Wydawało mi się, że to powinno być coś nieogarnionego, jakaś bliżej nieokreślona przestrzeń, która dawałaby wolność - mówi pani Ewa. Osobowy Bóg nie pasował do tej wizji. - Byłam bardzo poraniona tym ciągłym poszukiwaniem. Brałam leki antydepresyjne, chodziłam do bioenergoterapeuty, otarłam się o ezoterykę. Koleżanka, która tkwiła w niej po uszy, chciała mi pomóc, miała dobrą wolę. Jednak efekt był odwrotny. Całe szczęście, że gdy ona stosowała wahadełka i inne newageowskie sztuczki, moi przyjaciele - katolicy modlili się za mnie. Żyłam wtedy w potwornym rozdwojeniu.
W końcu pani Ewa zdecydowała się na rozmowę z księdzem, którego polecili jej sąsiedzi. Nie pasował do jej wizji katolickiego księdza. - Nie pouczał, nie nawracał, tylko... słuchał i jadł ciasteczka - śmieje się pani Ewa. - Dał mi jednak do zrozumienia, że nie da się połączyć ezoteryki czy buddyzmu z wiarą w Jezusa. Trzeba coś wybrać. Po tej rozmowie miałam zaplanowaną wizytę u bioenergoterapeuty. Pomyślałam, że może jednak nie pójdę na to spotkanie... Gdy podjęłam tę decyzję, nagle poczułam głęboko w sercu, że Jezus jest we mnie, że niczego innego nie potrzebuję. Wróciłam i poprosiłam o spowiedź.
- Dostałam też kiedyś od mojej przyjaciółki Grażyny, „Dzienniczek” s. Faustyny - kontynuuje pani Ewa. - Odłożyłam go na półkę i... zapomniałam. Gdy coś zaczęło się zmieniać w moim życiu, w sposób opatrznościowy znalazłam go w bibliotece. Otworzyłam książkę na przypadkowej stronie i znalazłam rozmowę s. Faustyny z duszą, która doświadcza opuszczenia przez Boga. Poczułam wtedy głęboko, że ten tekst jest o mnie - wspomina.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tylko osoba może kochać

Dwa tygodnie później odbywała się w sanktuarium w Łagiewnikach konferencja „Strumienie Miłosierdzia”. - Kiedy podczas modlitwy przechodził obok mnie kapłan o. John Baptist Bashbora z Najświętszym Sakramentem, aż mnie przygięło do posadzki - opowiada pani Ewa. - W tym momencie zdałam sobie sprawę, że przez całe życie nosiłam w sobie poczucie winy. Buddyzm czy ezoteryka stosują tzw. zręczne środki w rozwiązywaniu problemów, polegające na ich omijaniu. W Łagiewnikach zrozumiałam, że to jest miejsce i czas, kiedy mogę prosić o to, by mi to poczucie winy zostało odjęte. Nie moimi siłami czy umiejętnościami, ale z łaski samego Boga. Tego dnia po raz pierwszy modliło się we mnie moje serce: „Oto ja służebnica Pańska - niech mi się stanie według słowa Twego” - opowiada pani Ewa, nie kryjąc łez. - Pierwszy raz doświadczyłam ciepła w sercu, zrozumiałam, że Bóg jest osobowy, bo tylko osoba może kochać, może dawać coś z siebie i w tym dawaniu jest największa wolność. Wolność, której tak długo szukałam...

Niebezpieczeństwa

Reklama

Pani Ewa zna ludzi. Przez pryzmat swoich doświadczeń zauważa niebezpieczeństwa, które grożą duchowości współczesnego człowieka. - Jednym z największych oszustw, jakich doświadczamy, jest wypaczony obraz Pana Boga, jaki nosimy w sobie. Jest to szatańska manipulacja, która sprawia, że wszystkie cechy diabła przypisujemy Panu Bogu: że nam popsuje życie, że ogranicza naszą wolność. Tymczasem Bóg, który nas kocha, wie, co jest dla nas najlepsze w danym momencie i daje nam pełnię wolności. Tu jednak potrzeba zaufania, a zaufanie do Boga buduje się najtrudniej. Wszelkie próby całkowitego zawierzenia Panu Bogu są torpedowane lękami, niepokojami, niedowiarstwem...
- Ciągle też zdajemy się funkcjonować w świecie, gdzie próbuje się wszystkiemu nadać myślenie magiczne - podkreśla pani Ewa. - Od zwykłych zabobonów po ciągłą chęć, aby zaczarować swoje życie - stąd wizyty u tarocistów, horoskopy, ezoteryka. To daje jedynie iluzję wolności, a tak naprawdę jest źródłem koszmarnego zniewolenia, które dotyka dziś wielu...

Przyjaźń

Wewnętrzna przemiana pani Ewy wciąż trwa. To proces długotrwały i niełatwy. Jednak, jak sama mówi, w tej „nocy ciemnej” Bóg daje jej „rozbłyski”, doświadczenie swojej obecności, ciepła w sercu. Bardzo bliskie są jej przeżycia mistyków chrześcijańskich - św. s. Faustyny czy św. Jana od Krzyża. Pomagają przetrwać najtrudniejsze chwile. Oprócz wpływu świętych orędowników pani Ewa podkreśla wagę przyjaźni. - Muszę zaświadczyć o serdecznej cierpliwości mojej przyjaciółki Grażyny, która wysłuchuje wszystkich moich użalań i zrzędzenia - śmieje się. - Każdego dnia chodzimy razem na poranną Mszę św., wspólnie uczestniczymy w spotkaniach Odnowy w Duchu Świętym. W końcu poznałam ludzi, którzy nie tylko mówią o Bogu, ale naprawdę żyją Jego nauką.

Baranek

- Wciąż odkrywam Jezusa - mówi pani Ewa. - Dawniej widziałam Go jako herosa, który po prostu miał zadanie i wypełnił je do końca. Ostatnio docierają do mnie słowa: „Oto Baranek Boży”. Jezus to nie superman, to łagodny, subtelny Bóg-człowiek, który w chwili konania wołał: „Boże, czemuś mnie opuścił”. Po ludzku był słaby i doświadczył totalnego opuszczenia. W tym opuszczeniu stał się mi bardzo bliski. Wciąż Go poznaję...

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
CZYTAJ DALEJ

Przesłanie do każdego, kto słucha dzisiejszej Ewangelii: mamy oddawać Bogu cześć swoim życiem!

2026-03-03 16:37

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Ewangelista pisze, że Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle, tzn. usiadł przy studni. Zazwyczaj jest w drodze, przemieszcza się z miasta do miasta, z wioski do wioski. Tym razem usiadł.

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej». Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie». Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko». Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię». Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Kto z was jest bez grzechu?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

„Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję